Paterson

W swoim nowym filmie, Jim Jarmusch pokazuje widzom jak odnaleźć piękno w najbardziej prozaicznych miejscach. Ubierając prostą historię o wrażliwym kierowcy autobusu w poetycką opowieść, reżyser udowadnia, że to upragnione szczęście dla każdego z nas jest na wyciągnięcie ręki.

Film skupia się na jednym tygodniu z życia Patersona (Adam Driver) – kierowcy autobusu mieszkającego w miejscowości Paterson. Mężczyzna żyje szczęśliwie ze swoją ekscentryczną dziewczyną Laurą (Golshifteh Farahani) i jej buldogiem Marvinem. W chwilach między pracą i pielęgnowaniem domowego ogniska, oddaje się zaś skrywanej pasji – pisze wiersze.

Tytułowy bohater to archetyp człowieka z minionej epoki – trzyma się z dala od współczesnego blichtru i Instagramowego ekshibicjonizmu. Zamiast tego prowadzi swoje minimalistyczne, poukładane życie na przedmieściach sennego miasteczka. By osiągnąć odpowiedni kontrast, Jarmusch na każdym kroku konfrontuje Patersona z jego przeciwieństwami. Są nimi ludzie, którzy posłusznie płyną z falą materialistycznej współczesności, będąc ofiarami generacji „urodzonych zwycięzców”. Nie trzeba nawet daleko szukać – chociażby urodziwa ukochana Patersona wpasowuje się w ten profil rozchwianego człowieka nowoczesności. Jednego dnia marzy o własnej cukierni, a drugiego o karierze gwiazdy muzyki country. Wszystko podszyte jest słomianym zapałem i chwilowymi fascynacjami, napędzanymi filozofią carpe diem.

paterson-5-620x412

Jarmusch udowadnia jednak, że szczęście można odnaleźć wszędzie, niekoniecznie bujając w obłokach i marząc o wielkiej karierze. Paterson czerpie je z przysłuchiwania się dyskusjom pasażerów o ich nieudanych podrywach i włoskich rewolucjonistach, czy też uroczego szaleństwa swojej ukochanej. Do osiągnięcia samorealizacji nie potrzebuje zatem iPhone’a, ani też publikowania swojej twórczości, do czego namawia go ów wybranka. Przelewając bowiem swoje myśli na papier w formie poezji, zaspokaja w pełni swoje potrzeby – sam dla siebie i własnego zadowolenia, w czym nie ma krztyny niezdrowego egocentryzmu. Tym samym reżyser potwierdza swoją tezę, że szczęście zależy od punktu widzenia. Wtedy nawet kierowca autobusu linii 23 w amerykańskiej mieścinie może być uosobieniem marzeń każdego z nas.

O sile filmu stanowi także jego hipnotyzujący czar. Jarmusch przyodziewa tydzień z życia kierowcy autobusu w lekką, humorystyczną i niezobowiązującą narrację. W tym melancholijnie przyziemnym klimacie wybornie wypada Adam Driver. Jest powściągliwy, zdziwaczały i flegmatyczny, ale równocześnie przekonywujący i ujmujący, zaś w duecie ze znakomitą Golshifteh Farahani jego postać nabiera dodatkowych barw. Także sposób pracy kamery i delikatnie przygrywająca ścieżka dźwiękowa wpisują się w ten pełen gracji całokształt. Paterson potrafi szczerze rozbawić, zmusić do refleksji, a nawet wzruszyć – wszystko w sposób niewymuszony i szczery.

Gdybym mógł, osobiście podziękowałbym Jimowi Jarmuschowi za Patersona. W tegorocznej powodzi egzaltowanych dramatów, rozczarowujących blockbusterów i jednowymiarowych „arcydzieł”, jego skromny komediodramat uderza w samo serce. Paterson to recepta na odnalezienie szczęścia w prozie życia codziennego. I zapewniam Was, że po seansie zapragniecie mieć pudełeczko zapałek Ohio Blue Tip w swoim domu, upiec babeczki i pójść na czarno-biały klasyk z duetem Abbott & Costello – ja zapragnąłem.

Ocena UMP: 46/50

In his new film, straight from Cannes Film Festival, Jim Jarmusch advises the audience on how to find happiness in the prose of everyday life. He turns a simple story about a sensitive bus driver into a poetic tale, but most importantly – he proves that this happiness is right under the nose for all of us. 

Paterson (Adam Driver) lives in a small town called Paterson in New Jersey and works as a bus driver. He lives with his girlfriend Laura (Golshifteh Farahani) and her bulldog Marvin. However, each free second is spent on his passion – writing poems. The film focuses on only one week, where day by day, Paterson confronts the daily duties with his personal art.

Paterson is an archetype of a man from a bygone age – he stays away from the modern glitz and Instagram exhibitionism, focusing on his minimalist life in a small town. To exhibit it, Jarmusch purposefully confronts Paterson with an array of  people, who blindly follow the wave of materialistic ideology, being victims of the generation of “born winners”. Even Paterson’s beloved girlfriend joins this sorrowfull trend – one day she dreams about her own confectionary, and the next one about a guitar and a career of a country singer. These dreams are a flash in the pan, a weird kind of carpe diem, fueled by a beauty of a moment.

adam-driver-paterson-movie-image

However, Jarmusch’s film is far from decadence, nihilism or any other sort of tiresome pessimism. Instead, Paterson is squeezed in this abuzz world to prove a certain point – that we all can be just happy. Without the ubiqitous commotion, without an iPhone or pursuing a career filled with fame, we can be happy. The glowing example of Paterson is brought to back this unpopular statement. The protagonist enjoys his mundanity, just as he listens to the passengers on the bus, talking about unsuccesfull hook-ups or Italian revolutionists. He also makes peace with the kind-of-cute high jinks of his girlfriend. Hence, his poetry is not a manner of blowing off steam – it’s a kind of natural consequence of his sensitivity, inspired by his love and without any trace of an unhealthy egocentrism.

What’s more, the source of Paterson‘s power is its unusual charm. Jarmusch skillfully imbues Paterson’s story with a humoristic, buoyant narrative. This happens for a plethora of reasons. One is undoubtedly Adam Driver’s solid performance. He is a bit inhibited, a bit strange and phlegmatic, but in all that – convincing and truly winsome, especially when joined by equally hypnotizing Golshifteh Farahani. What’s more, the gentle soundtrack by Carter Logan and the camerawork by Frederick Elmes are also gracefully weaved into the so-called big picture. As a result, Paterson is humoristic, sometimes meditative, soul-stirring and on top of that moving, without a shade of uncertainty or false between the lines.

If I could, I would love to personally thank Jim Jarmusch for directing Paterson. Among the gushy dramas, disappointing blockbusters and one-dimensional films this year, his small feature “hits right in the feels”. Paterson is like a recipe for finding happiness in the routine. I assure you that after the screening, you will crave muffins, a black-and-white movie starring Abbott & Costello, but most of all – a box of Ohio Blue Tip Matches.

UMP Grade: 46/50

Advertisements

One thought on “Paterson

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s