WFF 2015 – Los reyes del pueblo que no existe

Dokument, który otwiera oczy na dramat dziejący się w Meksyku, gdzie kilka osób mieszka w całkowicie opuszczonym miasteckzu, z dala od cywilizacji.

Advertisements

WFF-2015

Los reyes del pueblo que no existe to pierwszy z filmów, które obejrzałem w ramach 31 edycji Warszawskiego Festiwalu Filmowego. 

Zalane miasteczko w regionie Sinaloa w Meksyku zniknęło dla władz, lecz nie dla garstki jego mieszkańców, którzy nie chcieli go porzucić. Trzy rodziny próbują zatem wiązać koniec z końcem mieszkając w ruinach San Marcos – poza produkowaniem tortilli, starają się odbudować miasteczko.

download

Film dokumentalny autorstwa Betzabe Garcii, młodej reżyserki z Meksyku, jest przedziwnie wciągającym spojrzeniem w głąb trudnej rzeczywistości swojej ojczyzny. Łączy w sobie obraz przepełnionej niepokojem codzienności oraz atmosferę magicznego realizmu kraju, który od prawie 10 lat pogrążony jest w anty-narkotykowej wojnie domowej. Ludzie, którzy zostali „wymazani” z rzeczywistości przez władze (bowiem to najprostsze rozwiązanie z możliwych), wydają się być zawieszeni w pustce. Ich tytułowe „nieistniejące miasteczko” jest dalekie od raju – żyją w ciągłym strachu, słysząc zewsząd odgłosy wystrzałów pośród otaczającej dżungli. Jednak to perspektywa samotności jest dla nich prawdziwie przerażającym zagrożeniem. Bohaterowie opowiadają o swoich historiach z przeszłości – o swoich kobietach, dawnych mieszkańcach San Marcos – aby odzyskać utracone życia. Nie ma w tym jednak zgorzknienia – udaje im się znaleźć szczęście w małych rzeczach – tak jak tańczące nocą na werandzie małżeństwo w jednej ze scen.

Narracja dokumentu jest przepełniona duchem realizmu magicznego – San Marcos, zamknięte ścianą bujnej roślinności, zatopione w wodzie, funkcjonuje w przedziwny sposób. Meksykańska reżyserka daje dużo czasu widzowi, by zapoznał się z każdym zakątkiem zaginionego miasteczka. Chociaż hermetyczna atmosfera ani na chwilę się nie zmienia, jest to obraz hipnotyzujący – trudno bowiem uwierzyć w to, że w zetknięciu z tak niewyobrażalną biedą i dramatem, których spotkał mieszkańców San Marcos – oni potrafią wykrzesać z siebie wiele pozytywnej energii. Do tego dochodzą świetne zdjęcia, które utrzymują ten nieco oniryczny klimat całości.

Los reyes del pueblo que no existe to z pewnością jeden z lepszych filmów dokumentalnych jakie widziałem. Chociaż jest nieco klaustrofobiczny, z niewielką ilością dialogów, radzi sobie z uchwyceniem omawianego problemu naprawdę świetnie. Czasem wystarczy w filmie cisza – bardziej wymowna niż cokolwiek innego.

 

ENGLISH VERSION

A flooded town in Sinaloa region in Mexico has vanished for the authorities, but not for a handful of townsmen, who refused to abandon the place. Three families strive to live in the ruins of San Marcos – apart from producing tortillas, they try to rebuilt the city piece by piece.

The document by Betzabe Garcia, a young filmmaker from Mexico, is a strangely mesmerizing inner view into the harsh, Mexican reality. It brings together the images of the unease-filled routine and the feeling of magical realism of the country, which has been devoured by the anti-drug war for almost 10 years. People, who were erased by the government from the reality (because it’s easier than resolving their problem) seem to be hanging somewhere in the void. Their titular “nowhere” is not even close to a paradise – they live under the constant fear of gunshots heard from the jungle, but not only them.  It’s the perspective of loneliness that keeps them awake at night. The protagonists tell the stories of the past – women they dated, former citizens of San Marcos – to retrieve the lives they have lost, but they are not bitter at all – they find happiness nonetheless. It’s a secret happiness, found in small details like the long-married couple dancing at night.

The film’s narration is filled with magical realism – San Marcos, confined within the wall of bushy forests, flooded wby water, is still functioning in a bizarre way. The Mexican director gives the viewers a lot of time to get acquainted with every minute piece of the lost town. Although the hermetic atmopshere does not evovle throughout the entire film, it manages to hypnotize – it’s almost unbelievable that the handful of people living in San Marcos is still able to be happy in regard to those calamities they are confronted with. This is also backed up by superbly shot frames, holding that oniric atmosphere as well.

Los reyes del pueblo que no existe is one of the best documents I have seen. Although it’s a bit claustrophobic, without many dialogues, it manages to grasp the essence of the problem pretty well. Sometimes all that is need is silence – more powerful than anything else.

 

One thought on “WFF 2015 – Los reyes del pueblo que no existe

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s