WDF – W każdym z nas drzemie kochający homoseksualista

Zdarzają się filmy, które aż wstyd recenzować, bowiem popełnienie takiego tekstu jest przecież równoznaczne z obejrzeniem danego filmu. Another Yeti A Love Story: Life On The Streets zdecydowanie do nich należy. Bo ciężko się wytłumaczyć z filmu, w którym monstrualny yeti odgrywa rolę prostytutki, zaś główny bohater zarabia na życie tańcząc w pieluchach w klubie go-go…

Trzymajcie się krawędzi swoich foteli. Fabuła tego brzydkiego kaczątka przedstawia wrażliwego artystę Adama, lubujego się w szkicowaniu męskich genitaliów. Opiekuje się on także małym bobasem yeti, który okazuje się być również jego… rodzonym synem. Pewnego dnia dziecko zostaje porwane przez terroryzującego okolice alfonsa. Dzielny protagonista, wspomagany przez seksistowskiego kumpla i flegmatycznego gościa na wózku inwalidzkim, wyrusza mu na pomóc.

To, że nowoczesne kino coraz śmielej odkrywa barwy homoseksualizmu, wiemy nie od dziś. Osiem nominacji do Oscara dla Moonlight i ostateczne zwycięstwo tegoż filmu, szum wokół Życia Adeli, czy filmowo-gejowskie podróże Jamesa Franco – wszystkie te przykłady potwierdzają wyżej wspomnianą hipotezę. Inaczej sprawa się miała z kinem klasy B, które miało z tym tematem zazwyczaj kłopot. Jednak Another Yeti A Love Story: Life On The Streets wymyka się wszelkim konwenansom. Twórcy już na samym początku nas o tym uświadamiają, prezentując nieco podejrzany cytat z biblii, którego sens jest – mniej więcej – następujący: “Jezus kocha wszystkie swoje dzieci, oprócz dwóch gejów, ponieważ dwaj całujący się kolesie są okropni. Chyba, że to laski – wtedy to sztos.”

Adam Deyoe oraz Eric Gosselin – reżyserzy tego zacnego produktu filmowego – puszczają zatem całkowicie hamulce. Główny bohater uprawia dziki seks z mężczyzna w kostiumie yeti w perwersyjnie dosłowny sposób, jeden z bohaterów szasta seksistowskimi żartami pod adresem swojej partnerki z częstotliwością karabinu maszynowego, a gwoździem do trumny jest ochroniarz w burdelu, którego ksywa mówi w zasadzie wszystko – Sex Piss. Całość nużą się w tej seksualnej tandecie i genitalnym humorze, lecz mimo to – na swój sposób urzeka.

Bowiem ten bezmózgi humor jest turpistycznie ujmujący. O dziwo, nie jest poziom niestrawnych popłuczyn pokroju Fifty Shades of Black, czy też American Pie, które obok kiepskich żartów próbuje przekazywać jakieś wysoce zawoalowane wartości moralne. Another Yeti A Love Story: Life On The Streets nigdy nie sili się nawet na krztynę powagi czy filmowego kunsztu. To film perwersyjnie zły, ale taki właśnie ma być. Muzyka ma brzmieć jak podkład do softcore porno, gumowe penisy mają nas odrazac z każdym kolejnym, niepokojącym zbliżeniem kamery, zaś bohaterowie mają być do bólu stereotypowi, głupi i sztampowi. Czy traktować to zatem jako pastisz? Można, nie zabraniam. Lecz przede wszystkim – jako solidną dawkę beki.

004353f3

Z przyjemnością dołączyłem Another Yeti A Love Story: Life On The Streets do grona Wtorkowych Depresji Filmowych. Zgodnie z coraz popularniejsza doktryna głosząca, że każdy mężczyzna ma w sobie maluczkiego geja, zadbałem o to, by mój poczuł się dowartościowany. Zatem i Wy zadbajcie o swojego małego homoseksualistę i obejrzyjcie Another Yeti A Love Story: Life On The Streets.

Trailer: https://www.youtube.com/watch?v=i7M7fijoLXc

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s