WDF – Śladem nazistowskich zombie

Oaza Zombie, czyli wzruszający film o grupie drewnianych studentów, którzy jadą do Afryki, żeby rozwiązać zagadkę śmierci ojca chłopaka, który nie zna swojej matki, a ten zamordowany ojciec wiedział coś o skarbie nazistów, których zabijał (?).

Advertisements

Rozpoczęcie nowego roku kalendarzowego to znakomita okazja do tego, by bagaż doświadczeń minionych 365 dni zostawić za sobą i ochoczo przystąpić do kolejnych wyzwań. Ze strachem spoglądam zatem na tegoroczne Wtorkowe Depresje Filmowe, bowiem dzieło, które zaprezentuję w niniejszym tekście, to prawdziwa torpeda. Poznajcie film jednego z najbardziej płodnych artystów hiszpańskiej kinematografii – Oaza Zombie autorstwa Jesusa Franco z 1982 roku.

Oasiszombies1

Słowem wstępu, linia fabularna Oazy Zombie znacznie odbiega od standardowych filmów z cyklu WDF. Grupa studentów wyrusza w podróż do Afryki, gdy ojciec jednego z nich ginie w niewyjaśnionych okolicznościach. Zamordowany mężczyzna był zaś jedynym ocalałym z zamierzchłej bitwy z nazistami w oazie – resztę jego kamratów oraz niemieckich oprawców pochłonęły piaski pustyni, czyniąc to miejsce przeklętym. Jednak powodem zbrodni nie były dawne zaszłości, a legenda głosząca, że oaza jest także miejscem pochowania skarbów nazistów.

Z sercem miotającym się w klatce piersiowej muszę przyznać, że dzieło Jesusa Franco to prawdziwy „eliksir alma” dla wielbicieli złego kina. Postaram się – w przeciwności do samego filmu – utrzymać pewną przejrzystość i klarownie zaprezentować powody potwierdzające tę tezę.

Dywagacje na temat Oazy Zombie warto rozpocząć od tego, że Jesus Franco był z wykształcenia muzykiem. Ścieżka dźwiękowa, skomponowana przez Pablo Villę (pseudonim artystyczny reżysera), grzmi i buczy przy każdej stosowności, nurzając się w klimatach z Baśni z 1001 Nocy – z trudem oddaje ona jednak to, co dzieje się na ekranie. Domniemany motyw miłosny brzmi jak omen śmierci, zaś budujące napięcie sekcje smyczkowe brzmią jak stado ujadających psów. Jeśli kiedyś zastanawialiście się zatem, czemu Hans Zimmer nigdy nie nakręcił żadnego filmu, Oaza Zombie może Wam podsunąć pewną ideę – mimo dobrych chęci, kompozytorzy powinni zajmować się muzyką.

Oasiszombies2

Obsada aktorska Oazy Zombie odzwierciedla nie tylko fatalnie dobraną muzykę, ale godnie trzyma poziom chaotycznego scenariusza. Reżyser nie męczy widzów dialogiem, ale specyficzną „grą otoczenia”. Piasek, budynki, czy też dzień pomieszany z nocą mówią o filmie i jego bohaterach więcej, niż wspólne wysiłki całej obsady. Reżyser świetnie operuje także monumentalizmem swoich postaci – epizodyczna rola arabskiego przewodnika dostaje w udziale szereg scen, przeplatanych obrazami piasku i nieba, w których mężczyzna zwyczajnie siedzi i patrzy w przestrzeń. Nic to w osi fabularnej nie zmienia, ale za to jak artystycznie brzmi, prawda?

Reżyser wplata też obowiązkowy wątek miłosny, który rozkwita przed widzem tak nagle, jak i dla samych aktorów. Jest to bowiem pierwsza ekranowa miłość, w której aktorzy pochłonięci uczuciem zapominają nawet o tym jak się całować – zamiast tego pocierają się wzajemnie swoimi twarzami, spleceni w namiętnym uścisku. Miłośnicy sagi Zmierzch mogą zatem poczuć się nieco zawiedzeni. Co więcej, filmu Jesusa Franco nie polecam również działaczkom ruchów feministycznych – kobiety wygłaszają tu boleśnie brzmiące zdania, zaś kamera częściej koncentruje się na ich pośladkach niż mimice. Szowinizm aż kipi.

Oasiszombies3

Nie bez powodu postanowiłem do tej pory nie poruszać wątku samych zombie w filmie o zombie. Naziści powstający z piasków są bowiem chyba jedynym aspektem, dla którego ktokolwiek mógłby ten film potraktować z uwagą. Chodzące trupy to rzecz jasna kukły nabite na kije, ale Franco potrafi obrzydzić, nawet mimo technologicznych ograniczeń (choćby glista hasająca po twarzy jednego z nazistów). Ale nawet, gdy reżyser złapie rytm właściwy dla horroru, jego bohaterowie dzielnie nas z niego wybijają. Przykładem niech będzie scena, w której dzielna drużyna wylewa benzynę z samochodu, by płomiennym kręgiem odstraszyć zombie. A przecież najprościej było po prostu wsiąść do samochodu i odjechać…

Podsumowując, Oaza Zombie dostarcza multum radości – to film, w którym każdy jeden element składowy nie współgra z drugim, zaś całość skąpana jest w tandecie lat 80. To tytuł obowiązkowy dla czytelników Wtorkowych Depresji Filmowych.

OCENA UMP: Szowinistyczne, brutalne,męski kino dla wytrwałych.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s