WDF – Dzieciom wstęp wzbroniony!

Czarno-biały pół-produkt, który opowiada o zboczonym tatusiu, który zabrał swoją rodzinę na wakacje do parku rozrywki. Eh…

Advertisements

Kino offowe rządzi się swoimi prawami – to często niskonakładowe produkcje, w których twórcy kombinują jak mogą, by szczupłe budżety nie były ograniczeniem. Czasem wychodzi to doskonale (chociażby przykład Jamiego Winansa w filmie Ink), czasem wychodzi tak jak w przypadku Escape From Tomorrow. Randy Moore nakręcił film tak koszmarnie niespójny, sztuczny i irytujący, że z bólem serca dotrwałem do jego końca. Chociaż to nie jest klasyk w kategorii Wtorkowych Depresji Filmowych (zazwyczaj piszę przecież o monster movies z lat 50. i 60.), Escape From Tomorrow jest filmem tak wysoce nieudanym, że z czystym sumieniem umieszczam go pod tym właśnie szyldem.

download (2)

Jim (okropnie drętwy Pan Roy Abramsohn), dowiaduje się, że został zwolniony z pracy, podczas rozkosznych wakacji z rodziną. Swoje gorzkie żale postanowi utopić” w różnych rozrywkach – od śledzenia dwójki nastolatek, poprzez perwersyjne upicie się, a kończąc na przygodnym seksie. W swoich hulankach i swawolach Jim musi jednak zachować pozory bycia dobrym ojcem i kochającym mężem. Klatką dla bohatera staje się park rozrywki – im więcej czasu Jim spędza w tym specyficznym miejscu, tym dziwniejsza staje się otaczająca go rzeczywistość.

Inżynier Mamoń, postać znana polskim miłośnikom kina z Rejsu, wygłosił pewną wspaniałą prawdę – „Proszę pana ja jestem umysł ścisły. Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem. Po prostu”. Parafrazując w pewien sposób ten kuriozalny „bareizm”, nie krytykuję filmów, których nie rozumiem. Do pewnego momentu wydawało mi się, że Moore nakręcił film podszyty taką dozą ironii, symboliki i „pozornego” chaosu, że zwyczajnie przerosło to mój studencki móżdżek. Na ratunek przybyła mi sama końcówka, która rozwiała wszelkie wątpliwości – autora również przerosła ta wysoce niepoukładana koncepcja. Escape From Tomorrow przypomina miejscami upośledzonego kuzyna twórczości Monty Pythona, po części też nietrafioną inspirację Lynch’em i Jodorowsky’im – wszystko jednak boleśnie nieudolne. Odtwórca głównej roli Jima – Roy Abramsohn – błądzi w kolejnych scenach jak dziecko we mgle, które nie potrafi zagrać absolutnie żadnych emocji, poza głupkowatym wyrazem twarzy towarzyszącym w praktycznie każdym ujęciu. To poziom aktorstwa z Trolla 2 – zaczynacie chyba już czuć, co się święci.

Nawet, jeśli potraktujemy Escape From Tomorrow jako gorzką, nieco ironiczną historię faceta, który kompletnie nie nadaje się na ojca, film Moore’a wywołuje jedynie salwy śmiechu na przemian z całkowitym zmieszaniem i zażenowaniem. Komizm przybiera na sile w chwili, gdy rozłożymy film Moore’a na czynniki pierwsze – ścieżka skomponowana przez Abela Korzeniowskiego jest naprawdę godna uwagi (bez krytykanctwa, to kawał świetnej, nieco psychodelicznej muzyki), zaś wiele wizualnych rozwiązań również może przypaść do gustu. Moore’owi udaje się nawet złożyć hołd Orwellowi w jednym z fragmentów swojego dzieła! Ale nawet biorąc pod uwagę te smaczki i zalety, Escape From Tomorrow jest definicją filmowego chaosu. Fabuła jest tutaj koszmarnie głupia (to w dużym stopniu film o obleśnym zboku napalonym na dwie dziewczynki), zaś sposób, w jaki się ją przedstawia, jest równie koszmarny. Nieznośnych przeskoków w czasie, drętwych dialogów i postaci płaskich jak deski, nie ratuje nic. Czasem można nawet odnieść wrażenie, że Moore bezczelnie naśmiewa się z własnej publiczności – „nakręcę bezsensowny film, ale i tak obejrzycie go do końca”.

3017814-poster-p-1-sneaky-camera-how-escape-from-tomorrow-filmmakers

A dlaczego tak mógł sobie pomyśleć twórca Escape From Tomorrow? Otóż, ten film ma w sobie to coś”, co powoduje, że seansu nie przerwiemy aż do samiutkiego końca. I nie puszczam do Was żadnego oka – samemu złapałem się na tym, że Moore uwiódł mnie swoim chaosem i pretensjonalnością. Przyznaję reżyserowi, że jego filmowy produkt można dowolnie interpretować na każdym etapie seansu – zabawa jest z tego naprawdę przednia. Nie doszukujcie się jednak sensu w tych czarno-białych kadrach, czy też rozbudowanej symboliki w panu na wózku inwalidzkim i tajemniczych dziewczętach, które wodzą za nos naszego biednego Jima. Moore szasta losowymi pomysłami jak z rękawa i nawet nie próbuje ułożyć tego w logiczną całość, hołdując niezobowiązującej formie i artystycznemu nieładowi.

Chociaż we Wtorkowych Depresjach Filmowych staram się przenosić czytelnika w czasie (zazwyczaj piszę o filmach z minionego stulecia), takie nowoczesne perły jak Escape From Tomorrow znajdą miejsce dla siebie. To jedynie dowód na to, że złe kino nie umarło wraz z rozwojem filmowej technologii – wręcz przeciwnie, nadal tętni życiem. Może filmowcy porzucili już nieco ideę monster movies, ale zastępują nam jej brak nowym zjawiskiem – nurtem artystycznego bełkotu. Z nieskrywaną fascynacją będę dalej eksplorował arcydzieła podobne do Escape From Tomorrow – podejrzewam, że jeszcze sporo złego kina na mnie czeka.

 

62ced18778e8428d04832e91f7699434Jeśli chcecie nawiązać współpracę, podzielić się swoimi wrażeniami z Escape From Tomorrow, albo podrzucić mi jakiś film, o którym mógłbym napisać – zapraszam do kontaktu przez FB lub mailem unusualmotionpicturesblog@gmail.com.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s