WDF – Być jak doktor Ted Nelson

Film o kosmonaucie, który po powrocie na Ziemię ze swojej wyprawy, zaczyna topnieć i przy okazji zabijać ludzi – brzmi pysznie, prawda?

Advertisements

Lata 70. oraz 80. to prawdziwie złote dekady kina grozy oraz sci-fi. Przepis na nakręcenie filmu był banalnie prosty – potrzeba było jedynie absurdalnego pomysłu na monstrum, które bezprecedensowo rozprawiało się z lokalną społecznością. W tej powszechnie używanej koncepcji da się wyróżnić dwa nurty – albo mieliśmy do czynienia z potworem całkowicie odrealnionym (potwory z głębin, zmutowane kraby, ludzie-krety, “you name it”), albo z efektem bliżej nieokreślonej mutacji genetycznej człowieka. Rzecz jasna, pereł kina klasy B nie brakuje zarówno w pierwszej, jak i drugiej kategorii. I tak zgrabnie przechodzimy do tematu niniejszej recenzji – przedstawiam Wam dzisiaj wspaniałe dzieło pt. “The Incredible Melting Man” w reżyserii Williama Sachsa. 

https://technicolordreams70.files.wordpress.com/2010/10/219932-1020-a.jpg?w=820

Kosmonauta Alex Rebar zostaje wysłany w przestrzeń kosmiczną, jednak gdy jego statek zbliża się do pierścieni Saturna, radiacja powoduje nieodwracalne zmiany w strukturze komórek Rebara, zaś jego załoga ginie w nieznanych okolicznościach. Gdy szczęśliwie ocalały mężczyzna trafia do szpitala, nie jest już tym samym człowiekiem, którym był przed pozaziemską wyprawą – staje się bowiem monstrualną maszyną do zabijania.

“The Incredible Melting Man” zaczyna się sekwencją podróży w kosmosie i zachwytem protagonisty nad pięknem Saturna (?). Reżyser filmu szybko jednak sprowadza nas na (Z)ziemię fabularnym przeskokiem stulecia – po kilku minutach z nieznanych nam przyczyn, kosmonauta Alex Rebar znajduje się w szpitalnym łożu, jako jedyny ocalały z katastrofy. Nie pytajcie mnie jak do tego doszło, gdyż moja astronomiczno-fizyczno-ogólna wiedza jest zdecydowanie zbyt ograniczona do pojęcia tego fenomenu – William Sachs chyba sam był przygnieciony świadomością, że to cudowne zjawisko wypadałoby wyjaśnić. Postanowił zatem przejść do właściwego “mięsa” filmu – po 15 minutach zobaczyłem już nieco otyłą pielęgniarkę uciekającą w slow motion przed człowiekiem z mazią na głowie. Wow.

https://i1.wp.com/horrornews.net/wp-content/uploads/2014/02/large_the_incredible_melting_man_blu-ray_11.jpg

Jednak to nie tytułowa topniejąca istota jest główną gwiazdą spektaklu, a doktor Ted Nelson – jedyny bohater, który w człekokształtnej, spływającej masie dostrzega prawdziwą, utrapioną duszę. Burr DeBenning, odtwórca roli wspomnianego lekarza, daje oszałamiający popis aktorskich umiejętności – w zasadzie każda scena z jego udziałem jest przepełniona zagubieniem na planie, niezręczną ciszą, zaś intonacja jego głosu oraz akcentowanie poszczególnych wyrazów to prawdziwy cymesik. Sama postać doktora Nelsona wydaje się być oszałamiającą improwizacją, zaś wisienką na torcie jest wprost wybuchowa, namiętna relacja Teda Nelsona i jego równie aktorsko osowiałej żony (Ann Sweeny). Zwieńczeniem wspaniałości doktora Teda Nelsona jest finałowa scena – “Don’t shoot, I’m Ted Nelson, I’m a doctor” – od teraz wiem, że gdy ktoś kiedyś wymierzy lufę pistoletu w moją stronę, wystarczy, że zakrzyknę te kilka słów. Narody klękają.

Ciekawy jest również motyw samej charakteryzacji topniejącego człowieka. Mieszanka słodkiego syropu oraz farby była prawdziwie uciążliwym makeup’em dla odtwórcy głównej roli, który wcześniej odmówił używania kilku innych elementów charakteryzacji zaprojektowanych przez twórców filmu. Budżet filmu nie pozwolił również na zebranie “prawdziwych” zdjęć Saturna – scena otwarcia nie jest zatem spektakularnym ujęciem kosmicznej przestrzeni (jak zapewne planowano u zarania produkcji), lecz kadrem bardziej przypominającym tkankę pod mikroskopem. A mówią, że pieniądze szczęścia nie dają…

https://i0.wp.com/horrornews.net/wp-content/uploads/2014/02/002.jpg

Film Sachsa zachwycił i ujął mnie przede wszystkim swoją przypadkowością – począwszy od “niebanalnego” zawiązania akcji, poprzez chropawe dialogi, a skończywszy na fakcie, że dopiero w ostatnich 5 minutach reżyser wskazuje nam na dziejący się przez cały film (!) wyścig z czasem dla Alexa a.k.a. topniejącej galarety. Nie brakuje tutaj też całkowicie sztampowych dla ówczesnego okresu rozwiązań fabularnych, ale to wszystko jest zadziwiająco rozrywkowe i wciągające. Nieważne jak wiele psów byśmy powiesili na tym tytule – “The Incredible Melting Man” to mocny zawodnik w kategorii “tanie sci fi lat 70.”.

A na koniec perła wieńcząca moją recenzję autorstwa polskich tłumaczy. Od dawien dawna wiemy, że nasz kraj “rodzi” prawdziwie nowatorskie interpretacje zagranicznych tytułów – ot, chociażby legendarny już przykład “Wirującego seksu”. Ale kochani czytelnicy, w przypadku “The Incredible Melting Man” finezja poszybowała chyba aż do samego Saturna – wedle naszych rodaków, film Sachsa w przekładzie na język polski to “Człowiek, który się zmieniał”. I zmieniał się, i zmieniał się i zmieniał…

Ocena UMP: Topniałem razem z tym filmem, ale było warto. 

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s