La La Land

Metoda Damiena Chazelle’a, by wkupić się w łaski publiczności, jest zaskakująco prosta – należy zaserwować im takie stężenie słodyczy, którego nie sposób będzie nie spałaszować. La La Land działa bowiem jak przesłodzona kawa, podana z gałką lodów, najlepiej z syropem owocowym i z bitą śmietaną na szczycie – czasem może zemdlić, ale czy da się jej odmówić?

Dwoje młodych marzycieli trafia do kuźni talentów w Hollywood – aspirująca aktorka Mia (Emma Stone) oraz wielbiciel jazzu Sebastian (Ryan Gosling). Ona desperacko szuka sposobu na dostanie angażu, on marzy o swoim klubie kultywującym muzyczne tradycje. Gdy ich drogi łączą się za sprawą strzały amora, oboje zostaną poddani próbie – czy uczucie zwycięży w nierównej walce z karierą?

Musical to gatunek-dinozaur w świecie filmów – niby kiedyś miał swoje znamienite miejsce, ale dziś został zdegradowany do roli wyjątkowo niszowej. Damien Chazelle pretenduje jednak do miana reżysera, który może zapewnić swoisty renesans musicalowi. Przede wszystkim, ma on wprost genialny słuch i umiejętność ilustrowania muzycznych wariacji w formie obrazu, co udowodnił także w Whiplash. La La Land jest przez to ucztą zarówno dla oka jak i ucha. Kamera frywolnie lawiruje w rytm lekkiego, dynamicznego tempa, bawiąc się klimatem od Chicago i Moulin Rouge, przez Deszczową Piosenkę, a skończywszy nawet na Bollywoodzie.To kino pysznie uwodzicielskie, niby klasyczne, ale szalone.

Co więcej, kompozycje Justina Hurwitza, nawet te najbardziej naiwne i przesiąknięte nostalgicznym Hollywoodem lat 50. i 60., wypadają wybornie w obiektywie Chazelle’a. Nieważne, czy obserwujemy Ryana Goslinga i Emmę Stone tańczących na niebie, czy grupę muzyków w jazzowym pubie – Chazelle czaruje i hipnotyzuje tak, że aż chce się w tym świecie zostać na dłużej.

LLL d 35_5707.NEF

Zachwyt nad La La Land jest jednak tylko częściowy, bowiem ogromnym mankamentem filmu są – niestety – jego główni bohaterowie. Emma Stone, kreowana na olśniewającą wschodzącą gwiazdeczkę gwarnego Hollywoodu wypada blado – nawet, jeśli jej rola miała być w zamierzeniu wysoce przerysowana. Daleko jej bowiem do niewymuszonego seksapilu Marilyn Monroe czy Audrey Hepburn. Nie ma w sobie również tyle charyzmy, by przyszpilić widza do ekranu. Równie przeciętnie wypada u jej boku Ryan Gosling, grający tego samego wrażliwego cwaniaczka, którego widzieliśmy już chociażby w Blue Valentine. Modnie ubrany, z wlepionym zawadiackim uśmiechem, Gosling dwoi się i troi na ekranie – jego wysiłki mają jednak efekt podobny co jego damskiej połówki. Głównym bohaterem La La Land pozostają zatem zdolności i finezja Damiena Chazelle’a siedzącego na stołku reżysera.

Bez cienia wątpliwości, są w La La Land sceny, które przejdą do historii kina. Duet tańczący na tle nieboskłonu, czy też znakomita sekwencja wieńcząca film to sceny, które nie tylko chwytają widza za serce, ale delikatnie “łaskoczą” wszystkie skryte uczucia i potrzeby widza. Śmiało mogę powiedzieć, iż La La Land stopi lód w każdym sercu i zastąpi zastrzyk insuliny. Wierzę bowiem, że każdemu z nas nie zaszkodzi odrobina słodyczy w życiu.

Ocena UMP: 39/50

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s