WDF – Post-nuklearne polowanie

Joseph Javorsky dołączył do panteonu jednego zmoich ulubionych najgorszych morderców w historii. Perła, którą warto zobaczyć na własne oczy.

Advertisements

Mniej więcej od początków lat 50. ubiegłego wieku filmowcy zaczęli poświęcać sporo uwagi zagadnieniom związanym ze środowiskiem oraz zagrożeniami płynącymi z postępu technologicznego. W tym nurcie filmów kręconych „ku przestrodze” niezmiernie często omawianym zjawiskiem były próby nuklearne oraz ich niszczycielskie działanie. Biorąc pod uwagę okoliczności rosnących napięć politycznych i wiszącą w powietrzu groźbę wojny atomowej, poruszanie takiej tematyki było całkowicie zrozumiałe. Niniejsza recenzja prezentuje jednak dzieło, które ten trudny temat ugryzło wyjątkowo niefortunnie.

Głównym bohaterem „The Beast of Yucca Flats” reżyserii Colemana Francisa, jest wybitny rosyjski naukowiec Józef Javorsky (grany przez szwedzką gwiazdę wrestlingu Tora Johnsona), ścigany przez rosyjskich komunistów. W szaleńczej próbie ucieczki przed swoimi oprawcami, mężczyzna trafia na tereny objęte próbami atomowymi. W wyniku nieszczęśliwego wypadku Javorsky pada ofiarą promieniowania nuklearnego i zamienia się w zdeformowanego potwora, który terroryzuje okolicę.

„The Beast of Yucca Flats” uznany został przez krytyków za godnego przedstawiciela najgorszych filmów w historii już w momencie swojej premiery – dziś to swoisty klasyk „gatunku”. Film Francisa trwa jedynie 54 minuty, ale to naprawdę wystarczająco długi metraż, bowiem taka dawka kiczu byłaby w dłuższej wersji nieznośna. Należałoby zacząć od tego, że z uwagi na brak mikrofonów w miejscach zdjęciowych całość udźwiękowienia dogrywana była w studiu, dzięki czemu fabułę w dość niecodzienny sposób opowiada nam narrator. To on w dużej mierze odpowiedzialny jest za niezamierzony komizm filmu. Jego osobliwe didaskalia uginają się pod ciężarem patosu, a zdarza się, że pozbawione  są również sensu i logicznego powiązania z fabułą. Niejednokrotnie słyszymy o nieposkromionej bestii, która bezustannie poszukuje nowych ofiar, oraz o zastraszającym tempie postępu technologicznego – nie ma to jednak  absolutnie żadnego odzwierciedlenia w tym, co widzimy na ekranie. Coleman Francis więcej filmowego czasu poświęca bowiem wątkom pobocznym – zagubionym na pustyni chłopcom i policjantom ścigającym Javorsky’ego. W wyniku tego reżyserskiego zabiegu rola zmutowanej bestii ogranicza się do histerycznego porykiwania w jaskini oraz bezcelowego snucia się po wyjałowionej ziemi.

Komiczne są  także wysiłki reżysera, by „zakamuflować” wspomniany wcześniej brak mikrofonów na planie. Gdy tylko w scenariuszu pojawia się jakikolwiek dialog, twarze aktorów są sprytnie oddalone lub zmyślnie ukrywane –  na przykład zasłonięte karoserią samochodu. Tak samo nieudane są próby budowania napięcia. Teoretycznie, szok i trwogę budzić ma obecność zabójczego naukowca, ale ten potrafi tylko dusić, zaś jego ofiary nawet nie próbują wydostać się ze śmiercionośnego uścisku, pokornie konając w masywnych dłoniach Tora Johnsona. Ciekawi też sekwencja lotniczego pościgu, w którym jeden z bohaterów zostaje kilkukrotnie raniony – nawet moja elementarna wiedza na temat anatomii pozwala mi podejrzewać, że nikt nie powinien wyjść z nich cało. Ku mojemu zdziwieniu, postrzelony delikwent znosił te przeciwności losu nad wyraz dobrze. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że im więcej kul przyjął, tym łatwiej przychodziła mu ucieczka. To właśnie tym podobne absurdy nadają temu wytworowi „filmopodobnemu” wyjątkowego uroku.

Wisienką na torcie jest jednak scena otwierająca dzieło Colemana Francisa –  przypadkowa kobieta zostaje uduszona przez masywnego człowieka, którego sylwetka do złudzenia przypomina Tora Johnsona. Niestety ani reżyser, ani narrator nie silą się na żadne wyjaśnienia tego wątku w filmie. Kim była ta osoba? Dlaczego została zamordowana w mieszkaniu, skoro bestia grasuje na pustyni, z dala od cywilizacji? Podobne pytania nurtowały zapewne wielu widzów po seansie, zatem w jednym z wywiadów z reżyserem poruszono kwestię zagadkowej sceny przed napisami. Odpowiedź reżysera brzmiała: „po prostu lubię sceny nagości w filmach”. Oczywiście, kto ich nie lubi? Mimo wszystko warto byłoby  jakkolwiek je uzasadnić, panie Francis.

„The Beast of Yucca Flats” zapewnił mi w tę skromną godzinę więcej masochistycznej radości, niż większość innych tanich produkcji, jakie widziałem. Duża w tym zasługa błyskotliwych opisów narratora tej dramatycznej opowieści, ale brawa należą się całej ekipie filmowców zaangażowanych w produkcję dzieła. Udało mi się obejrzeć wystarczającą liczbę złych produkcji, aby powiedzieć to z czystym sumieniem – nakręcenie filmu tak złego to prawdziwa sztuka. Lektura obowiązkowa dla fanów gatunku.

Ocena UMP: Tak bardzo kocham takie kino, że aż słów brakuje.

Film „The Beast of Yucca Flats” jest dostępny na YouTube.

Wpadnijcie na moje profile na FB i Twitterze:

https://www.facebook.com/unusualmotionpictures

@UMP_blog

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s