UMP Review – The Iceman

The Iceman, telling the story of Richard Kuklinski, is a one superb acting performance and a lot of wasted work.

Advertisements

Richard Kuklinski’s story in Ariel Vromen’s hands is a heavily Goodfellas-soaked, mob drama, but it never manages to fully take advantage of the darkness involved in the titular Iceman’s life. Although Michael Shannon’s performance is top-notch, atmospheric and slavishly portraying Kuklinski’s ruthlessness, he constitutes a sticking out monument in this feature of wasted potential.

The-Iceman-UK-Quad-Poster

 The Iceman tells the story of one of the most notorious contract killers in the history of U.S. – Richard Kuklinski (Michael Shannon). The film begins just when he finds his wife Deborah (Winona Ryder), who instantly becomes the salt of his life. Soon, he begins to pave his way to become a contract cold-blooded killer, working for Roy (Ray Liotta), which contradicts his family-loving appearance on the surface.

Vromen’s main flaw is forcing the audience to actually have traces of mercy towards Kuklinski, without actually giving sufficient reasons to root for him. For a vast majority of time, Shannon is a spine-chilling gangster, with furious eyesight and menacing composure, killing random people without slightest emotion. Given this portrayal, Vromen turns the pages and tries to create a compelling, even ludicrous picture of this cold-blooded killer as a family man, who “almost cares” about his wife and daughters. These two sides of Kuklinski are made of scraps, thrown by the director as loose scenes, which is complicated even for Shannon himself. If Vromen insisted on such path, the best choice would have been to turn back the clock for the audience – understand Kuklinki’s origins, his past. Instead, he’s an opaquely presented gangster, reminiscing those well-known figures from other mob dramas, like recent Black Mass, Canadian biopic Edwin Boyd and Michael Mann’s Public Enemy too.

The Iceman (2013) Michael Shannon as "Richard Kuklinski"

On the other hand, The Iceman‘s cinematography and detailed mapping of the 70s is truly praiseworthy. Vromen cares about the imagery of his film, making up – just a bit – for the immense chaos in the plot structure. I also enjoyed Haim Mazar’s soundtrack, very rich and differentiated, but keeping the ominous atmosphere of the story. Apart from Michael Shannon’s superb acting, there were some strong standouts and misfires in the cast too.  Chris Evans’ over-the-top, hilariously mismatched performance was balanced by convincing roles of Winona Ryder and Ray Liotta.

The Iceman reminded me a lot of other mafia thriller Black Mass, which made the same mistakes and took the same wrong way of telling a story of a notorious criminal. As Richard Kuklinski was supposed to make the audience shed a tear in some crooked way, so was Johnny Depp’s Whitey Bulger – the effect was quite contrary. Hence, Ariel Vromen’s film is not a complete failure, but let me lay the cards on the table – Kuklinski’s story, if given to the right hands, could be a shocking, devastating experience. Well, “if”.

UMP Grade: 28/50

Cinematography: 6.5, Acting: 7.5, Plot: 4, Soundtrack: 6, Quaintness: 4

UMP Recenzuje – Iceman: Historia Mordercy

Historia Richarda Kuklinskiego, opowiadana przez Ariela Vromena, jest przesiąknięta klimatem Chłopców z Ferajny, ale mimo reżyser jest daleki od wykorzystania potencjału tkwiącego w postaci „Icemana”. Tym samym, Michael Shannon, chociaż wykonał kawał doskonałej roboty odzwierciedlając bezlitosnego Kuklinskiego, stanowi smutny pomnik zmarnowanego materiału na dobry film.

Iceman: Historia Mordercy skupia się na jednym z najbardziej przerażających zabójców na zlecenie w historii Stanów Zjednoczonych, Richardzie Kuklinskim. Głównego bohatera poznajemy w momencie, gdy odnajduje on miłość swojego życia – Deborah (Winona Ryder), która staje się sensem jego życia. Kuklinski, poza byciem oddanym rodzinie mężem i ojcem, staje się również zimnokrwistym zabójcą, pracującym dla Roya (Ray Liotta).

Największą wadą narracji Vromena jest usilna potrzeba wywołania współczucia pośród widzów wobec Kuklinskiego – izraelski filmowiec nie daje jednak zbyt wielu powodów ku temu. Przez większość czasu dostajemy Shannona w roli rozjątrzonego, bezlitosnego kryminalistę, który zabija z nienawiścią i chłodem zastępy przypadkowych dla obserwatorów postaci. Pomimo takiego rysu protagonisty, Vromen wybiela drugą stronę medalu, czego efektem jest niepokojący, a nawet zakrawający o groteskę wizerunek człowieka, który „prawie” dba o rodzinę. Te dwa skrajne wizerunki Kuklinskiego są jednak zszyte ze skrawków – losowych scen rzucanych przez reżysera tu i ówdzie. Ten chaos przeszkadza też wyraźnie Shannonowi w pełnym zrozumieniu swojej postaci. Jeśli Vromen uparł się, by nieco złagodzić ostry sąd nad Kuklinskim, powinien był więcej czasu poświęcić na ukazanie przeszłości mordercy. Niestety, w tym konkretnym obrazie, Kuklinski jest rozmytym szkicem gangstera, imitującym podobne postaci z innych „gangsterskich” dramatów – chociażby Pakt z diabłem, Edwin Boyd czy też Wróg Publiczny.

Mimo to, należy docenić chociażby pracę kamery oraz szczegółowość z jaką Vromen traktuje lata 70. w Iceman: Historii Mordercy. Nadrabia tym samym – chociaż trochę – całkowity chaos panujący w strukturze fabularnej. Przemówił również do mnie soundtrack autorstwa Haima Mazara – zróżnicowany, ale utrzymujący ponurą, niepokojąca atmosferę filmu. Spoglądając na aktorstwo, nie tylko Shannon wychodzi obronną ręką – role drugoplanowe Winoy Ryder oraz Raya Liotty są także godne pochwały. Niestety, solą do rany jest Chris Evans, który, mówiąc kolokwialnie, pasuje do tego dzieła jak pięść do oka.

Iceman: Historia Mordercy bardzo przypominał mi tegoroczny Pakt z diabłem, który powielił te same błędy w narracji historii przestępcy. Tak jak w zamierzeniu Vromena, Richard Kuklinski miał jakimś cudem zdobyć nasze współczucie, podobne zadanie stało przed Johnny Deppem i jego Whitey Bulgerze – efekt jest w obydwu przypadkach całkowicie odwrotny. I tak, film izraelskiego reżysera nie jest kompletną porażką, ale bądźmy szczerzy – ta historia miała gigantyczny potencjał, gdyby trafiła w odpowiednie ręce. Cóż, „gdyby”.

Ocena UMP: 28/50

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s