Anty-polski festiwal w Gdyni

Publikacja Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego dotycząca filmu Historia Roja przypomina kartkę wyjętą żywcem z Roku 1984 George’a Orwella. Wielki Brat, lustrujący skrzętnie każdy zaułek demokratycznie szerzonej kultury, zakonotował niedopatrzenie i w sposób jawny, postawił pod ścianą organizatorów Festiwalu Filmowego w Gdyni. 

Zazwyczaj nie mieszam się w sprawy polityczne, bo cytując Stanisława Leca – Z czego powstałeś zależy od genetyki, w co się obrócisz, od polityki. Przemilczałem fanfary towarzyszące powstawaniu Smoleńska pana Krauzego, gdyż porządny krytyk nie hejtuje zanim nie zobaczy. A mimo wszystko uważam się za takowego. Ale jeśli ktoś się łudził, że zmiany polityczne nie dotkną sfery kultury – oto dowód jak bardzo się mylił:

Przechwytywanie

Ta oficjalna publikacja brzmi jak niesmaczny żart, wymierzony tam, gdzie nikogo nie rozbawi. Filmów, które przechodzą kwalifikacje w festiwalach jest mnóstwo – opowiadają przeróżne historie, te zmyślone i te prawdziwe, te zabawne i te dołujące. Ale fenomen zachodzący w Polsce, który nakazuje nam pokazywać siebie jako naród z wieczną traumą i nieznośną dumą, powoli zabija naszą obecność w świecie kina. Bo każdy naród swoje wycierpiał, każdy naród kręci też o tym filmy – nie da się jednak nie odnieść wrażenia, że w rodzimej kinematografii to jedyny temat, na który znajdują się pieniądze. Ewentualnie na skretyniałe komedie.

A polskie kino ma do zaoferowania znacznie więcej niż tandetne aktorstwo i patetyczne dramaty, którymi jesteśmy zwyczajnie zmęczeni. Na świecie doceniono przecież Kosmos, ostatnio złapaliśmy nagrodę za scenariusz do Zjednoczonych stanów miłości w Berlinie. Doczekaliśmy się nawet Oscara! I teraz, gdy polskie kino zaczyna się wspinać na coraz wyższy poziom, wbijamy szpile w jego niezależność.

I żebym został dobrze zrozumiany – nie krytykuję idei kręcenia filmu o Żołnierzach Wyklętych. Krytykuję jednak naciskanie na środowiska, które powinny być a-polityczne, robienie farsy z własnej historii i niepotrzebne mieszanie polityki ze sztuką. Historia Roja nie została dobrze przyjęta przez krytyków, ani przez większość widzów – tyle w temacie. Podobnie jak gro innych filmów, które także mówiły o podniosłych tematach w sposób nieadekwatny. A narzucanie ludziom tego, co mają oglądać, co share’ować na Facebooku i dobrze oceniać na Filmwebie brzmi jak nowoczesna, prężna propaganda.

Oczywiście, każdy ma prawo do swojej wypowiedzi – każdy obywatel i każdy minister. Ale besztanie festiwalu za odrzucenie kiepskiego filmu ze swojego line-upu w celu trzymania wysokiego poziomu, jest chyba lekkim nieporozumieniem. I aż strach pomyśleć, co będzie się działo po premierze Smoleńska, gdy przerażeni krytycy i blogerzy zamilkną jak groby. A co dopiero będzie, gdy Smoleńsk nie dostanie nominacji do Oscara… wtedy może wyślemy list do Hollywood i powiemy, że dużo osób ten film zobaczyło, więc gdzie jest NASZA, POLSKA statuetka?

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s