“To może być początek pięknej przyjaźni” – UMP w rozmowie z gośćmi festiwalu Ultima Thule

Wyjątkowa rozmowa z wyjątkowymi ludźmi o świetnej inicjatywie – pogaduszki z Christofem Wehmeirem z Icelandic Film Centre, Stevenem Meyersem z Reykjavik Film Academy oraz Rúnarem Rúnarssonem, nominowanym do Oscara reżyserem Wróbli oraz Wulkanu.

Advertisements

Ten tydzień warto poświęcić dla najbardziej bajecznego miejsca w Europie. Ultima Thule, projekt mający na celu przybliżenie Polakom islandzkiej kultury, dotarł do Warszawy – najważniejsze filmy z tego odległego kraju zagoszczą w kinie Iluzjon do końca tego tygodnia. Ja zaś miałem wyjątkową okazję, by porozmawiać z trójką reprezentantów całego wydarzenia – Christofem Wehmeirem z Icelandic Film Centre, Stevenem Meyersem z Reykjavik Film Academy oraz Rúnarem Rúnarssonem, nominowanym do Oscara reżyserem Wróbli oraz Wulkanu.

12801361_1121388684579549_1001537098460771433_n

UMP: Dziękuję za poświęcenie mi chwili. Pozwolę sobie zacząć od zauważenia, że filmy z Islandii nie są jeszcze bardzo popularne pośród polskich widzów. Zrozumiałym jest, że festiwal Ultima Thule to krok ku zmianom tej sytuacji. Ale co powoduje, że to kino jest czymś innym od oferty pozostałych krajów Europy?

Christof: Powinieneś zacząć (odwraca się do Rúnara).

Rúnar: Tak sądzisz?

UMP: Jako reżyser…

Rúnar: Dobrze. Przede wszystkim, kręcimy obecnie sporo zróznicowanych filmów. W Islandii jest silnie zakorzeniona tradycja kina autorskiego, co nawet mimo rozwoju kina gatunkowego na całym świecie, ma dla nas ogromne znaczenie. To właśnie filmy autorskie podróżują do wielu krajów, są bywalcami festiwali, a także zdobywcami nagród.

Powodem dla którego kino autorskie ma tak silną pozycję, może być fakt, że filmy kręcimy na Islandii od stosunkowo niedawna – początki to rok 1980. Ponadto, mamy tu do czynienia z małym rynkiem, na którym filmowcy nie mogą liczyć na dochody z biletów, przychylność szerokiej widowni. Ale mimo tych przeszkód, udało nam się sprawić, by te filmowe „głosy” zostały usłyszane. To twórczość ludzi z tego konkretnego kraju.

Christof: Podkreśliłbym to, że miniony rok był dla nas w pewien sposób flagowy. Wyprodukowaliśmy trzy znakomite filmy – Barany, Wróble oraz Fusi, wcześniej zaś do dystrybucji trafiły O koniach i ludziach w 2013 i Życie na kredycie w 2014. Zgodnie z opinią Runara, mamy pewien specyficzny głos, związany chociażby z wyjątkowym krajobrazem Islandii. Te filmy to często również historie bardzo osobiste. I nawet w porównaniu z innymi krajami nordyckimi, różnimy się od nich właśnie dzięki temu głosowi.

Islandzkie filmy stopniowo zyskują również na rozpoznawalności – zazwyczaj mamy trzy lub cztery produkcje na rok. One tworzą pozytywny obraz naszego kraju za granicą. Z mojej perspektywy mogę powiedzieć, że one wręcz kładą nacisk na to, by kreować ten dobry wizerunek. To pewna reakcja na kryzys, o którym chcielibyśmy zapomnieć, był dla nas dotkliwy. I liczę na to, że islandzkie kino utrzyma się na tej fali, z którą teraz płynie, powinniśmy to podtrzymać. I to nie dotyczy jedynie filmów, ale również muzyki, literatury itp.

UMP: Tak jak było w przypadku Sigur Ros, czyli pierwszego islandzkiego zespołu, który osiągnął taką renomę za granicą?

Rúnar: Pierwsi byli Sugarcubes!

Christof: Tak, Sugarcubes to było coś… potem Björk, a następnie Sigur Ros. Ale było wielu innych artystów.

Steven: Pozwoliłbym sobie dodać pewną rzecz – jeśli się ze mną zgodzicie. Otóż, proces kształtowania się osobowości tego kina cały czas trwa, przynajmniej tak to widzę. Pomimo wspaniałych sukcesów, które wspomnieliśmy, głosów, które zyskały posłuch – wiele jeszcze jest przed nami. Teraźniejszość postrzegam jako początek pewnego procesu.

Co do elementów, które odróżniają islandzką twórczość od skandynawskich filmów – nie jestem pewien, może oprócz faktu, że większość z nich jest kręcona w zachodnich fjordach?

UT-plakaty-PL-informacyjne-A4-Warszawa

UMP: Może to kwestia samego klimatu tych filmów? Dla mnie to sposób patrzenia na islandzkie kino. Po obejrzeniu Wróbli, Krwi bohatera i kilku innych filmów, doszedłem do wniosku, że bardzo ważna jest rola natury. Ona nadaje pewien ton całości, definiuje co się dzieje w głowach bohaterów. Zgadzacie się panowie?

Christof: Tak, zgadzam się. Zwróciłbym także uwagę na specyfikę islandzkiego humoru – jest sarkastyczny, ale to nie jedyna jego cecha. Są tam pewne elementy tzw. czarnego humoru i to z pewnością wyróżnia nasze filmy od tych pochodzących z pozostałych krajów skandynawskich. Ale tak jak Steven i Runar wspomnieli, sporo nas czeka w przyszłości i mam nadzieję, że to będą właśnie takie sukcesy.

Rúnar: Ciekawe również jest to, że inne kraje skandynawskie zaczynają się do nas porównywać, chociaż zazwyczaj to my mieliśmy w zwyczaju odnoszenie się do nich. W tamtych miejscach istnieje silnie zakorzeniona tradycja szkół filmowych, które są wspierane przez rząd. Większość filmowców uczęszcza do takich szkół, zapewniając sobie podstawy do odpowiedniego podejścia narracyjnego. Na Islandii mamy jedynie prywatną szkołę, przez co wielu z nas kształciło się za granicą, wyrabiając sobie różnorodne spojrzenia i style. Następnie jest grupa samouków, którzy stanowią duży odłamek artystów – nie ma zatem silnego powiązaniaze szkołami filmowymi, jeśli mogę tak powiedzieć. To jednak wpływa na tę mnogość głosów islandzkiej sztuki.

Steven: Głosy, doświadczenie, trening – to wszystko jest bardzo prawdziwe.

UMP: Chciałbym również zapytać o film Barany. Posiadał mocne wsparcie po festiwalowym tournée w Europie, były spore oczekiwania odnośnie Oscarów. Były nawet nagrody w Cannes. [Do Runara] Pański film krótkometrażowy – Ostatnia farma – był nominowany kilka lat temu, stąd tez moje pytanie – czy takie wyróznienia zmieniają w pewien sposób islandzkie kino? Nominacja dla Baranów cośby zmieniła w ujęciu całego przemysłu?

Rúnar: W życiu czasem wygrywasz, ale czasem przegrywasz. Tak to już jest, film płynął na dobrej fali, ale ostatecznie nominacji nie ma.

Steven: Poza filmem Runara, była jeszcze islandzka produkcja, który zdobyła nominację do Oscara – Dzieci natury. Ale oczywiście, każde tego typu wyróżnienie znaczy bardzo wiele – zarówno dla indywidualnych twórców jak i całego przemysłu. W pewien sposób tego oczekiwaliśmy, licząc po cichu na to, że to będzie „ten rok”. Ale musimy czasem spojrzeć na pewne rzeczy z innej perspektywy. W końcu jest wiele ważniejszych kwestii. Chociaż nadal twierdzę, że sukces tego filmu jest wielki i to wspaniałe na to patrzeć.

Christof: Ten konkretny film zarobił 1,1 miliona w swoim międzynarodowym box office, a przecież to festiwalowa produkcja. Szczerze mówiąc, wierzyłem, że Barany trafi na listę nominacji – w mojej opinii na to zasłużył. Ale wszyscy wiemy jak wygląda ten wyścig. Odpowiednie „podłączenie” filmu do tej rywalizacji jest kosztowne – praca, marketing, solidna kampania reklamowa. Zdobyliśmy wiele nagród na przeróżnych festiwalach. Koniec końców, nominacja do Oscara była by czymś wielkim, ale nie mamy się czym przejmować.

Rúnar: Ten element marketingowy w wyścigu Oscarowym, szczególnie po zmianach w kwestii procedur dla filmów nieanglojęzycznych, powoduje, że małe produkcje mają w zasadzie zerowe szanse na zaistnienie. Tym bardziej, gdy brakuje wsparcia finansowego. Regulacje zostały zmodyfikowane – teraz wiele zależy od ilości osób na danym pokazie, która potem trafia w skład formuły wyliczającej punktację, na podstawie której wybierane są potem nominacje. Może to zabrzmi odważnie, ale to jest system skrojony pod lobbowanie. To zwyczajnie gra wielkich pieniędzy.

Christof: Tak, jest dużo wciskania się po drodze, gdzie tylko się da. Tak to wygląda.

RFA

UMP: Niestety. Wracając do Ultima Thule – jakie macie oczekiwania wobec festiwalu? Więcej osób zechce oglądać islandzkie filmy, czy może pojawią się możliwości współpracy z polskim przemysłem filmowym?

Steven: Obydwu po trochu. Projekt został rozpoczęty rok temu. Kiedy polskie archiwum filmowe skontaktowało się ze mną w kwestii nawiązania współpracy, prezentując mi pomysł, który się tam narodził – pokazywanie polskich filmów u nas i vice versa – było wiele innych kwestii z tym związanych. Organizujemy warsztaty dla dzieci, które rozpoczęły się w sierpniu zeszłego roku, koncerty także skierowane do najmłodszych, otwarte warsztaty i spotkania z filmowcami. Odnieśliśmy spory sukces w listopadzie, prezentując polską kinematografię w Reykjaviku. Zaskoczyła nas liczba osób, które uczęszczały na te wydarzenia i mamy nadzieję, że to się powtórzy tutaj. Mam też nadzieję, że poza aspektem kulturowym, znajdzie się miejsce dla strony biznesowej – lepiej się poznamy i zbudujemy fundamenty pod przyszłą współpracę.

Rúnar: To ciekawe z punktu widzenia Islandczyka, gdyż największy odsetek imigrantów w naszym kraju to właśnie Polacy.

UMP: To ciekawe. Przyznam, że nie byłem tego świadom.

Rúnar: Tak jest. Zatem dla nas to bardzo ważne, by poznawać specyfikę tych więzów łączących nasze kultury, spróbować pewnej wymiany. Dokładnie taki cel ma ten projekt.

Christof: Nic dodać, nic ująć.

UMP: Takie festiwale są fantastycznymi inicjatywami, ale większość z nich odbywa się mimo wszystko w Warszawie, gdy mówimy o Polsce. Wasz projekt odwiedził już Gdańsk i Poznań, zatem nasuwa się pytanie – czy planujecie przenieść to jeszcze w inne miejsca? Może inne kraje, lub też nieco zmieniony program i profil samego wydarzenia?

Christof: Tak, w zasadzie już to zrobiliśmy. Współpracujemy z instytucjami filmowymi z krajów skandynawskich, ale miesiąc temu mieliśmy wydarzenie skupione na islandzkich filmach krótkometrażowych w zachodniej Francji. Ponadto, w Sao Paulo organizowaliśmy wydarzenie poświęcone filmom nordyckim rok temu. Ja sam zajmuję się krótkimi formami oraz dokumentami w zakresie relacji międzynarodowych oraz koordynacji projektów z nimi związanych, ale to inna historia (uśmiech).

Prawdopodobnie spróbujemy czegoś w Wielkiej Brytanii w przyszłym roku, coś wpadnie w Belgii oraz w Szwajcarii jeszcze w 2016. Chcemy także przenieść wydarzenie dotyczące filmów nordyckich do Dubaju. To fantastyczny sposób, by prezentować kulturę kraju, korzystając z bogactwa kinematografii. Czuję, że to może być początek pięknej przyjaźni. Na to liczę.

UMP: Również mam taką nadzieję. Dziekuję panowie za rozmowę.

Dzięki, zaprzeczytanie tekstu! Sprawdź też inne wywiady i recenzje na mojej stronie! 🙂

2 thoughts on ““To może być początek pięknej przyjaźni” – UMP w rozmowie z gośćmi festiwalu Ultima Thule

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s