UMP Recommends – Beasts of No Nation

An African-set war drama film by Cary Fukunaga depicts the brutality seen from the perspective of a child. This is one of the very best things that happened to cinema in 2015.

Advertisements

Beasts of No Nation is definitely not “just another film about Africa”. Cary Joji Fukunaga, who planned to direct the adaption of Uzodinma Iweala’s novel for almost a decade, provides the viewer with the most up-to-date portrayal of the African war crimes. Beast of No Nation is austerely flabbergasting story about the viscous reality of places forgotten by the rest of the world. Hands down, Mr. Fukunaga.

beasts_of_no_nation_art-620x620 (1)

An unnamed country is devoured by a harrowing conflict – the bloodshed is ubiquitous, whilst terrified citizens flee wherever they can. In this complete madness, a young boy named Agu (Abraham Attah) loses his family. As he strives to survive alone in the jungle, his only hope is to join the rebel forces of NDF, led by a savage Commandant (Idris Elba).

Cary Fukunaga opens his film with bucolic, almost utopian scenery, where Agu cherishes every moment spent with his family and friends. This bright reality is a fatal omen of what comes next, but the American director is not confined solely to a portrayal of war’s unspeakable brutality. Instead, Fukunaga takes a different angle – his camera is almost entirely focused on Agu and what he experiences. The surroundings, where brutal killings, bullets whistling and the merciless Commandant’s persona fill Agu’s new life, are reflected in his face and emotions. This wouldn’t work so stunningly if not Abraham Attah’s natural talent – he melts in the role entirely, causing Beasts of No Nation to look almost like a document. Even though he indisputably steals the show, Idris Elba deserves recognition for his performance too – I felt aghast while watching him as the Commandant. He bursts with almost primal rage, bringing shivers down the spine each time he appears on the screen. Fukunaga was extremely lucky to have found these two – Beasts of No Nation is a spectacular acting experience.

beastofnonation-xlarge

The cinematography, as well as the soundtrack, is adjusted to the brilliant acting and the astonishing realism. Although Cary Fukunaga is known for remarkably directed first season of True Detective, Beasts of No Nation is more sparingly shot, without spacious frames and mastershots. Instead, it focuses on Agu, taking advantage of what the story offers and film’s protagonist. Dan Romer’s soundtrack is nicely fitted too, ranging from ominous, dark fragments to dynamic, relying heavily on traditional African percussion instruments. Truth be told, all of this emphasizes the depressing, strong message, which is conveyed by Fukunaga.

Even though his film offers a fresh look at the child soldier’s problem, a raw and kind of personal one, it’s visible he was inspired by many other films. The philosophical narration of Beasts of No Nation reminds of Malick’s The Thin Red Line, some images of feral soldiers seem to be rooted in Apocalypse Now, whilst Idris Elba’s Commandant was seemingly related to Forest Whittaker’s portrayal of Idi Amin in Last King of Scotland. All in all, this does not constitute a flaw – Fukunaga is not relying solely on the previous works, but using the motives we know, digs deeper into the problem. Hence, Agu’s emotional turmoil does not feel like anything we’ve seen before, but something as fresh, as harrowing.

beasts-of-no-nation-capa-agambiarra

Finally, there is one scene so hunting that it sticks to you for a long time and you just can’t brush it off your mind – the “taking the bridge” sequence. When the Commandant is hyping his ardent followers, with bullets flying all round them and afterwards leading his child soldiers in the victorious, almost voodoo-inspired walk of glory, Idris Elba is just mind-blowing – he is a bloodcurdling omen of death. The soundtrack accompanying this scene elevates it to even more devastating experience, which eventually leaves you completely shattered – just like the famous “Ride of the Valkyries”.

With top-notch acting by Idris Elba, dazzling debut by juvenile Attah, phantasmal soundtrack by Romer and exceptional filming, Fukunaga directed a harrowing, yet hypnotizing drama. It’s a film that leaves the viewer smitten, but does that very meticulously, carefully and precisely. And there is the question that is left as the end credits appear – can you be human again after witnessing the darkest nooks and crannies of the world?

UMP Grade: 45/50

Cinematography: 9, Plot: 9, Acting: 10, Soundtrack: 8, Quaintness: 9

UMP Poleca – Beasts of No Nation

Beasts of No Nation z pewnością nie jest „kolejnym filmem o Afryce”. Cary Joji Fukunaga, który nosił się z zamiarem wyreżyserowania adaptacji powieści Uzodinmy Iweala prawie dekadę, serwuje widzom najbardziej wiarygodne odzwierciedlenie zbrodni wojennych w Afryce na przestrzeni ostatnich lat. Jego film to oszałamiająco surowa opowieść o rzeczywistości miejsca zapomnianego przez resztę świata. I muszę to napisać po raz kolejny – czapki z głów, panie Fukunaga.

Pewne afrykańskie państwo jest pogrążone w zbrodniczym konflikcie – ziemia nasiąka krwią niewinnych ofiar, zaś pozostali przy życiu uciekają gdzie tylko można. Pośród tego chaosu, kilkunastoletni chłopiec Agu (Abraham Attah) traci całą swoją rodzinę. Próbując przetrwać w dżungli do której ucieka, jego jedyną szansą na „ratunek” staje się dołączenie do rebelianckiego oddziału NDF, którego przywódcą jest autorytarny Dowódca (Idris Elba).

Film Fukunagi rozpoczyna się idylliczną sielanką, w której Agu korzysta z pozornej wolności, otoczony rodziną oraz przyjaciółmi. Przejaskrawiona rzeczywistość jest omenem tego, co nadchodzi w dalszej części dzieła, ale Amerykanin nie ogranicza się jedynie do wiernego odtworzenia niewypowiedzianego dramatu wojny. Fukunaga przyjmuje inny kąt patrzenia – kamera zdaje się być cieniem Agu, wiernie dokumentując doświadczenia chłopca. Otoczenie, które wypełnione jest makabrycznymi morderstwami, nabojami świszczącymi nad głową oraz pozbawioną ludzkich emocji osobą Dowódcy, odbija się w twarzy oraz emocjach Agu jak w zwierciadle. Przytłaczający efekt nie zostałby jednak osiągnięty, gdyby nie talent naturszczyka Attaha – chłopak całkowicie wczuwa się w rolę, dzięki czemu Beasts of No Nation przypomina momentami dokument. Chociaż to Attah jest bezsprzecznie gwiazdą filmu, Idris Elba także zasługuje na owacje za swój występ – jego Dowódca wprawia w osłupienie. To postać od której bije niemalże pierwotny gniew, wywołując dreszcze na całym ciele ilekroć gości na ekranie. Niewątpliwie, Fukunaga był szczęściarzem, że znalazł tę hipnotyzującą dwójkę – Beasts of No Nation to spektakularnie zagrane kino.

Zdjęcia oraz ścieżka dźwiękowa są dobrze dopasowane do wgniatającego wprost realizmu oraz aktorskich wyczynów duetu Elba-Attah. Cary Fukunaga, który zasłynął reżyserskimi fajerwerkami w pierwszym sezonie Detektywa, nakręcił swój kolejny film w sposób oszczędniejszy, bez przestrzennych kadrów oraz mastershotów. Cała uwaga kamery skupia się na Agu i tym, co jego postać ze sobą niesie. Ścieżka autorstwa Dana Romera także wpisuje się w ogólny koncept. Usłyszymy zarówno złowieszcze, mroczne fragmenty, a także inspirowane afrykańskimi bębnami, dynamiczniejsze kompozycje. I prawdę mówiąc, to właśnie ta oszczędność powoduje, że uwydatniona zostaje istota filmu – mocne, przygnębiające przesłanie.

Chociaż Fukunaga oferuje świeże spojrzenie na problem młodocianych żołnierzy, surowe i nieco bardziej personalne, wyraźne są inspiracje reżysera innymi dziełami. Filozoficzna narracja Beasts of No Nation przypomina Malickową Cienką Czerwoną Linię, niektóre obrazy bezlitosnych karabinierów przywodzą na myśl Czas Apokalipsy, zaś rola Idrisa Elby jest poniekąd nawiązaniem do Foresta Whittakera i jego interpretacji Idi Amina w Ostatnim Królu Szkocji. Mimo wszystko, te liczne „zapożyczenia” nie ujmują wartości Beasts of No Nation – Fukunaga, wykorzystując te motywy, zagłębia się w problem na swój własny sposób. Rozdarcie emocjonalne Agu nie jest zatem czymś dobrze znanym – jest tak samo nowatorskie, jak przerażające.

Warto także wspomnieć o jednej scenie, która nawiedza myśli jeszcze długo po seansie – sekwencja „zdobywania mostu”. Gdy Dowódca zagrzewa swoich fanatycznych żołnierzy, z wystrzałami przerywającymi ciszę, a następnie kroczy z nimi w pełnym splendoru, przypominającym rytuał voodoo marszu, Idris Elba jest porywający – to mrożące krew w żyłach uosobienie nadchodzącej śmierci. Towarzysząca tej scenie muzyka wynosi ją na jeszcze bardziej uderzające doświadczenie, którego oddziaływanie jest podobne do sławetnej sceny „Ride of The Valkyries”.

Z pierwszorzędnym aktorstwem Idrisa Elby, powalającym debiutem młodziutkiego Abrahama Attaha, ścieżką autorstwa Romera i fantastyczną pracą kamery, Cary Fukunaga nakręcił upiorny, hipnotyzujący dramat. To film, który w sposób przemyślany i dopracowany, kawałek po kawałku wgniata widza w fotel. Gdy ekran spowija czerń i pojawiają się napisy końcowe, w głowie pozostaje jedno pytanie – czy można dojrzeć światło po odwiedzeniu najmroczniejszych zakamarków świata?

Ocena UMP: 45/50

One thought on “UMP Recommends – Beasts of No Nation

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s