UMP Review – Bastard

2015 was definitely not a good year for indie horror films. Here’s another evidence – Bastard directed by Powell Robinson and Patrick Robert Young.

Advertisements

Each consecutive year brings an avalanche of low-budget films, praising the “cinema without borders” ideology. Notwithstanding the fact that not every amateur filmmaker is a talented, aspiring artist, the indie cinema is flourishing in 21st century. Considering this fact, there is also a huge percentage of people, whose creativity is limited to copying style of others. And that is the case of Bastard, directed by  Powell Robinson and Patrick Robert Young. 

A couple of newlyweds travel around America, usufructing their wedding bliss in a form of a killing frenzy. On their way, they are joined by a couple of home runaways, whose mutual relationship seems suspicious from the beginning and a homosexual cop, who survives a suicidal attempt. That bright and breezy team stays in a remote house, where another psycho awaits for slaughter.

bastard-poster

Undeniably, first half of Bastard is, at least, watchable. The references to Coen brothers’ films (strong Fargo vibe in here), a bit of Tarantinosque absurd and explicit imagery deriving straight from Eli Roth’s crooked mind make the first half of Bastard a truly promising movie. The problems emerge, when the peculiar potpourri ends up in the alleged, so-called cesspit in the forest. All the good screenwriting and intentionally spread weirdness become literally extinct, whilst Bastard ticks every single cliched scheme it possibly could. Acting becomes familiarly horror-like, the factors driving the characters completely ridiculous and the plot loses its fancy pacing. On top of that, our “main killer” is quite pitiful and the mystery involved around his figure feels forced too. All in all, Robinson and Young leave the audience with nothing but bitterness, because who would stop watching any film after the first satisfying half?

Last year was quite a letdown in horror genre in general – with few exceptions, we have not been provided with anything particularly new or worth remembering, especially not from Hollywood factory. Whilst the indie filmmakers did their best to satisfy the needs of the audiences, Bastard was not the case.

UMP Grade: 23.5/50

Cinematography: 5, Acting: 4.5, Plot: 4, Soundtrack: 5, Quaintness: 5)

UMP Recenzuje – Bastard

Każdego roku jesteśmy zasypywani lawiną niskobudżetowych wybryków, które hołdują idei, że każdy może złapać kamerę i kręcić. Pomijając zatem fakt, że nie każdy amator ma do filmowania żyłkę, kino offowe mimo wszystko kwitnie w XXI wieku. Ale nawet biorąc pod uwagę ten fakt, nadal pozostaje to wspomniane grono “artystów”, którzy ograniczają się do kopiowania stylu innych. I tutaj przechodzę do Bastard, nakręconego przez Powella Robinsona oraz Patricka Roberta Younga.

Dwójka nowożeńców podróżuje po Ameryce, świętując swoje szczęśliwe chwile poprzez urządzanie krwawej jatki. Na trasie dołącza do nich para domowych uciekinierów, których relacja odpoczątku wzbudzać będzie mieszane uczucia i homoseksualny glina, świeżo po samobójczej próbie. Następnie wesoła kompania zostaje zmuszona do przenocowania w odosobnionym domu w lesie, gdzie czeka na nich prawdziwy psychopata.

Jedynie pierwsza połowa Bastard to kino na poziomie akceptowalnym. Liczne odniesienia do twórczości takich tuz, jak bracia Coen (czuć Fargo w powietrzu) oraz Quentin Tarantino (absurdalny humor przede wszystkim), a także czerpanie z osiągnięć nowoczesnego “klasyka” kina gore – Eli Rotha – powoduje, że z początku Bastard sprawia wrażenie obiecującego seansu. Gdy tylko zbieranina osobliwych postaci ląduje na leśnym odludziu, wówczas ta tendencja zmienia się o 180 stopni. Zmyślne scenariopisarstwo obraca się w pył, zaś twórcy odznaczają tylko kolejne wtórności i schematy na swojej liście jako zaliczone. W efekcie sztampowe aktorstwo zaczyna doskwierać, działania bohaterów przestają mieć jakikolwiek sens, zaś całość wyraźnie traci swoje tempo. Na domiar złego, nasz “naczelny” psychopata jest prawdziwą “pożal-się-Boże” kreaturą, a jego geneza jest równie intrygująca, co cykl rozwojowy turkucia podjadka. Robinson i Young wywołują okropną frustrację – któż bowiem mógł przeiwdzieć, że ich film warto zakończyć po połowie seansu?

Zeszły rok był niestety nieco rozczarowujący dla fanów horroru. Poza kilkoma wyjątkami, nie zostaliśmy zaspokojeni, szczególnie biorąc pod uwagę niesmacznąpulpę fundowaną przez Hollywood. I niestety, podczas gdy twórcy offowi robili co mogli, by gatunek ratować, Bastard to raczej zbędny balast do szybkiego wyrzucenia z pamięci.

Ocena UMP: 23.5/50

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s