WFF 2016 – Toril

Debiutujący w roli reżysera Laurent Teyssier, dokonał w Torilu rzeczy niezwykle trudnej. Nie tylko odarł pocztówkową Prowansję z jej blasku ze stron przewodników po wakacyjnych ofertach, ale przede wszystkim – nakręcił film z własnym smakiem, tempem i wciągającą historią.

Phillippe (Vincent Rottiers) próbuje ratować samotnie żyjącego ojca z kłopotów finansowych. Gdy ten próbuje popełnić samobójstwo, mężczyzna przejmuje stery na jego farmie, jednak by nie utracić składziku na owoce i warzywa, Phillippe musi znaleźć inne – niestety nielegalne – sposoby zarobienia pieniędzy. Wchodzi zatem w układ z narkotykowym bossem, Jose (Tim Seyfi).

W sposobie nakręcenia Torila drzemie fascynacja zarówno Tarkowskim i Kubrickiem, jak i Nicolasem Windingiem Refnem, czy Davidem Michodem – Teyssier sięga po slow motion i wymuskane zoomy, którymi potrafi operować z gracją godną pochwały, ale gdy zachodzi potrzeba, sprawnie nadaje tempa, a nawet wgniata w widza zaskakującym zwrotem akcji. Ponadto, sprawdza się jako przewodnik po podupadającym regionie, pokazując jak nowoczesność i urbanizacja zabijają francuskie rolnictwo. Jego palec wskazuje także na to, że tak jak Phillippe, młodzi ludzie są zmuszeni dorabiać na boku, zazwyczaj wiążąc się w działalność przestępczą – od produkcji narkotyków poprzez wszelkiego rodzaju przemyt.

toril2.jpg

Teyssier nie osiągnął tego efektu w pojedynkę – wiarygodność historii w  Torilu zawdzięczamy bowiem w dużej mierze świetnej kreacji Vincenta Rottiersa. Aktor z pewnością oddał postępujące zagubienie Phillippe’a, z każdym kolejnym ujęciem coraz bardziej promieniując zmęczeniem wymieszanym z kłębiącym się wewnątrz gniewem. Widać to przede wszystkim w jego głębokim spojrzeniu, którym aktor przekazuje więcej, niż samym dialogiem. Hołdując tytułowi filmu („toril” oznacza klatkę, w której trzymany jest byk przed wyjściem na arenę), postać Rottiersa jest faktycznie jak zwierzę, któremu odcina się kolejne drogi ucieczki z beznadziejnej sytuacji. I obserwacja człowieka, któremu pętla zacieśnia się na gardle, jest w wykonaniu Rottiersa sporym przeżyciem.

Klimat filmu Teyssiera buduje również specyficzna ścieżka dźwiękowa. Jej fundamenty leżą w oszczędnej, nieco mrocznej elektronice, która – tak jak estetyka pracy kamery – przypomina dzieła kilku współczesnych twórców. Pośród nich można wspomnieć m.in. Cliffa Martineza (częstego współpracownika Nicolasa Windinga Refna) oraz Trenta Reznora z Atticusem Rossem (głównie ich kompozycje w The Social Network).

Nadając Prowansji przyziemny, ludzki wymiar, Laurent Teyssier opowiedział dynamiczną, wciągającą historię, podpierając się dobrymi rolami swojej obsady. To jeden z lepszych debiutów tego roku – taki, który z miejsca pozwala z zainteresowaniem przyglądać się kolejnym projektom autorstwa Francuza.

 

Advertisements

2 thoughts on “WFF 2016 – Toril

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s