Starcie tytanów w Meksyku

Aztecka mumia, wielki robot, szalony naukowiec i angielskie głosy podstawione do meksykańskich aktorów – witajcie w sławetnym dziele Rafaela Portillo.

Advertisements

12606769_581779275308686_680077402_n

Epickie starcia działają na widownię jak magnes od zarania dziejów, bowiem już w czasach starożytnych gawiedź lubowała się w gladiatorskich zmaganiach. Poprzedni wiek zafundował nam kilka wybitnych metraży hołdujących „wielkim starciom”, a spośród nich wybrałem dzieło ze wszech miar fenomenalne. Oto Wtorkowe Depresje Filmowe w pełnej okazałości – The Robot vs. The Aztec Mummy z 1958 roku.

Grupa naukowców dokonuje przypadkowo fascynującego odkrycia, docierając do historii starożytnej cywilizacji. Niesie to jednak za sobą tragiczne konsekwencje, bowiem wybudzają ze snu aztecką mumię –Popacę. Monstrum niesie zniszczenie, ale stawić mu czoła zamierza kolejny szalony człowiek w tym przedziwnym uniwersum, Dr. Krupp, który konstruuje „ultimate” przeciwnika dla Popaki.

Zanim Meksyk dał ludzkości Guillermo Del Toro i Alejandro Gonzaleza Inarritu, kamera trafiła w ręce Rafaela Portillo, reżysera The Robot vs. The Aztec Mummy. Pomimo stosunkowo krótkiego metrażu (jedynie godzinka, więc brzmi niegroźnie), ten filmowy pół-produkt na nowo zdefiniował dla mnie złe kino. Intencjonalnie nie chcę rozwodzić się nad sztywnym aktorstwem większości obsady czy też komicznymi scenami walki – to w zasadzie stałe punkty w większości filmów, które do cyklu WDF trafiają. Co jednak przykuło głównie moją uwagę, to niebotycznie absurdalna fabuła i jej dwa głowne filary – tytułowa mumia oraz Dr.Krupp.

363447-mummies-the-robot-vs-the-aztec-mummy-poster

Otóż, Rafael Portillo nie silił się na jakąkolwiek logikę, puszczając wodze fantazji w pełnym znaczeniu tego sformułowania. Gdy jęcząca postać Popaki wkracza i sieje zamęt z prędkością ślimaka, bohaterowie wrastają w ziemię i z przerażonymi oczami, wyczekują swojej zagłady – bo po co uciekać przed ślamazarnym trupem? Co więcej, Popaca pojawia się i znika, „rozpływa się w ciemnościach”, a okazjonalnie sypia także na cmentarzu. Potrafi wparować do laboratorium, w którym naukowcy trzymają węże w jednym z pokojów (?!), tylko po to, by jednego z nich wrzucić do wspomnianego pomieszczenia, a potem ot tak, odejść. Dobrze przecież zaznaczyć swoje terytorium od czasu do czasu, prawda?

Obok pożal-się-Boże Popaki, przepyszną kreacją jest mefistofeliczny Dr.Krupp, mocno wzorowany na Dr. Frankensteinie. Chociaż jego intencje nie są do końca znane, zaś śledztwo naszego dobrodusznego Dr. Almady (lider zespołu naukowców, który podąża śladem Kruppa) to potwarz dla jakiegokolwiek kryminału, Dr. Krupp realizuje swój szatański plan stworzenia maszyny zniszczenia. Hołdując jednemu z komentarzy dotyczących Dr. Kruppa, naukowiec-nietoperz zaskarbił sobie moją ekranową miłość. Jedni znajdą w nim nutkę Claude’a Rainsa, Draculi, inni odnajdą inspiracje bohaterami Plan 9 From Outer Space. Czego w nim nie dostrzeżemy, zapamiętamy go na zawsze.

robotvmummy3_thumb

Składając to wszystko w całość, powoli chyba rozumiecie, dlaczego The Robot vs. The Aztec Mummy ogląda się z niebywałą rozkoszą. Jednak czytając niniejszy tekst, zastanawiacie się zapewne „ok, ale co z robotem?”. To wisienka na torcie, szczyt amatorszczyzny i mówiąc skrajnie kolokwialnie, prawdziwa kopalnia beki. Zasiądźcie zatem do dzieła pana Portillo i rozkoszujcie się kwintesencją radosnej twórczości. Bowiem czasem brak pieniędzy na film to usunięcie jedynego ograniczenia – skoro ich nie ma, to nie musimy się już niczym martwić. „Kręcimy z pasji”, której Bozia Portillo nie poszczędziła.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s