WFF 2016 – Prawdziwe zbrodnie

Gdy w filmie kręconym w Polsce ma zagrać Jim Carrey i Charlotte Gainsbourg, oczywistym jest, że oczekiwania wobec takiego obrazu szybują ku nieboskłonowi. I nie dziwota, ponieważ zapowiadał się solidny, mroczny thriller, z powrotem aktora znanego z Maski do jego ulubionych ról dramatycznych. Niestety, efekt autorstwa greckiego reżysera Alexandrosa Avranasa jest – mówiąc delikatnie – rozczarowujący.

Fabuła Prawdziwych zbrodni opiera się na artykule opublikowanym w 2008 roku w New York Times. Tadeusz (Jim Carrey) prowadzi śledztwo w sprawie zabójstwa pewnego biznesmena. Dowody kierują go w stronę kontrowersyjnego pisarza Krzysztofa Kozlova (Marton Csokas), którego książka zawiera opis zbrodni – łudząco podobny do sprawy prowadzonej przez Tadeusza.

Podczas konferencji prasowej dotyczącej śledztwa, komisarz policji zadziornie odpowiada na pytanie jednej z dziennikarek, używając argumentu, że „przecież jest eks-komunistą”. I takich absurdów w Prawdziwych zbrodniach jest bez liku, a nonszalancja z jaką Alexandros Avranas miota podobnymi pociskami jest wprost zdumiewająca. Stare tablice rejestracyjne, sztucznie brzmiące akcenty i nazwiska (Kozlov…), czy też sytuacje, które nie miałyby miejsca w naszej rzeczywistości, dosłownie mnożą się na ekranie.

truecrimes1

To wszystko ma swój zalążek w katastrofalnym scenariuszu Jeremy’ego Brocka. Drętwe dialogi brzmią jak wyjęte z kiepsko napisanej sztuki teatralnej, zaś pomiędzy aktorami nie da się wyczuć praktycznie żadnej intrygującej chemii. Nawet, gdy Jim Carrey w gniewnym amoku miota Charlotte Gainsbourg, większość widzów pozostanie niestety obojętna, zerkając na zegarek. Polski pierwiastek nie dostaje za to szansy, by pomóc w dźwiganiu ciężaru filmu. Rodzima obsada dostaje w większości epizodyczne, mało znaczące role, w których na domiar złego nie czują się zbyt komfortowo. Odzwierciedleniem tego jest rola Piotra Głowackiego – jako asystent Tadeusza, ogranicza się do przysłuchiwania się rozmowom i wypowiedzenia dosłownie kilku słów przez cały film.

Rozczarowanie rośnie tym bardziej, gdy rozłoży się film Avranasa na czynniki pierwsze. Zdjęcia Michała Englerta sumiennie oddają posępny nastrój opowiadanej historii, dobrze dostosowując też dynamikę pracy kamery do całości – przekonywująco wypadają zoomy na twarze bohaterów, czy otwarte kompozycje kadrów. Ponurą aurę buduje również inspirowana ścieżką do Sicario, muzyka autorstwa Richarda Patricka – dużo w niej narastających brzmień, skrzypiec i ukrytej w tle, mrocznej elektroniki. Dzięki temu, pomijając cały wachlarz mankamentów, Prawdziwe zbrodnie przypominają okazjonalnie nawet Siedem Davida Finchera – niestety, kluczowe jest w tym przypadku słowo „okazjonalnie”.

Najbardziej wyczekiwana premiera tegorocznego Warszawskiego Festiwalu Filmowego, jest również jego największym zawodem. Pośród licznych filmów, które zobaczyć naprawdę warto, film Avranasa może trafić jedynie do przeciętnego, amerykańskiego widza, dla którego Polska to zapewne odległa, posępna dziura, w której króluje korupcja, zezwierzęcenie i powszechne kłamstwo. Zatem europejskim widzom pozostaje  tylko jedno – cieszyć się, że ta wizja zza oceanu jest jedynie nieudanym wypaczeniem rzeczywistości.

Advertisements

One thought on “WFF 2016 – Prawdziwe zbrodnie

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s