Ultima Thule 2016 – XL

XL is extra large in many ways, but most of all – it’s an extra large failure of artistic cinema.

Advertisements

History of cinema knows cases, when a drug-driven vision turned into a film experience, brings phenomenal outcomes – to name a few of them, let’s mention Fear and Loathing in Las Vegas, Trainspotting or some of Terry Gilliam’s works. Hence, artistic cinema reaches out to surrealism, but the effects of such flirt are sometimes unbearable. Unfortunately, that is the exact case of Marteinn Thorsson’s XL.

xl-(2013)-large-picture

Leifur is a proud representative of Icelandic high-life, who easily falls into the world of booze and naked women. He is surrounded by equally depraved people, but as the story goes, Leifur reveals some sins and secrets in a form of some flashing repercussions. The only rescue, at least according to his friend – the Prime Minister of Iceland – is to sign up for a rehab.

Presumably, XL could be an inspiration to Wojciech Smarzowski’s Pod Mocnym Aniołem and to back this statement, I would suggest reviewing the chaotic manner of telling each of the stories. The Icelandic director abandons the old-fashioned narration, imbuing the reality with hectoliters of alcohol and tearing apart the chronology or logic of the film. In all that, he finds his creative freedom – peculiar cinematography, pov shots, contrast relying heavily on color play and dynamics – all of that lets no space for criticism really. Nevertheless, Thorsson comes unstuck due to entirely different reasons.

xl pic1

Thorsson lacks the bard’s gene and this is what really kills his artistic momentum. Although he assumes his viewer to actually openly hate Leifur, this is a risky move, which doesn’t pay off in the end of the day. Ólafur Darri Ólafsson, playing the role of Leifur, quickly becomes so repulsive that nobody can care to an even insubstantial percent, what will actually happen to him. As this wasn’t enough, Thorsson is not seeking anything to engage his audience in this particular story – the characters are flat, storyline falls apart like a house of cards soaked with whisky, whilst the visuals are almost like a drug-addiction. Eventually, every good party needs to stop at some moment and Marteinn Thorsson definitely forgot about this.

XL is a demanding piece of Cinema, but surviving this uneven rivalry with the director’s imagination doesn’t bring any sort of satisfaction. Thorsson is a visually gifted filmmaker, but he met his own Waterloo this time.

UMP Grade: 26/50

(Cinematography: 7.5, Plot: 2, Acting: 5, Soundtrack: 5.5, Quaintness: 6)

UMP Recenzuje – XL

Kinematografia zna przypadki, gdy narkotyczny melanż ujęty w formie filmowej, skutkuje wybitnym dziełem sztuki – przykładem może być chociażby sławetny Las Vegas Parano, Trainspotting czy niektóre dzieła Terry’ego Gilliama. Kino artystyczne ochoczo zatem sięga po surrealizm, lecz czasem efekty są zwyczajnie nie do przełknięcia. I to jest niestety problem XL autorstwa Marteinna Thorssona.

Leifur jest reprezentantem islandzkiego high-life-u, który obok zaawansowanego stadium alkoholizmu, oddaje się także pokusom licznych kobiecych ciał. Otaczając się równie zepsutymi ludźmi co on sam, Leifur powoli odkrywa przed widzem swoje bardziej prywatne sekrety i grzechy. Zmianę przynieść zaś może odwyk, na który wysyła go jego przyjaciel, premier Islandii.

Całkiem prawdopodobnym jest to, że film Thorssona zainspirował chociażby Wojciecha Smarzowskiego do nakręcenia Pod Mocnym Aniołem – potwierdzeniem tej tezy może być chociażby chaotyczny sposób prowadzenia całej historii. Islandczyk zrywa z konwencjalnie prowadzoną narracją, nasycając „procentami” rzeczywistość widzianą z perspektywy Leifura, nie dbając przy tym przesadnie o chronologię czy logikę. Nie można zarzucić Thorssonowi pomysłowości w sposobie kręcenia filmu – specyficzne kadrowanie, ujęcia z perspektywy protagonisty, odpowiednia kolorystyka opierająca się na ostrych kontrastach i dynamice – to wszystko nie pozwala strony wizualnej skrytykować. Prawdziwą klęskę reżyser ponosi jednak na zupełnie innym gruncie.

Thorsson nie ma w sobie pierwiastka filmowego barda i to całkowicie zabija artystyczną formę jego filmu. Chociaż punktem wyjściowym jest ambiwalentny stosunek widza do Leifura, to rozwiązanie jest wysoce ryzykowne i ostatecznie podkopuje wiarygodność całości. Ólafur Darri Ólafsson, odgrywający rolę Leifura, jest po krótkim czasie na tyle odpychający, że jego los staje się całkowicie obojętny dla obserwatora. Na domiar złego, Thorsson nie sili się nawet na zaangażowanie widza w tę historię – jego postaci to płaskie szkice, historia sypie się jak domek z kart zalany dużą ilością whisky, zaś całość skąpana jest w niemalże narkotyzującej formie wizualnej. A przecież żaden melanż, nawet najlepszy, nie może wiecznie trwać.

XL to seans wymagający, ale przetrwanie tej trudnej przeprawy nie przynosi widzowi żadnej satysfakcji. Thorsson, chociaż niezaprzeczalnie obdarzony zmysłem artystycznym, w tej krótkiej batalii poniósł całkowitą porażkę.

Ocena UMP: 26/50

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s