WDF – Szczyt duchowego masochizmu osiągnięty

Trudno było mi uwierzyć, że można nakręcić aż tak tragiczny film. Takiego lata to nikomu bym nie życzył…

Advertisements

Po wielu trudach i znojach, przekopaniu setek tandetnych, tanich, okropnych, nudnych, nijakich “dzieł” sztuki, dotarłem do czeluści kinematografii. Chociaż nie chcę rzucać górnolotnego “najgorszy film jaki w życiu zobaczyłem” pod adresem filmu “Summer of Massacre”, śmiem twierdzić, że to ścisła czołówka w tej kategorii.

https://i2.wp.com/bzfilm.com/wp-content/uploads/2012/10/summer-of-massacre-2011.jpg

“Summer of Massacre” to kilka “noweli”, które przynajmniej pozornie nie łączą się w spójną całość. Każdy fragment to inna, osobliwa historia: pojawi się ciężko pobity biegacz, który będzie się mścić na swoich oprawcach, masakrując przy okazji połowę miasta; będzie też obóz katolicki rozbity w przeklętym lesie oraz wzruszająca historia niepełnosprawnej córki i jej nienawistnej siostry, a w międzyczasie – posłuchamy też zeznań kilku patologicznych morderców i ich zbrodniczej przeszłości.

Joe Castro powinien dostać dożywotni zakaz dotykania czegokolwiek, co mogłoby zaowocować “twórczą” pracą. Pierwsza nowela to 15 minut dosłownego konania ze śmiechu – efekty specjalne przypominające tandetny filmowy kolaż, porażająco, bezdennie bezmyślna przemoc i brak logiki w szczątkowej fabule są znakami firmowymi “Summer of Massacre” już od pierwszych minut. Niby brzmi dość standardowo, ale nie dajcie się zwieść pozorom! Zawrotne tempo kolejnych morderstw, które dokonywane są wbrew prawom grawitacji, ludzkiej anatomii, fizyki i logiki, wgniata w fotel i zwalnia dopiero w kolejnej noweli. Chylę czoła przed panem Castro: o ile całość filmu to nie pierwsze miejsce dla najgorszego dzieła w historii  (wciąż zdecydowanie podium), o tyle w kategorii “najgorsze 15 minut dla kina” to niekwestionowany zwycięzca.

https://i0.wp.com/i33.fastpic.ru/big/2013/0403/dd/25a25187cd20dcf93038f419816aa6dd.jpg

Trudno pokusić się o słowa otuchy dla tych, którzy ten film widzieli, lub co gorsza, dopiero zobaczą. Eksplodujące czaszki, wciskanie kłębka włosów w usta przez minutę,  butelki wbijane (dosłownie…) w głowę bezdomnego – atrakcji jest sporo, a cały repertuar kiczowatej makabreski zdaje się nie mieć końca – tak jak i cierpienie widza. “Summer Massacre” to całkowite mielizny kina, poniżenie sztuki kręcenia filmu i opowiadania historii. Kiedy kończy się arsenał żenujących efektów, a krople krwi nie spadają już na obiektyw, film Castro wchodzi na najbardziej niebezpieczną ścieżkę – pojawia się fabuła. I to jest prawdziwy dramat oraz precyzyjnie wymierzony strzał w stopę ze strony “reżysera”. Aktorzy nie są w stanie udźwignąć ciężaru poprowadzenia konstruktywnej rozmowy, a ich aktorski kunszt równy jest temu z filmów porno. Przykre jest to, że im dłużej film trwa, tym bardziej Castro usiłuje nas przekonywać, że będzie fabuła. Nieważne jaka, ale postanowił, że jednak będzie.

Na domiar złego, w filmie Castro obecna jest również ścieżka dźwiękowa. Siermiężne a zarazem niepokojące szemranie minimalnego techno odbijało się  w moich uszach jeszcze długo po seansie, o dziwo wspaniale oddając cały charakter filmu. Najbardziej godnym pożałowania pozostaje jednak montaż filmu Castro – zwyczajnie współczuję twórcom, że zdecydowali się pod tym podpisać. Aby zrozumieć ogrom dramatu tego elementu filmu, wystarczy wyobrazić sobie tandetnie wykonane efekty trójwymiaru – w czasach, gdy nowoczesna technologia efektów specjalnych dopiero się rozwijała. W tej “wizualnej hipertrofii” wyłania się jeszcze jedna fascynująca kwestia – otóż “Summer of Massacre” to zdobywca dwóch nagród filmowych! Dzieło Castro zostało wyróżnione podczas konkursów Accolade oraz Mexico International Film Festival. Wniosek? Dwa wydarzenia, które należy omijać szerokim łukiem.

https://unusualmotionpictures.files.wordpress.com/2015/07/549cd-summermass1.jpg?w=531&h=302

Reasumując, “Summer of Massacre” wyróżnia się w praktycznie każdym aspekcie. Pomijając już stałe elementy niskobudżetówek, jak ubogie efekty specjalne, Castro zadbał o to, by jego dzieło wyznaczyło całkowicie nowe trendy. Nic w tym filmie nie może się podobać, każda kolejna minuta to jak kopanie leżącego z połamanymi żebrami i wstrząsem mózgu – rzecz jasna, ciosami wymierzonymi w głowę i klatkę piersiową. Do tej pory zapewne zadaliście sobie już kilka razy pytanie: ok, to po co to oglądać? Przyznaję się, że o ile w przypadku każdego innego filmu, o którym pisałem, potrafiłem znaleźć dla Was powód – Joe Castro pozostawił mnie z umysłowym paraliżem, duchowym marazmem i oczami wypełnionymi łzami. Filmowi masochiści, łączmy się w cierpieniu.

Ocena UMP: Mózg wyparował. 

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s