Filmowiec płakał kiedy adaptował

Tekst o tym, kiedy język literacki nie tylko przerasta, ale także upokarza filmowców.

Advertisements

Mnóstwo fantastycznych książek nadal czeka w kolejce do przeniesienia na srebrny ekran, nawet pomimo przemiału, jakiego dokonują obecnie scenarzyści w tej kwestii. Trudno się temu dziwić – wiele spośród największych osiągnięć kinematografii ma solidne podstawy w tradycji literackiej – chociażby Ojciec Chrzestny, Skazani na Shawshank lub Władca Pierścieni. Takie filmowe adaptacje są jednak nie lada wyzwaniem dla ich twórców – niejednokrotnie, przełożenie języka literatury na język wielkiego ekranu bywa zadaniem wręcz karkołomnym. W niektórych przypadkach, podjęcie dialogu z literacką legendą wypada jak porywanie się z motyką na słońce – to właśnie te przypadki są tematem niniejszego tekstu. 

 

Wyjątkowo zacznę od „ojczyźnianego” podwórka. Jednym z najbardziej poczytnych pisarzy w Polsce jest Andrzej Sapkowski, którego dzieła z powodzeniem trafiły na rynki z całego świata. Nie dziwota zatem, że rzesze fanów przygód Geralta z Rivii domagały się ekranizacji przygód długowłosego pogromcy potworów. Jednak popłuczyna filmowa, która powstała spod ręki pana Brodzkiego, była nie tylko wyszydzeniem dzieła Sapkowskiego, ale klęską polskiej kinematografii. W tym samym roku, kiedy nakręcono Wiedźmina – 2001 – Peter Jackson nakręcił pierwszą część trylogii Tolkiena. Można śmiało rzec, że był to okres rozkwitu dla filmu fantasy, zatem była to też okazja dla Wiedźmina, by zaistniał na szerszych wodach (gdyż nie można rozpatrywać rodzimego fantasy jako konkurencji dla takiej klasyki). Chóralne lamenty fanów Sapkowskiego po premierze były zdecydowanie uzasadnione – Michał Żebrowski dokonał istnej profanacji postaci Geralta, zaś Brodzki konsekwentnie odarł Wiedźmina z jego niepodważalnej wyjątkowości, zamieniając go w amatorszczyznę na poziomie dziecinnej zabawy z kamerą. Po tej spektakularnej klapie filmowej, Geralt powrócił w wielkim stylu na ekrany komputerów za sprawą twórców gry Wiedźmin. Być może to szansa na wskrzeszenie prozy Sapkowskiego na wielkim ekranie? Za tym przemawia chociażby metamorfoza Człowieka-Nietoperza, który najpierw przeszedł proces całkowitej deheroizacji w latach 60. za sprawą  Adama Smitha, następnie przetrwał wyboistą drogę zaserwowaną przez Joela Schumachera wespól zespół z Timem Burtonem, by wreszcie stanąć w panteonie najlepszych filmów w historii o superbohaterach za sprawą Christophera Nolana. Fani Geralta, pamiętajcie, że nadzieja umiera ostatnia!

big-brother-poster

Ogólnie rzecz biorąc, wielbiciele fantasy nie mają łatwego życia w kwestii filmowych „zamachów” na ich ulubione książki. Po odkopaniu twórczości Tolkiena, świat popadł w zachwyt nad Eragonem. Smocze klimaty przypadły do gustu Stefanowi Fangmeierowi, który w 2006 roku zapewnił zimny prysznic entuzjastom literackiej wersji. Chociaż należałem do obozu zatwardziałych wielbicieli hobbitów, Eragon nie pozostawał mi obojętny – marketingowa bańka mydlana prysła w oka mgnieniu, gdy krytycy surowo rozprawili się z czczymi wysiłkami Fangmeiera. Odzwierciedleniem tej porażki był również katastrofalny wynik box office’u – szacuje się, że film zaliczył stratę rzędu 25 milionów dolarów… Mimo o niebo lepszego wykonania i dynamiczniejszej fabuły, do grona nieudaczników z gatunku fantasy zaliczyć należy także Opowieści z Narnii. Lewis, którego dzieło porównywane było przez niektórych ze światem Śródziemia, zostało spłycone do infantylnej bajeczki z komicznymi scenami batalistycznymi. I chociaż Opowieści z Narnii zgromadziły bazę wiernych fanów, zaś wynik finansowy zachęcił studia filmowe do sponsorowania kolejnych części, była to naiwna adaptacja dobrej, bogatej w biblijną symbolikę lektury.

 

Ogromnym wyzwaniem są również książki zaliczane do klasyki literatury – chociażby Rok 1984 Orwella. Ekranizacja z Johnem Hurtem w roli buntowniczego Winstona Smitha nie była zszarganiem dobrego imienia brytyjskiego pisarza, ale nie ujęła geniuszu książki. Można to przypisać zjawisku zawiłości dialogu między językiem filmu i słowa pisanego. Można to także przypisać stosunkowo ograniczonej akcji Roku 1984 z punktu widzenia fabuły filmowej. Mimo wszystko marzy mi się (pewnie nie mnie jedynemu) przemyślana, nakręcona z artystycznym zacięciem adaptacja uniwersalnego obrazu aparatu inwigilacji. Rok 1984 nie był na szczęście całkowitą porażką – znacznie większą było chociażby Miasto Ślepców z 2008 roku. Doskonała powieść Portugalczyka Jose Saramago o przerażającym zezwierzęceniu w warunkach, gdy strach staje się siłą napędzającą człowieka, została „zbezczeszczona” przez brazylijskiego reżysera Fernando Meirellesa. Było to tym bardziej zaskakujące, że ów reżyser nie był kimś przypadkowym – na jego koncie znajdowały się tak doskonałe filmy jak chociażby Miasto Boga. Niestety, i tym razem język literatury okazał się być barierą nie do przeskoczenia, nawet dla znakomitego rzemieślnika sztuki obrazu.

Analizując problematykę kinowych adaptacji książek nie można zapomnieć o czynniku, który napędza dzisiejszy świat – o pieniądzach. Rekiny biznesu zawsze zwęszą dobrą kasę tam, gdzie krytycy literaccy wyrażą swoje uznanie. Bestsellery zapewniają przecież pokaźne grono potencjalnych klientów – nawet, gdy uszczuplimy tę liczbę o zagorzałych przeciwników takich wersji kinowych. Dan Brown, którego sława w dużej mierze opierała się na kontrowersyjnej polemice z doktrynami kościoła katolickiego w Kodzie Da Vinci, trafił na listę najlepiej zarabiających pisarzy na świecie. Jego powieść już sama w sobie nie stanowiła arcydzieła – raczej solidne czytadło, przystępne i z precyzyjnie wymierzoną kontrowersją. Film z Tomem Hanksem w roli głównej uwypuklił wadliwość prozy Browna. Kinowa wersja Kodu Leonarda Da Vinci była usypiająca, przegadana i kompletnie niewciągająca, dając kolejny dowód na trudność w interpretacji języka literatury. Tajemnicą pozostanie dla mnie także kwota, jaką zaoferowano tak znakomitemu aktorowi jak Hanks, by zagrał w czymś tak „rozkosznie” przeciętnym. Sam Hanks dokonał szybkiego powrotu na szczyt w Kapitanie Phillipsie, również filmowej adaptacji.

52917791

Wspominając najgorsze adaptacje filmowe nie można zapomnieć o książkach, które same w sobie stanowią „chłam” – przecież z pustego i Salomon nie naleje. Saga Zmierzch powinna była na zawsze utrzymać się na poziomie literatury dla nastolatek, których buzujące hormony z zapamiętaniem chłonęły ckliwą historyjkę o wampirycznej miłości. Ale jak wcześniej wspomniałem, pieniądze dyktują repertuar kin – Zmierzch na ekranie stał się obiektem powszechnego pośmiewiska, obdarowując też tą haniebną sławą utalentowanego Roberta Pattinsona. Jednak to naiwne czytadło dla dziewczynek urosło do rangi jednego z najpopularniejszych (czyt. najczęściej oglądanych) filmów w historii – to chyba nie wymaga komentarza. To zjawisko było jednak niczym w porównaniu z największym upadkiem kinematografii w XXI wieku. 50 Twarzy Greya stało się niezbitym dowodem na to, że masowa kultura sięgnęła dna i wodorostów, zaś pieniądze leżą w banałach. Tandetny, kiepsko napisany erotyk (przyznam, że nie przebrnąłem przez całość, mimo szczerych chęci) podbił serca milionów niespełnionych seksualnie czytelniczek, co zaowocowało chyba najgorszą filmową adaptacją w historii. W tegorocznym „dziele” Sama Taylora-Johnsona nie ma absolutnie nic wartego uwagi – ale używając języka potocznego „hajs się zgadza”.

Zapewne takich filmowych pomyłek, niewypałów, upadków i rozczarowań można znaleźć mrowie – podane przeze mnie tytuły to jedynie kilka przykładów, które składają się na większy obrazek. Wnioski można wysnuć zróżnicowane – chociaż jedne z najlepszych arcydzieł kinematografii są oparte na literaturze, bazowanie na języku pisarskim to ciężki kawałek chleba. Zazwyczaj filmowiec musi się wtedy zmierzyć nie tylko z zagorzałymi wielbicielami twórczości samego autora, ale udźwignąć także ciężar oczekiwań swoich własnych fanów. Trudno zdefiniować, co jest zadaniem bardziej wymagającym. Jedno pozostaje jednak pewne – film powinien czerpać garściami z literatury, bowiem te dwie formy przekazu sztuki potrafią się wspaniale uzupełniać – o tym napiszę w kolejnym artykule już niedługo.

 Zapraszam do kontaktu przez FB lub mailem cropped-cropped-11004963_448280958658519_796078119_n112.jpg

unusualmotionpicturesblog@gmail.com.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s