Oscary 2016 – Co sądzimy o tegorocznych nominacjach wraz Jankiem Bliźniakiem

Zaskoczenia, frustracje, nadzieje i ludzkie dramaty – to nie kolejny odcinek Mody na sukces, a spojrzenie na tegoroczne nominacje do Oscarów.

Advertisements

Nominacje do najbardziej znanych nagród filmowych na świecie zostały ogłoszone wczoraj – nie obyło się bez rozczarowań i zaskoczeń. Postanowiliśmy zatem z Janem Bliźniakiem, autorem bloga Życie jest tylko dodatkiem do kina, podzielić się naszymi opiniami na temat kilku najważniejszych kategorii.

leonardo-dicaprio-revenant-trailer-buried-alive-092915

Najlepszy Film Roku

Jan: Wszystkie filmy, które znalazły się na tej liście, były od dawna w gronie faworytów. Zaskakuje więc nie to, co jest, ale to, czego zabrakło. Zdecydowanie największym przegranym okazał się Carol w reżyserii Todda Haynesa. Obraz zdobył w sumie sześć nominacji, lecz do grona najlepszych się nie załapał. Mimo wsparcia dwóch dużych gildii, szczęścia zabrakło też Straight Outta Compton. Brak tych dwóch filmów zaskakuje tym bardziej, że Akademia nie wyczerpała puli 10 nominacji.

Kajetan: Zadziwiający jest brak wychwalanego dotąd Carol autorstwa Todda Haynesa. Film doceniony przez krytyków nie dotrwał do końca burzy przed-oscarowej i poniósł największa klęskę. Na początku wyścigu sporo było również szumu wokół Spotlight, który w ogólnym rozrachunku zdobytych nominacji także wypadł niemrawo. Akademię szturmem wziął za to film McKaya The Big Short, którego nominacja jest dla mnie sporym zaskoczeniem. Najbardziej dziwią mnie jednak nominacje dla przeciętniaków pokroju Bridge of Spies i The Martian – filmy poprawnie nakręcone, ale w żaden sposób nie zasługujące na wielkie uznanie. Faworytem w wyścigu jest bezsprzecznie uwielbiony przez Akademię, pseudo-filozof Iñárritu ze swoim The Revenant, ale moim cichym faworytem jest Mad Max: Fury Road. Nagroda dla bezmózgiego kina akcji byłaby nie tylko szokująca, ale odświeżyła by wizerunek Akademii, jako gnuśniejącego towarzystwa wzajemnej adoracji.

Najlepszy reżyser

Jan: Tutaj Akademia przygotowała szokującą niespodziankę. Brak nominacji dla Ridleya Scotta (The Martian) można porównać do pominięcia Bena Afflecka w tej kategorii trzy lata temu. Do grona nominowanych nie udało się też wskoczyć Toddowi Haynesowi, co przypieczętowuje klęskę Carol. O Oscara powalczy za to pomijany do tej pory Lenny Abrahamson (Room). Co ciekawe, aż czterech reżyserów jest po raz pierwszy nominowanych w tej kategorii.

Kajetan: Cóż, chociaż więcej niż pewna wydaje się być statuetka dla Iñárritu. Jednak ze względu na to, że nie było mi dane zobaczyć ani Room ani Spotlight, trudno jest w pełni obiektywnie podejść do tematu. Mimo to, The Revenant wyrósł na faworyta tegorocznego rozdania i wielce prawdopodobne jest to, że statuetka powędruje po raz drugi z rzędu do meksykańskiego reżysera.

Najlepszy aktor

Jan: Wśród aktorów pierwszoplanowych raczej nie ma zaskoczeń. Powtórzyły się dokładnie nominacje z nagród BAFTA. Jeden z najwcześniej wymienianych faworytów, Johnny Depp (Black Mass), musiał więc obejść się smakiem. Nie udało się też przebić Willowi Smithowi (Concussion). Ta kategoria pozostaje zatem najbardziej przejrzysta i ma wyraźnego faworyta. Tym razem nikt nie powinien wydrzeć zwycięstwa Leonardo DiCaprio (The Revenant).

Kajetan: Upragnionego Oscara z rąk Leo może wydrzeć chyba jedynie Michael Fassbender za solidną robotę w kiepskim Steve Jobs. Bryan Cranston wydawał się być raczej poza osią w kwestii nominacji, dziwi mnie też brak Johnny’ego Deppa z Black Mass – chociaż nie powalił na kolana, rola Bulgera wydawała się być stuprocentowo szyta na Oscara. Moim osobistym zawodem jest brak Petera Sarsgaarda za rolę w Experimenter. A o nominacji dla Redmayne’a się po prostu nie wypowiem.

Najlepsza aktorka

Jan: Cate Blanchett (Carol), Brie Larson (Room) i Saoirse Ronan (Brooklyn), czyli trzy przodujące aktorki w wyścigu, bez przeszkód zdobyły nominacje. Dwie – Alicia Vikander (The Danish Girl) i Rooney Mara (Carol) – znalazły się w kategorii drugoplanowej. Zwolniło się więc miejsce dla Jennifer Lawrence (Joy), która jednak na wyróżnienie zdecydowanie nie zasłużyła i wspaniałej Charlotte Rampling (45 years), co jest pierwszą nominacją dla tej wybitnej aktorki.

Kajetan: Wszystko wydawałoby się całkowicie zgodne z przewidywaniami, ale co tu robi Jennifer Lawrence?! Oczywiście, w naszej zaściankowej Europie nie doceniamy jej wielkiego talentu, ale jej rola w Joy jest mniej niż przeciętna. Zmarnowana nominacja, która mogła pójść chociażby  w ręce znakomitej Emily Blunt za Sicario lub Marion Cotillard za Makbeta.

Spotlight

Najlepszy aktor drugoplanowy

Jan: Tom Hardy (The Revenant) przez cały sezon nagród pozostawał przyczajony, więc nominacja dla niego jest sporym zaskoczeniem. Sylvester Stallone (Creed) właśnie napisał historię. Ostatni raz był nominowany do Oscara 39 lat temu, również za rolę Rocky’ego. W zestawieniu zabrakło natomiast Michaela Shannona (99 homes) i Idrisa Elby (Beasts of No Nation). Pominięcie tego drugiego dziwi bardziej i pozwala snuć złośliwe domysły na temat rasizmu Akademii.

Kajetan: Do tej pory wydawało mi się, że nominacja dla Stallone’a to tylko naiwne bajdurzenie, które nie będzie mieć poparcia w oczach Akademii. Rola w Creed, tak jak i cały film, nie porwała, ale sentyment do Rocky’ego chyba zrobił swoje. Niestety kategoria roli drugoplanowej męskiej, to kolejne rozczarowujące rozlosowanie kart w talii. Począwszy od Benicio Del Toro za Sicario, poprzez fenomenalnego Idrisa Elbę w Beasts of No Nation (polecam śledzenie #OscarsSoWhite na Twitterze), wychwalanego Michaela Shannona w 99 Homes, a skończywszy na Joelu Edgertonie w Black Mass – duże „thumbs down” dla Akademii.

Najlepsza aktorka drugoplanowa

Jan: Wyścig aktorek drugoplanowych jest w tym roku bardzo mizerny, zwłaszcza że Alicia Vikander (The Danish Girl) i Rooney Mara (Carol) często lądowały w kategorii pierwszoplanowej. Najpewniej to między nimi dwiema rozegra się ostateczna walka o statuetkę. Pierwszą nominację do Oscara udało się zdobyć Rachel McAdams (Spotlight), która pokonała w wyścigu Helen Mirren (Trumbo). Dzięki temu w zestawieniu znalazły się aż cztery oscarowe debiutantki.

Kajetan: Typowania krytyków były raczej zgodne co do powyższych nominacji. Alicia Vikander miała doskonała rolę w Ex Machina, ale nominacja przypadła jej za boleśnie przeciętny The Danish Girl. Wydaje się jednak, że w szranki o statuetkę stanie Jennifer Jason Leigh z The Hateful Eight oraz Rachel McAdams z Spotlight.

carol-01-800

Najlepszy scenariusz oryginalny

Jan: Gdzie się podział Quentin Tarantino (The Hateful Eight)? Najwyraźniej jego najnowszy film nie przypadł Akademii do gustu. Dokonała natomiast mniej oczywistych wyborów, traktując tę kategorię trochę jak nagrodę pocieszenia. Ex Machina i Straight Outta Compton, mimo sympatii innych gremiów, nie spotkały się z większym docenieniem ze strony Akademii. Ponadto, scenariusz oryginalny to w zasadzie jedyna kategoria, gdzie Spotlight, dawny lider całego wyścigu, ma wyraźną pozycję faworyta.

Kajetan: Szczęka w dół za nominację dla Straight Outta Compton, odważne posunięcie ze strony Akademii, ale nie do końca dla mnie zrozumiałe (szczególnie w kontekście braku nominacji w kategoriach dźwiękowych dla tego filmu). Zaskoczeniem jest dla mnie Ex Machina, która może być czarnym koniem tej kategorii. Faworytem jest mimo wszystko Spotlight.

Najlepszy scenariusz adaptowany

Jan: Jak Tarantino zabrakło w scenariuszach oryginalnych, tak Aarona Sorkina (Steve Jobs) w adaptacjach. Jego oryginalna wizja filmowej biografii nie spotkała się z uznaniem Akademii. Listę wypełniają jednak poważni, oscarowi gracze, z których czterej znaleźli się w gronie najlepszych filmów. Czy wśród nich mamy faworyta? Tak, tutaj najpewniej zatryumfuje Big Short.

Kajetan: Dziwne rzeczy tu się wydarzyły. Z pewnością boli brak nominacji dla Cary’ego Fukunagi za Beasts of No Nations, w puli zaś znalazło się miejsce dla kiepskiego scenariusza do The Martian. Faworytami w tej kategorii wydają się być Room oraz Carol.

images

Najlepszy film nieanglojęzyczny

Jan: Pasuję w tej kategorii – nie widziałem żadnego nominowanego filmu.

Kajetan: Kategoria, przy której każdy szanujący się krytyk oraz osoby śledzące losy festiwali filmowych w Europie, dostaje przyspieszonej akcji serca, jest kompletną porażką w tym roku. Wybrano filmy, które nie odniosły sukcesów na arenie międzynarodowej i o których większość widzów nawet nie słyszała. Moim skromnym zdaniem zestawienie najlepszych filmów w tej kategorii powinno wyglądać w ten sposób: Son of Saul, El Club, Rams, Tribe oraz Dheepan. Faworytem od początku był i pozostaje niezmiennie węgierski Son of Saul.

Najlepszy film animowany

Jan: Podobnie jak w ubiegłym roku, Akademia odrzuciła kilka animowanych hitów wielkich, amerykańskich studiów i doceniła mniejsze, zagraniczne produkcje. Zabrakło więc miejsca dla Good Dinosaur, The Peanuts Movie, czy Minions. Zamiast tego pojawił się brazylijski Boy and The World oraz japoński When Marnie Was There, co oznacza trzecią z rzędu nominację dla Studia Ghibli i symboliczne docenienie nowego pokolenia jego twórców.

Kajetan: Brak chociażby The Peanuts Movie jest ogromnym zaskoczeniem. Akademia nie ośmieszyła się nominacją dla Minions, co należy także docenić. Myślę, że walka o Oscara będzie toczona głównie między Pixarowskim Inside Out oraz fenomenalnym dramatem Charliego Kauffmana, Anomalisa. Gorąco kibicuję temu drugiemu.

20150926101817

Najlepsza ścieżka dźwiękowa

Jan: Akademia postawiła na bezpieczny wybór. The Revenant został odrzucony już wcześniej z powodów regulaminowych. Cieszy pierwsza w karierze nominacja dla Cartera Burwella (Carol). John Williams (Star Wars: The Force Awakens) zaś właśnie dobił do okrągłej 50. Bridge of Spies niezasłużenie dołożył natomiast 13. nominację Thomasowi Newmanowi, który nie wygrał jeszcze ani razu. Zwycięstwo należy się jednak Ennio Morricone (The Hateful Eight).

Kajetan: Tak, tak, tak! Jóhann Jóhannsson został ponownie doceniony za swój kunszt. Chociaż obiektywnie jego ścieżka nie ma zbyt wielkich szans na statuetkę, jestem szczęśliwy, że Sicario przypadła nominacja w tej kategorii. Zaskakująca jest nominacja dla Star Wars: Force Awakens, przede wszystkim z uwagi na fakt, że to najsłabsza ścieżka z całej sagi autorstwa Williamsa. Lista zaskoczeń także jest spora: Michael Giacchino za Inside Out, Dan Romer za Beasts of No Nation, Howard Shore za Spotlight, a nawet Tom Holkenborg za Mad Max: Fury Road także wydawali się być solidnymi typami.

Najlepsze zdjęcia

Jan: W tej kategorii było nadzwyczaj tłoczono, co siłą rzeczy spowodowało odrzucenie bardzo znanych nazwisk i ich znakomitych dzieł. Pech chciał, że padło na Polaków. Janusz Kamiński w Bridge of Spies wykonał pierwszorzędną robotę, ale trochę bardziej żal Dariusza Wolskiego (The Martian), który wciąż czeka na pierwszą nominację. Pięć okienek zajęli przy tym wybitni artyści i trudno wybrać faworyta. Sprawiedliwość nakazuje przy tym, by wreszcie nagrodzić Rogera Deakinsa (Sicario).

Kajetan: Walka o statuetkę rozegra się, zgodnie z przewidywaniami, między Rogerem Deakinsem w Sicario oraz Emmanuelem Lubezkim w The Revenant. I z całego serca kibicuję temu pierwszemu, bo zdjęcia do filmu Villeneuve’a to majstersztyk.

Nawet po ogłoszonych nominacjach mamy wiele niewiadomych.

Jan: Tegoroczny wyścig cechuje tak duża niepewność, że każde oscarowe rozdanie było możliwe. Akademia przygotowała jednak trochę niespodzianek, by przypomnieć, że ich werdykt nie jest tylko średnią arytmetyczną innych nagród. Utarła nosa paru faworytom, wpuściła na salony kilka mniejszych nazwisk i tytułów. Te najmniej oczywiste wybory, chociażby w kategorii animacji, cieszą i potrafią osłodzić nawet długą listę pominiętych.

Jednej rzeczy z listy nominowanych nie sposób się dowiedzieć – kto jest faworytem. Czyste liczby wskazują na dominację The Revenant, który zdobył aż 12 nominacji, ale ilość to za mało. The Revenant może powtórzyć przypadek Gravity i Life of Pi – zdobędzie worek statuetek, ale nie tę najważniejszą. Kto w takim razie wygra? Mad Max: Fury Road? Spotlight? Big Short? Wciąż za wcześnie, by przesądzić.

Kajetan: Mimo wszystko, nominacje nie wzbudziły mojego wielkiego zaskoczenia. Większość typów jest zgodna z przewidywaniami, które przeglądałem (chociażby Variety i indiewire) i tak pewnie będzie także w kwestii zwycięzców. Akademia, jak co roku, podążyła w większości bezpieczną ścieżką, pomijając mniejsze produkcje oraz filmy bardziej artystyczne. Kilka rzeczy pragnę jednak nadmienić:

  • Tegoroczne nominacje na pewno utwierdziły mnie w przekonaniu, że Alejandro Iñárritu małymi kroczkami zbliża się do uzyskania miana najbardziej przereklamowanego reżysera naszych czasów. The Revenant jest filmem dalekim od bycia arcydziełem kinematografii, ustępującym zeszłorocznemu Birdmanowi
  • Serce rośnie z powodu trzech nominacji dla Sicario, w tym dla upiornej ścieżki Jóhannssona. Smutne jest jednak to, że film z tak znakomitymi rolami Del Toro i Blunt nie otrzymał ani jednej nominacji aktorskiej. Denis Villeneuve także zasłużył na nominację za reżyserię, ale kategoria była chyba zbyt tłoczna.
  • Whiplash był jednorazowym fenomenem Sundance w Oscarach, czego dowodem jest absolutny brak uwagi dla Me, Earl and The Dying Girl. Akademia ma nadal w dużym poważaniu kino „nie-mainstreamowe”.
  • Z największym bólem zaś przyjąłem informację o tym, że fenomenalny dramat Cary’ego Fukunagi Beasts of No Nation nie otrzymał żadnej nominacji. Chyba Akademia nie dorosła do tego, by pogodzić się z nadchodzącą hegemonią telewizji (tak bowiem podchodzę do Netflixa).
  • Jennifer Lawrence dostanie nominację za każdy film, nawet tak infantylny i naiwny jak Joy. Brakowało tylko tego, żeby Bradley Cooper dostał nominację za Aloha.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s