Z czym zmierzy się Suicide Squad

Premiera zbliża się wielkimi krokami, a Suicide Squad to nadal jedna wielka niewiadoma.

Advertisements

Po epickiej wtopie stajni DC Comics autorstwa Zacka Snydera, w której dwóch drewnianych superbohaterów stanęło w szranki z komputerowo wygenerowanym trollem, przyszedł czas, by się – mówiąc kolokwialnie – odkuć. I chociaż pierwsze przesłanki zapowiadały, że Suicide Squad będzie kolejną klapą, film przeszedł prawdziwą metamorfozę pod batutą Davida Ayera. I pomimo braku wersji R-rated, film może okazać się zaskakująco celnym strzałem ze strony DC.

Materiałów w sieci dotyczących Suicide Squad było prawdziwe zatrzęsienie zanim jeszcze rozpoczęły się zdjęcia – Internet zawrzał na wieść o tym, że świętość Heatha Ledgera zostanie narażona na próbę swojej wytrzymałości. Zdjęcie-teaser, na którym Jared Leto upodobniony jest do Jokera z The Killing Joke (uznawanego za oficjalną genezę arcy-przeciwnika Batmana), nie wywołało pozytywnej reakcji. “Grillsy” na zębach i kiczowate tatuaże nie przypadły do gustu… Potem przyszedł czas na pierwsze zdjęcia z planu filmowego i – rzecz jasna – krytykę po raz kolejny. Pod ostrzałem znalazł się ponownie Jared Leto, ale gorzkich słów nie szczędzono również pod adresem Killer Croca, czyli zmutowanego pół-człowieka pół-krokodyla. Poważne zastrzeżenia budził także Jai Courtney, uznawany za następcę Nicolasa Cage’a w Hollywood. A to bynajmniej nie świadczy o nim dobrze…

Jared-Leto-airungarky.com-foto-01-660x330

Jeszcze gorzej wypadł pierwszy trailer. Fani, którzy oczekiwali mrocznego klimatu rodem z trylogii Nolana otrzymali Bohemian Rapsody zespołu Queens jako podkład muzyczny i kilka efekciarskich ujęć – nie było to jednak nic ponad przeciętność. Czarne chmury zawisły nad Suicide Squad i chociaż produkcja miała finisz na horyzoncie, zaraz obok widniał globalny lincz Batman vs. Superman: Świt Sprawiedliwości. W tej nikczemnej sytuacji podjęto radykalne kroki – DC Comics podążyło ścieżką Deadpoola, ogłaszając, że Suicide Squad poszedł do obróbki. David Ayer w oficjalnych wypowiedziach sugerował, że poprzez cięcia i poprawki chciał nadać filmowi więcej humoru. Ale pobrzmiewająw tym obawy o to, że zespół kryminalistów z Gotham może problemy na tle finansowym.

I tak w kolejnym trailerze pojawili się Jai Courtney spijający piweczko wyjęte zza pazuchy, powabna i szalona Margot Robbie kradnąca show i cała plejada typów spod ciemnej gwiazdy prezentujących swoje ekscentryczne zdolności- Suicide Squad wreszcie nabrał ciekawszych, oryginalnych barw. Chociaż to może daleko idące wnioski, wydaje się, że film Ayera będzie odbiegał od dotychczasowych osiągnięć filmowych w uniwersum Bruce’a Wayne’a – bliżej mu będzie do serialu Gotham, aniżeli Mrocznego Rycerza. Trudno mi się okreslić, czy to dobrze, gdyż wspomniany serial był moim guilty pleasure – ocieka zewsząd tandeta i niedopracowaniem, ale to jednak Batman. I podobna doza dystansu może okazać się ścieżką, którą podąży Ayer.

Suicide-Squad-Team-Poster

Jest jeszcze jeden istotny czynnik, który zbiera te chmury nad głową Amerykanina – obecne nastroje panujące pośród krytyków, które nie sprzyjają superprodukcjom. Poza zaskakująco dobrze przyjętym Deadpool’em i wychwalanym Kapitanem Ameryką: Wojna bohaterów, większość kosztownych filmów tego roku przeszła gehennę. Poza dramatem DC, pod nóż trafił także Warcraft: Początek, zatonęli najnowsi X-Meni, a koszmarną stratą rzędu $60 mln może się poszczycić Dzień Niepodległości: Odrodzenie. Coraz lepiej zaczynają sobie za to radzić filmy indie – wszystko to świadczyć może o tym, że powoli następuje pewien przesyt ogromnymi budżetami, a widzowie szukają odmiany. Nie mówimy o zjawisku na skalę światową, ale to się dzieje – superbohaterowie powoli nam się nudzą.

Co może uratować Suicide Squad przed finansowym kataklizmem, który – wbrew pewnym przesłankom – wisi nad filmem jak czarne chmury? Wyciągnięcie kilku wniosków. Mocny, solidnie zaprojektowany plan promocyjny – coś, czego zabrakło chociażby Warcraftowi. Szczypta lekkości i humoru, pewnego dystansu do całej historii – to przepis na sukces Marvela. Potencjał filmu jest przecież ogromny. Uwielbiamy “tych złych”, a kiedy stają się jeszcze bohaterami własnych historii – to już jest łut szczęścia dla wielu fanów. I nawet ten cukierkowo-patetyczny Will Smith cedzący “let’s go save the world” może nabrać przyjemnie groteskowych barw – wszystko jednak w rękach Davida Ayera.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s