Ultima Thule 2016 – Gnarr

Call it craziness or call it desperation – either way, Jon Gnarr was a sunrise on a gloomy day.

Advertisements

A polar bear in the city’s zoo, Jews brought to sort out the financial struggles and Disneyland to cheer up a bit – does it sound like a program of a serious candidate to run for the vacancy of a mayor in any city? Apparently that is the case of Reykjavik, where a comedian and stand-up artist Jon Gnarr competed in such political race, which is documented in Gaukur Úlfarsson’s film.

gnarr poster

Úlfarsson’s documentary feature follows the campaign days of the Best Party and its chief, Jon Gnarr. Since it all starts as an ironic poke towards the authorities, nobody treats this candidate seriously. Yet, as the documentary proves, that was a meticulously planned strategy to win.

Gnarr is a perfectly light and entertaining feature mainly thanks to its main hero. Charismatic and hilarious, Jon is not only a brilliant comedian, whose humor strikes right at the heart of the city’s authorities. He is a symbol of what’s needed everywhere, not only in Iceland. Gnarr represents transparency and honesty in his approach to politics, which he ironically exhibits through his postulates. Hence, somewhere between the abominable corruption and the wretched society fighting for a better tomorrow, shows up a guy who offers a polar bear in the zoo to the people. Call it craziness or call it desperation – either way, the man was a sunrise on a gloomy day.

GNARR_Bjorn_Ofeigsson_12

In all his unspeakable sarcasm, he was surprisingly convincing, building up a contrast among other boring wax figures, who imitated sincere and serious politicians. Unfortunately, there is not much of value added. We never learn how Gnarr’s “reign” actually worked out. The nagging question that comes to mind remains thus unanswered – whether Jon carried on with his spectacular joke or he offered the city a real rebirth and solution to its crushing problems. Therefore, it feels like the ending was only another beginning, which should have been presented, even in a very insubstantial form of an epilogue.

Despite this minor flaw, I strongly recommend Gnarr as a different approach to a documentary feature. It’s light, it’s incredibly funny and conveys a great message somewhere in between. Because I wish that in any city in Poland, people were bold enough to vote for someone like Jon Gnarr.

UMP Recenzuje – Gnarr 

Niedźwiedź polarny w miejskim zoo, Żydzi sprowadzeni do miasta by zając się jego finansami i budowa Disneylandu, żeby wprowadzić nieco radości – czy brzmi to jak program wyborczy kandydata do objęcia stanowiska prezydenta miasta? Tak, jeśli mowa o Reyjkjaviku, gdzie komik Jon Gnarr wystartował w tym politycznym wyścigu, co zostało udokumentowane w filmie Gaukura Úlfarssona.

Film dokumentalny Úlfarssona prezentuje kampanię wyborczą Najlepszej Partii oraz jej frontmana, Jona Gnarra. Z początku idea, która miała być jednym wielkim żartem wymierzonym w stronę władzy, zaczęła się rozwijać, by w końcu okazać się pieczołowicie przygotowaną strategią.

Gnarr jest zaskakująco lekki i wciągający ze względu na swojego głównego bohatera. Charyzmatyczny, rozbrajająco zabawny Jon to nie tylko komik, którego soczyste żarty uderzają w samo serce rządzących. Artysta stanowi przede wszystkim symbol tego, co jest potrzebne nie tylko na Islandii. Gnarr reprezentuje bowiem przejrzystość i szczerość w swoim podejściu do polityki, które ironicznie obrazuje za pomocą swoich postulatów. Gdzieś w towarzystwie odrażającej korupcji i zmęczonego społeczeństwa walczącego o lepsze jutro, pojawił się gość, który zaoferował niedźwiedzia polarnego. I nazywajmy to jak chcemy – szaleństwem lub desperacją – ale Jon Gnarr był promieniem słońca w wyjątkowo pochmurny dzień.

W całym swoim humorystycznym zacięciu, Jon jest zaskakująco przekonywujący, tworząc kontrast wobec woskowych figur polityków, którzy imitują symbole szczerości. Niestety, reżyser obiera jedynie te jedyną ścieżkę, by opowiedzieć historię Gnarra i nigdy zniej nie zbacza. Efektem tego jest fakt, że nigdy nie dowiadujemy się, czy Najlepsza Partia i jej rządy naprawdę przyniosły zmiany. Nie otrzymujemy zatem odpowiedzi na palące pytanie – czy Jon dalej kontynuował swój spektakularny żart czy zaoferował miastu odrodzenie? Ze względu na to, w Gnarrze daje się odczuć brak właściwego zakończenia, pewien wybrakowany epilog.

Mimo tego mankamentu, zdecydowanie polecam Gnarr jako przykład nowatorskiego podejścia do gatunku dokumentu. To film lekki, niesamowicie zabawny i zawierający w sobie ważny przekaz. Marzę bowiem o tym, by w Polsce, w jakimkolwiek mieście, żyli ludzie odważni na tyle, by na takiego Jona Gnarra zagłosować.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s