Filmoznawcy, pasjonaci i blogerzy – najlepsze filmy 2016 roku

Każdego roku udaje mi się poznać wielu fantastycznych ludzi – zaangażowanych w tematy filmowe, pochłaniających filmy garściami, bywających na największych festiwalach w Europie i na świecie. Postanowiłem zatem poprosić część z nich, by podzielili się ze mną swoimi wrażeniami z 2016 roku. Zapytałem, które filmy najbardziej przykuły ich uwagę. 

The-Witch-Black-Phillip.jpg

Adrian Nowacki, recenzent w Kultura do Góry Nogami

Czarownica: Bajka ludowa z Nowej Anglii to opowieść, w której najważniejszym elementem jest strach, napięcie, którego orędziem jest twarz pięknie sportretowanej dziewczyny. W środowisku, gdzie życie odgrywa podrzędną rolę – tym bardziej kobiece życie – dziewczyna próbuje rozwiązać zagadkę, która trapi jej najbliższych. Czy w ten sposób opowiedziałem fabułę? Nic bardziej mylnego. Ta mroczna baśń jest tak skonstruowana, by widz nawet przy zbliżającym się końcu seansu nie wiedział, co tak naprawdę się dzieje i co przyniesie najbliższa minuta, klatka filmu.
Drugim filmem, nieco bardziej popularnym, choć wciąż odcinającym się od głównego nurtu wybijającego się z mijającego roku – jest Nowy początek. Jako niekwestionowany fan Denisa Villeneuve’a, wiedziałem, że film dostarczy mi pokłady emocji i wrażeń, które uplasują jego dzieło w TOP 10 najlepszych filmów roku 2016. Gdy na ekranie rozbrzmiała muzyka skomponowana przez Maxa Richtera (On The Nature Of Daylight – kawałek otwierający jak i zamykający cały film), a twarz Amy Adams wypełniła kadr – wiedziałem, że obraz mnie zaskoczy, kupi i zostanie ze mną na długo. Tak też się stało, Nowy początek został ze mną do dnia dzisiejszego i dzięki DVD, na które czekam jak małe dziecko – zostanie na długo dłużej.
chevalier.jpg

Magda Maksimiuk, recenzentka oraz współtwórczyni programu Warszawskiego Festiwalu Filmowego

Paterson Jima Jarmuscha to zdecydowanie najlepszy film roku – subtelny, spokojny, wyważony, przemyślany, minimalistyczny. W natłoku emocji, efektownych wybuchów przynoszących krocie, film Jarmuscha oferuje chwilę spokoju i zadumy, ale nie nudy! Oparty na przeciwieństwach i dialogu, opowiada o parze, która różnić bardziej się nie może, ale też nie może się bardziej kochać. Na obecne, niespokojne czasy – film idealny, spełniony.

Chevalier Athiny Rachel Tsangari to numer dwa – umysłowe łamigłówki i podchwytliwe rozmowy, docinki, urywki. Kilku mężczyzn na łodzi to myśl nienowa, ale widziana z perspektywy reżyserki średniego pokolenia z owładniętej kryzysem ekonomicznym Grecji, przedstawiona w zupełnie nowym, oryginalnym świetle. Po projekcji trudno otrząsnąć się z szoku obcowania z tak genialnie wykorzystaną siłą słowa!

screen-shot-2016-09-15-at-8-49-48-am

Michał Kaczon, redaktor naczelny magazynu FILM

Nocturnal Animals Toma Forda to film, który najbardziej zaskoczył mnie w 2016 roku. Prosta opowieść – kobieta czyta książkę napisaną przez byłego męża – poprowadzona jest w tak piękny i przykuwający uwagę sposób, że nie sposób oderwać wzroku od ekranu. W obrazie nie ma ani jednego błędnego tonu – wszystko powiązane jest ze sobą w cudowny sposób. Najbardziej zaskakują umiejętne przejścia między światem rzeczywistym, a światem powieści, pięknie uwypuklając podobieństwa między nimi. Nad całością unosi się też wspaniały ponury klimat thrillera, który uwielbiam, a każdy z aktorów stanął na wysokości zadania, tworząc kreację, godną swojego talentu. Adams, Gyllenhaal, a przede wszystkim Shannon i Taylor-Johnson kreują postaci z krwi i kości, którym nie sposób nie kibicować i współodczuwać ich emocje.

Paterson Jima Jarmuscha urzekł mnie swoją lirycznością i pochwałą dnia codziennego. Przedstawiając tydzień z życia kierowcy autobusu, rozkochanego w poezji i jego narzeczonej, mającej bzika na punkcie rękodzieła, przekazał widzowi niezwykłe pokłady pozytywnej energii, zaklętej w codziennych rytuałach. Przyglądając się zwykłym rozmowom w autobusie, czy podążając za bohaterem w codziennych spacerach, reżyser uchwycił piękno najprostszych momentów, które przydarzają nam się każdego dnia. Wystarczy przystanąć i je złapać. Paterson zachwyca także umiłowaniem bohatera do poezji i piękną recytacją wierszy przez Adama Drivera, który wreszcie znalazł rolę, w której sprawdza się w 100%. Niezwykle urokliwe dzieło, do którego chce się wielokrotnie wracać.

hateful_eight_twc_1.0.0.jpg

Jakub Pelczar, autor bloga Na Trzeźwo Nie Warto

Nie wiem, jakim trzeba być zwyrolem, by obejrzeć jeden film ponad dziesięć razy w ciągu tygodnia, ale trwająca około trzech godzin Nienawistna ósemka jest istnym arcydziełem. Majstersztykiem złożonym prawie wyłącznie z dialogów, posępnych zimowych scen oraz rewelacyjnie zagranych postaci. Jak dla mnie, jeden z najlepszych filmów ostatnich lat. Drugi mój typ, to Cloverfield Lane 10, który dobitnie pokazuje, na co stać Goodmana i trzyma w napięciu do samego końca. To, że finał lekko zawodzi? Nieważne. Naprawdę warto go zobaczyć i wyrobić sobie na jego temat własne zdanie.

into-the-inferno-image

Patrycja Gniadzik, autorka bloga Filmy Zapomniane

Wybrać dwa najlepsze filmy spośród wszystkich, które powstały w 2016 roku – nie jest łatwo. Wskażę więc te, których kadry wciąż mam przed oczami.

Mój tegoroczny numer jeden to Służąca Park Chan-Wooka. Od dawna żaden film, trwający ponad dwie godziny, nie trzymał mnie w napięciu od początku do końca, niemalże w każdej scenie. Przepełniony tajemnicą, zmysłowością i erotyzmem. I to erotyzmem tak subtelnym! Odważne sceny nie zawstydzają. Ich piękno wabi, sprawiając, że połączenie nagich ciał
na ekranie daje oczom przyjemność, której wcale nie nazwałabym guilty pleasure. To czysta przyjemność. Co więcej, Służąca jest dla mnie punktem równowagi – odpowiednia dawka humoru połączona z dramatem bohaterki, zaskoczenie i satysfakcjonująca przewidywalność. Te elementy są wyważone, i być może dlatego nie da się o tym filmie zapomnieć, ot tak.

Drugie dzieło, które wybrałam jest dokumentem. Into the Inferno obejrzałam na Netflixie. Wystarczy chyba wspomnieć, że reżyserem jest Werner Herzog – mnie na samą myśl przeszywa dreszcz. Into the Inferno, jak sam tytuł wskazuje, jest podróżą do piekła. Piekłem tym są wulkany na całym świecie. Kto by pomyślał, że płynąca lawa może być intrygująca, że można wpatrywać się w nią godzinami i podziwiać jej niezniszczalność?
Dla przeciętnego człowieka to po prostu wulkany, które czasem wybuchają. Natomiast ci, którzy mieszkają w ich pobliżu widzą w nich diabelskie moce.

paterson-5-620x412

Marcin Radomski, ONET.pl oraz sfp.org.pl

Pojedynek na najlepszy film 2016 roku rozgrywał się pomiędzy dwoma tytułami. Po jednej stronie ringu Paterson Jima Jarmuscha, z drugiej zaś Toni Erdmann Maren Ade. Dla mnie to Amerykanin znokautował rankingi. Wystawił do walki rycerza, szlachetnego i prawego Patersona, który w sekundę kradnie serca widzów swoją dobrocią i zwyczajnością. Miecz ma zardzewiały, bo walczy jedynie z codziennością. To kierowca autobusu, który został poetą. Paterson został zupełnie pozbawiony efekciarstwa i publicystyki. Okazuje się bowiem, że za każdymi zamkniętymi drzwiami czeka historia o ulotnych marzeniach czy niespełnionych pasjach. Bystre oko Jarmuscha wychwytuje niuanse dnia codziennego zmuszając do refleksji nad własnymi rytuałami i decyzjami. Brak tu ekscentryków, zwrotów akcji i cierpienia. Budzik wyznacza rytm dnia, a pasażerowie autobusu inspirują do pisania. Paterson to niezwykła baśń o rycerzu nieistniejącym, posiadającym wszystkie cnoty, ale pozbawionym zupełnie przygód. Jarmusch znowu uwodzi i czaruje, mówi, że codzienność może być sztuką. Tydzień z życia mężczyzny, kobiety i psa. Zachwycają Adam Driver i Golshifteh Farahani.

Podobno z daleka widok jest piękny. Armano spotyka się z młodymi mężczyznami i w czterech ścianach podgląda ich zaspokajając swoje pragnienia. Gdy jeden z nich okaże się sprytniejszy, dochodzi do zbliżenia. Ich relację można interpretować na wielu poziomach. Zaczynając od klasowości Wenezueli, poprzez samotność, kończąc na braku relacji z ojcami. Mężczyźni znaleźli wspólny język w maczystowskiej Ameryce Południowej. Z daleka opiera się w gruncie rzeczy na wieloznaczności. Reżyser manipuluje widzami, główni bohaterowie żonglują własnymi emocjami, a zakończenie zaskakuje. Debiutujący Lorenzo Vigas potrafi wyciągnąć w odpowiednim momencie asa z rękawa i pokazać jakim sprawnym „oszustem” może być reżyser. Stworzył dramat psychologiczny z silnie zarysowanym tłem społecznym. Wycofany Armando i otwarty Elder to duet, któremu warto przyjrzeć się z bliska.

Polecam inne artykuły i recenzje autorstwa tych znakomitych ludzi!

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s