WDF – Księżycowe romanse

Księżycowe kobiety-koty są zmysłowe, pociągająco inteligentne i zabójcze – pierwszy wtorek lutego czas rozpocząć!

Advertisements

12606769_581779275308686_680077402_n

Ci, którzy uważnie śledzą moje filmowe eksploracje, zauważyli już pewnie, że niejednokrotnie poświęcam czas dla kina około-feministycznego, traktującego o trudnej pozycji kobiet na przestrzeni ubiegłego stulecia. Tematyka emancypacji kobiet jest mi wyjątkowo bliska, zaś nikt nie poruszał się w niej z równą gracją, co twórcy niskobudżetowych filmów z poprzedniej epoki. Miesiąc luty otwieram zatem perłą z 1953 roku o wdzięcznym tytule Cat-Women of the Moon w reżyserii Arthura Hiltona.

Reżyser rozpoczyna tę zwięzłą (gdyż trwająca jedynie skromną godzinę) opowiastkę poprzez wrzucenie widza w schemat in medias res – oto piątka astronautów zmierza ku księżycowi. Dziwnym trafem, Pani nawigator imieniem Helen (Marie Windsor) jest doskonale obeznana na obcej planecie, wzbudzając tym samym podejrzenia reszty załogi. Wkrótce ich obawy stają się jawą, gdy trafiają do świątyni kobiet-kotów, zamieszkałych na księżycu.

Film Arthura Hiltona, nominowanego z resztą do Oscara w 1946 roku za film The Killers, sprawia wrażenie modernistycznej wizji wyspy Lesbos, której spokój zostaje zaburzony przez obecność mężczyzn. Kobiety-koty, ubrane w obcisłe, czarne kostiumy, kuszą przybyłych Ziemian, sprytnie wykorzystując zagubioną Helen do swoich niecnych celów. Sązatem rytualne tańce (łudząco podobne do tych odprawianych w Ludziach-Kretach), romantyczne pocałunki przypominające łączące się glonojady (sporo tego…) oraz niejednoznaczne i niemoralne propozycje, składane zarówno przez kobiety, jak i mężczyzn. Niestety, reżyser bardzo skąpi nam informacji na temat złowieszczych idei kłębiących się w głowach księżycowych piękności – wiadomo, że chcą opanować świat. Metrażu nie wystarcza jednak na zaprezentowanie widowni chociażby pobieżnego zarysu tegoż planu. Śmiem twierdzić, że sam reżyser nie był zbyt zainteresowany tym aspektem fabularnym…

2069632_jpg

Nie bez powodu wspomniałem także kwestię walki o kobiece prawa na wielkim ekranie. Kobiety-koty wyraźnie dominują swoim intelektem (opanowały nawet telekinezę!) nad członkami załogi, zaś Hilton delikatnie namaszcza swoje bohaterki niechęcią do płci przeciwnej. Szczęście w nieszczęściu, reżyser nie uprawia hiperbolizacji umysłowego ograniczenia mężczyzn, co mnie, jako mężczyznę, wyjątkowo cieszy. Wybaczyć można zatem drewniane dialogi i komiczne sceny walki, a nawet gumowe pająki zawieszona na sznurkach – przynajmniej nie zostaliśmy, drodzy panowie, sprowadzeni do roli rozpłodowej, co ma miejsce wyjątkowo często w dzisiejszych czasach.

Legenda głosi, że aktorka grająca rolę Helen – Marie Windsor – czuła się zawstydzona wystąpieniem w Cat-Women of the Moon. Smutna to świadomość, ale nie zmieniła mojej percepcji dzieła Arthura Hiltona w żadnym aspekcie. Mając bowiem za sobą kilka filmów opowiadających o potencjalnych zagrożeniach napotkanych na obcych planetach, śmiem twierdzić, że wizja Hiltona jest najbardziej irracjonalną, ale równocześnie najbardziej pociągającą.

Trailer filmu:

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s