Panowie Wikingowie, wracajcie do nas!

Ten długi tytuł kryje za sobą piękny, feministyczny obraz kobiet w barbarzyńskich klimatach wojowniczki Xenii.

Advertisements

Gdy film nazywa się “The Saga of the Viking Women and Their Voyage to the Waters of the Great Sea Serpent”, nie potrafię przejść obok niego obojętnie. A jeśli do irracjonalnie rozciągniętego tytułu dodamy fakt, że to produkcja spod ręki Rogera Cormana, czyli niekwestiowanego króla tandety lat 50., 60. oraz 70., otrzymujemy praktycznie gwarancję “wiekopomnego” dzieła. 

Panowie-Wikingowie wybywają na szerokie wody i zostawiają swoje ukochane, które cierpliwie (przez 3 lata!) wyczekują powrotu swoich mężnych wojowników. Upływający czas zmusza jednak kobiety do podjęcia szalonej decyzji o wyruszeniu na morską wyprawę, by odnaleźć zagubionych Wikingów. Złośliwy los mści się na nich – ich łódź zostaje rozbita, a członkinie załogi cudem trafiają na brzeg wyspy. Jak wiemy, nieszczęścia lubią występować w reakcji łańcuchowej – kobiety trafiają następnie w niewolę lokalnego despoty.

Różnego rodzaju problemy powiązane z dyskryminacja pewnych grup społecznych były na porządku dziennym w kinematografii m.in. lat 50. Nie inaczej jest w przypadku “The Saga…”, gdzie “dotkniętą” grupą są tytułowe żony Wikingów. Są one mistrzyniami łowów, władają orężem lepiej niż niejeden mężczyzna, a gdy zachodzi potrzeba – potrafią także uwodzić seksapilem.Ta pseudo-niezależność podszyta jest jednak mocno seksistowskim myśleniem Rogera Cormana – mężczyźni z którymi zestawione są bohaterki, to albo kompletnie bezbarwne figury woskowe, albo odrażające dzikusy, których ręce wyraźnie świerzbią na widok skąpych strojów głównych bohaterek. W takim otoczeniu, ta domniemana emancypacja wypada nad wyraz komicznie – to rywalizacja czysto fizyczna, pozbawiona jakiejkolwiek głębi intelektualnej. Gdy bohaterki filmu zostają pojmane, momentalnie zamieniają się w bezbronne, posłuszne owieczki, które bez swoich aryjskich wojowników nie potrafią żyć. Corman zatem jednoznacznie sprowadza je do poziomu całkowicie zależnych od mężczyzn. W dzisiejszych czasach za taki film zostałby on prawdopodobnie zmieszany z błotem za hordy feministek – dawniej nikomu to nie przeszkadzało.

Od strony wykonania, film “The Saga…” zaskoczył mnie głównie koszmarnym montażem oraz fatalnym aktorstwem. Wiele scen jest niezręcznie pociętych, co powoduje, że wypadają groteskowo – czasem wygląda to tak, jakby aktorzy nie wiedzieli, że kamera nadal dokumentuje ich wysiłki. Tej kiepskiej technice wykonania towarzyszy sztywne aktorstwo, w którym prym wiedzie przywódca grupy Wikingów, którego odgrywa Jonathan Haze. W jaskini, podczas walki, płonąc na stosie, czy tuląc wybrankę swojego serca – jego twarz i tembr głosu pozostają niewzruszone. Może się mylę, ale to chyba nie świadczy o jego prawdziwie mężnym sercu. Może gaża była zbyt niska, by odegrać jakiekolwiek uczucia?

Trudno mi zdefiniować, czym kierował się Corman podczas kręcenia “The Saga…”, lub jaka jest myśl przewodnia tego filmu. Akcja jest wartka, scen walki dużo, żony wikingów prezentują się doskonale (nawet, gdy jedna z nich biega w okularach przeciwsłonecznych), ale w tym wszystkim czułem pewien niedosyt. I dopiero po czasie zrozumiałem, że reżyser zapomniał o potworze, którego umieścił w tytule swojego dzieła! Wodna bestia nie odgrywa praktycznie żadnej istotnej roli, a pojawia się przez kilkanaście sekund przez godzinę seansu. Chociaż to ukochane Wikingów graja pierwsze skrzypce, o ileż ciekawiej byłoby zobaczyć te piękności walczące z tekturowym węgorzem!

The Saga of the Viking Women and Their Voyage to the Waters of the Great Sea Serpent” to lekki film, który z “seksistowskiego” punktu widzenia, zapewnia dobrą rozrywkę. Nie wiem, czy dla kobiet była ona równie udana, chociaż kilka umięśnionych, nagich torsów przez ekran przemknęło. Najważniejsze jest jednak to, że film Rogera Cormana niesie ze sobą piękne przesłanie – ani bezkresne morza, ani wodny wąż, ani też niebezpieczne dzikusy z tajemniczej wyspy – nikt nie powstrzyma siły miłości. Czyż to nie jest godne pochwały?

Ocena UMP: Żądam więcej przerośniętego węgorza w filmach o Wikingach. Kto jest ze mną?

 

3 thoughts on “Panowie Wikingowie, wracajcie do nas!

  1. Muszę to obejrzeć! Co do seksizmu, to absolutnie mnie zniszczył pod tym względem “Prehistoric Women” (Film z 1950, nie ten Hammerowski) w którym jaskiniowe kobiety postanowiły odejść z plemienia, bo to one chciały rządzić, a nie mężczyźni. Po drodze zresztą paru fagasów chciały wziąć do niewoli, ale ogólny wydźwięk (i praktycznie drwiące komentarze lektora opisującego to co dzieje się w filmie) był taki, że “prehistoryczne feministki” same nie wiedzą czego chcą, a jak pojawi się ogarnięty chłop, to i tak sobie oczy wydłubią, by być jego.

    P.S. Ah te stare plakaty, często dużo lepsze od właściwych filmów 😀

    Like

    1. “Prehistoric Women” nie oglądałem, ale brzmi jak coś, czemu koniecznie muszę się przyjrzeć. Takich filmów z serii pseudo-feminstyczny przekaz (chociaż mocno nieudany) jest sporo. Polecam chociażby “Maniac Nurses Find Ecstasy” – inny wymiar kinematografii 🙂

      Ten plakat przede wszystkim sugeruje, że Panie-Wikiżki (nie mam pojęcia jak to odmienić :P) walczą z wodną bestią – tak jak napisałem w recenzji, jest to jedno wielkie kłamstwo!

      Pozdrawiam!

      Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s