Nowy Początek / Arrival

Kosmiczny epos Denisa Villeneuve’a, reżysera Sicario oraz Labiryntu, już trafił do grona najwybitniejszych dzieł z gatunku ambitnego science fiction. I chociaż Nowy początek nie jest pozbawiony wad, to w pełni zasługuje na takie laury – to kino humanistyczne, artystyczne, ale romansujące także z wizualnym przepychem Hollywood. 

W dwunastu miejscach na globie pojawiają się przedziwne obiekty, które przybywają znikąd. Louise (Amy Adams), wybitna lingwistka, zostaje zwerbowana przez amerykańskie siły zbrojeniowe, by nawiązać komunikację z przybyszami spoza Ziemi. Jej partnerem w tym niezwykłym przedsięwzięciu jest fizyk Ian (Jeremy Renner).

Nowy początek otwiera fenomenalna, oniryczna sekwencja ukazująca Louis wraz z jej córeczką – jest w niej zarówno radość jak i rozdzierający ból. Wraz z ostatnimi dźwiękami utworu On The Nature Of Daylight Maxa Richtera, widz zostaje emocjonalnie zmiażdżony – a to jedynie przedsmak rollercoastera, na który zabiera nas Kanadyjczyk. Bowiem Villeneuve, opowiadając swoją wariację na temat Wieży Babel, ubiera ją w tajemniczą, mroczną szatę kina science fiction.

Ta dekadencka, smutna filozofia o wszechobecnym niezrozumieniu, w której nurza się Nowy początek, w bajkowym finale schodzi na dalszy plan, gdy kosmiczny poemat przenosi się do najbardziej ludzkiego, osobistego wymiaru. Dopiero wtedy Villeneuve wykłada karty na stół – Nowy początek nie jest ani rozdmuchanym sci-fi, ani pseudo-filozoficznym bełkotem. Wątek Louis jako zagubionej w swoim życiu kobiety, reprezentuje bowiem zagubienie nas wszystkich. Dla niej obcy są narzędziem do zrozumienia siebie samej, podczas gdy ona dla nich – jedynym mostem do ludzkości. Co więcej, reżyser sprytnie przełamuje tę wyniosłą dramaturgię horrorowymi wstawkami, które dowodzą jego fascynację Obcym Ridleya Scotta. Przerażające trąby jerychońskie ze ścieżki Jóhannssona akompaniują kamerze penetrującej wnętrze statku kosmitów z pietyzmem, zaś widownia ma wtedy całkowite prawo, by odczuwać niepokój.

arrival-2016-poster-4

Z uwagi na łączenie się wielu gatunków, wzajemne przenikanie niszowej sztuki i mainstreamu, do Nowego początku wkrada się czasem chaos. I tak jak w Sicario i Labiryncie, Nowy początek bywa momentami naiwny i nader patetycznie symboliczny – jednak nie na tyle, by Villenueve’a za to skarcić. Jedyną prawdziwą bolączką jest w tym spektaklu Jeremy Renner, którego Ian jest nijakim kontrastem dla wyrazistej, charakternej Louis. Odegrana przez zjawiskową Amy Adams, to właśnie ta postać dźwiga ciężar całej historii, zostawiając w tyle także Foresta Whitakera w roli służbisty-pułkownika, a także epizodycznie obecnego Michaela Stuhlbarga.

Na piedestał należy także wynieść operatora Bradforda Young’a, który zajął miejsce u boku kanadyjskiego reżysera zamiast wybitnego Rogera Deakinsa. Wiele jego zdjęć zapiera dech w piersiach, zaś w zestawieniu z zatrważającą ścieżką islandzkiego kompozytora, nadają opowieści Villeneuve’a duszę. I za samo ujęcie wprowadzające widzów do Montany, gdzie po raz pierwszy z lotu ptaka widzimy statek obcych skąpany we mgle, Young zasługuje na nominację do Oscara.

Villeneuve z czystym sumieniem może uzurpować sobie prawo do nazywania siebie wirtuozem, bowiem Nowy początek to jeden z najlepszych filmów tego roku. Przepysznie ambitny, nakręcony z dbałością o każdy detal i okraszony równie zgrabnie wkomponowaną ścieżką dźwiękową. Krótko mówiąc – Denis Villeneuve odniósł kolejny, filmowy sukces. I z niecierpliwością będę czekał na kolejne jego dzieła.

Ocena UMP: 45/50

Arrival has stormed both the critics and the audiences at the moment of its premiere and made itself a cozy place among the most exquisite examples of intelligent science fiction. Whilst it is certainly a flawed feature, it still deserves such appreciation. Ferociously ambitious, humanistic and artsy, Arrival flirts with intelligence, at the same time bathing itself in Hollywood-esque panache.

Twelve places around the world are disturbed by strange objects, which clearly herald the arrival of aliens. Louise (Amy Adams), a remarkable linguist, is brought to one of the alien spacecrafts by the American army forces to establish communication with the invaders. She is accompanied by a physicist Ian (Jeremy Renner).

Arrival opens with an oneiric sequence exhibiting Louis as she spends time with her daughter. But with the last tones of Max Richter’s On The Nature Of Daylight, the viewer confronts a heavy emotional package, which is only an earnest of what the Canadian director has up his sleeve. As a result, Denis Villeneuve tells his own story of the Babel Tower, but imbuing it with dark, mysterious atmosphere of science fiction.

This decadent, depressing philosophy about the overwhelming incomprehension among people, which Arrival is so deeply in love with, changes drastically as this cosmic poem reaches its climax. Only then does Villeneuve reveal the true colors of his film – neither is it an inflated sci-fi nor a pseudo-phylosophical babble. On the contrary, Louise represents how the whole humanity is lost in this strange, milestone moment for the global civilization. The aliens are therefore her tool to understand herself, whilst she becomes theirs to understand us.

The Canadian director is also skillful at breaking this solemn philosophy with horror insertions, which prove his love for Ridley Scott’s Alien. The disquieting wind section from Jóhann Jóhannsson’s soundtrack accompanies the camera penetrating the interior of the ship with pietism – as a result, the audience will wriggle out of this ubiquitous unease.

arrival

However, this mixture of genres, a stream of interfused art and mainstream, allows some chaos to creep in. Just like Sicario and Prisoners, Arrival happens to be a bit naive and overly packed with symbolism, but not to an unbearable extent. A truly weak point is Jeremy Renner, whose Ian is a bland contrast to an aquiline, meaty role of Amy Adams, who carries the acting weight of the film, leaving behind Forest Whitaker as the army’s martinet and Michael Stuhlbarg – the CIA agent in the base.

Praised should be also Bradford Young, who took place of Roger Deakins behind the camera of Villeneuve’s film. His work is jaw-dropping and combined with eerie sounds composed by the Icelandic composer Jóhannsson, it imbues Arrival with its own soul. The sole scene of helicopters flying around Montana, where we see the alien spacecraft for the first time, submerged in dense, milky fog, should give Young an Oscar nom.

If this was up to me, Villeneuve can usurp the right to call himself a master behind the camera, because Arrival is another succes after Sicario, Incendies and Prisoners. Beautifully ambitious, breathtakingly shot and gifted with an impressive work of Jóhannsson, it deserves recognition. Denis Villeneuve has a long-time fan in me.

UMP Grade: 45/50

Advertisements

One thought on “Nowy Początek / Arrival

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s