KCFF 2017 – Dzień drugi / Day Two

thestairs_01

The Stairs – z dziennika narkomana

Film Hugh Gibsona przedstawia historie kilku narkomanów z ośrodka Toronto Regent Park – trudy przez które przechodzą, jak są odbierani przez społeczeństwo oraz w jaki sposób rząd kanadyjski pozostaje bezradny wobec problemu zażywania narkotyków.

Te schody były moim domem przez kilka lat” – tak rozpoczyna jedną ze swoich wypowiedzi bohater dokumentu, Marty. Dla Gibsona to zdanie definiuje analizę postaci dokumentu, pokazuje, że są dalecy od ideału i otwarcie o tym mówią przed kamerą, wspinając się po stopniach, by odbić się od dołu. To ludzie zniszczeni przez narkotyki, którzy sami wybrali tę autodestrukcyjną ścieżkę. Jednak cierpliwie wysłuchując ich historii, znacznie ciężej pozostać wobec nich całkowicie krytycznym. Gibson zgrabnie operuje wypowiedziami swoich bohaterów, nadając im wielu barw, patrząc z różnych perspektyw. W efekcie, żaden z nich nie jest odrażającym ćpunem – to ludzie skrzywdzeni. Skrzywdzeni przez samych siebie, ale również przez otoczenie. Jedni otwarcie przyznają, że ciężko im się odciąć od nałogu, inni tęsknią za rodziną, lub wspominają traumatyczne wspomnienia, gdy za kolejną kreskę byli w stanie zrobić wszystko.

Mimo to, The Stairs nie pozostawia niesmaku. Pomimo kilku kontrowersyjnych scen – np. gdy widzimy bohaterów zażywających narkotyki przed kamerą – Gibson buduje obraz boleśnie prawdziwy, wobec którego ciężko pozostać obojętnym. Gdyż czasem wystarczy kamera zawieszona na wzroku Marty’ego lub Roxanne, by zrozumieć, co te oczy widziały. Czy była to jednak tylko ich decyzją, że ujrzeli i zrobili to wszystko, czy może zostali do tego poniekąd popchnięci?

Ocena: 35/50

The Stairs – Drug addict’s diary

Hugh Gibson’s film reveals stories of several drug addicts from Toronto Regent Park. In fornt of the camera, they talk about their struggles, how the society perceives them and how the Canadian government remains helpless in dealing with the mass problem of drug abuse.

“These stairs were my home for a few years” – says Marty, one of the main characters of the documentary. Hugh Gibson uses this sentence to embody the struggle his characters go through, how far from being ideal they are. They are destroyed by drugs, choosing this auto-destructive path on their own. Nonetheless, as we listen to them carefully, less criticism is heating inside and more compassion appears. Gibson skillfully uses the stories and memories, giving them breadth and colors, allowing the viewers to look at these people from various perspectives. In the end, none of them is a repelling junkie – they are hurt. Hurt by themselves, but also by the surroundings. Some reveal they still do drugs, some miss family or reminisce traumas from the past that were worth a gram.

Despite that, The Stairs does not leave a bad taste. Even though we are confronted with several graphic scenes – like drug usage in front of the camera – Gibson paints a moving picture, which hardly leaves anybody neutral. Sometimes all it takes is to look into Marty’s or Roxanne’s eyes to understand the atrocities they have seen. But is it only their fault, that they’ve witnessed all that?

Grade: 35/50

maliglutitsearchers_04

Searchers (Maliglutit) – walka o przetrwanie

W filmie Zachariasa Kunuka i Natara Ungalaaqa, sławetny film z Johnem Wayne’m z 1956 zostaje przekalibrowany na dokumentalizowany pościg pośród lodowych pustyń. Bohaterem Searchers jest Inuk, którego rodzice zostają zamordowani, zaś żona i córka uprowadzone przez czwórkę mężczyzn.

Searchers rozwija się w sposób ślamazarny, ale w tej usypiającej manierze kryje się niezwykła magia. Bezkresne równiny, wiejący zewsząd wiatr, przerywany jedynie lakonicznymi wypowiedziami bohaterów i tradycyjnymi śpiewami Inukow, czarują od pierwszych minut. Świat w obiektywie Kunuka oraz Ungalaaqa wisi w innej czasprzestrzeni, jakby oderwany od rzeczywistości, jaką znamy. Reżyserzy przyglądają się życiu na chłodnych równinach, ale początkowy dokumentalizm zostaje z czasem zastąpiony coraz większa dynamiką obrazu. I gdy główny bohater wyrusza wraz z synem w pościg za porywaczami, Searchers zmienia tor, stając się thrillerem z krwi i kości.

Realizm oraz surowość to ogromne zalety Searchers. Sceny kręcone z zaprzęgu psów, długie ujęcia na twarze bohaterów, czy sceny przedstawiające specyfikę życia na lodowym pustkowiu tworzą obraz intrygujący i wciągający. W tej konwencji nawet prostota fabuły nie obniża walorów filmu. Wiemy, że istotą Searchers nie jest wnikanie w psychologię bohaterów – to świat walki o przeżycie i ona wychodzi na pierwszy plan.

Searchers jest doskonałym przykładem na to, że kino drogi nie musi ograniczać się do route 66. Utrzymując nieznośne napięcie znane z klasyków jak Znikający punkt, bawiąc się konwencją w sposób podobny do Davida Michoda w The Rover, Searchers przenosi w inny świat. To zdecydowanie jeden z najlepszych seansów, które miałem okazję doświadczyć podczas festiwalu.

Ocena: 39/50

Searchers (Maliglutit) – Survival tale

Zacharias Kunuk and Natar Ungalaaq take under scrutiny a remarkable western with John Wayne from 1956 and bring it to the icy flatlands of northern Canada. The protagonist of Searchers is an Inuk, whose parents are brutally murdered, whilst wife and daughter kidnapped. The man follows the trail of the kidnappers and races with the time to find his family.

Searchers starts off rather pokily, but this sleepy atmosphere has its unprecedented magic. The boundless plains and howling wind, mixed only with laconic sentences of the characters and traditional singing of the Inuks, creates a fairy-tale vision. From the first minutes, the world seen by Kunuk and Ungalaaq hangs in some other dimension. Although the directors spent lots of time observing the crude life in the unpleasant north, the real deal begins once camera jumps on the dog sled. Hence, when the main characters, joined by his son, throw himself on the pursuit after the kidnappers, Searchers wakes up and begins a full-bodied thriller.

Rawness and realism are very important in Searchers. Scenes shot on the dog sled, long frames of the ice-covered faces or sequences presenting the ordinary life on the desolate ice dessert create an intriguing picture. Using this concept, the laughably basic plot is not a distraction. Searchers is not supposed to paint a deep psychological canvas of its characters – its supposed to be as one-zero as the world it shows.

Searchers is a fabulous example of how the “cinema of the road” is not limited to the route 66. As the film sustains the pulsating tension juast like The Vanishing Point and playing with a conventional western like David Michod in The Rover, Seachers truly discovers a new space for itself. It was undoubtedly one of the best screenings I attended to during the festival.

Grade: 39/50

avalanchephoto

Operation Avalanche – a jeśli to jedno wielkie kłamstwo?

Lądowanie na księżycu po dziś dzień pozostaje tematem niezliczonych teorii spiskowych, zaś najsłynniejszą z nich przedstawia Operation Avalanche Matta Johnsona. Dwóch agentów CIA podejmuje się misji nakręcenia filmu, który odzwierciedlałby to epokowe wydarzenie. Szybko jednak orientują się, że to zadanie sprowadza na ich barki znacznie większy ciężar i niebezpieczeństwo, niż mogli podejrzewać.

Z trudem przyrównać Operation Avalanche do jakiegokolwiek innego filmu. Matt Johnson lawiruje między prawdą a fikcją ze zwinnością lisa, żonglując archiwalnymi materiałami dotyczącymi Apollo 13, na przemian z własnymi fragmentami kręconymi z ręki. Nadaje to jego filmowi fenomenalnego tempa, którego reżyser nie traci do napisów końcowych. Poczynania filmującej ekipy ogląda się z wypiekami na twarzy – dwójka agentów CIA wpakowuje się w coraz większy bałagan, lądując w ogniu zimnej wojny, wciąż wierząc jednak, że ich misja ma nadrzędny cel i szansę na powodzenie. Dzięki zaskakującej fabule, Johnson potrafi tą szalona koncepcją szczerze rozbawić (głównie dzięki postaci, którą odgrywa), zszokować, a także przerazić. Perłą zaś jest ścieżka dźwiękowa – nieco wyblakłe kolory filmowej taśmy zestawione z kawałkami Creedence Clearwater Revival nadają Operation Avalanche prawdziwego ducha lat 60.

Film Johnsona, pośród gagów, szalonych pościgów i absurdów, jest także również doskonałym spojrzeniem na ówczesną amerykańska kulturę – łakomą na nacjonalistyczną pożywkę. Johnson bezpardonowo przedstawia cały proces wielkiego kłamstwa jakim nakarmiono ludzkość, zachowując przy tym cały czas odpowiedni dystans do tej teorii. I niezależnie od tego, czy reżyser wierzy w tę bajkę – dostarcza widzom świetnej, inteligentnej rozrywki.

Ocena: 43/50

Operation Avalanche – What if this is all a lie?

The landing on the moon still remains grounds to numerous conspiracy theories and Operation Avalanche takes on the most famous of them. Two CIA agents decide to direct a film that would forge the actual milestone for the humanity. They quickly realize that this mission brings only trouble and risk higher than expected.

It is difficult to find an equivalent for Operation Avalanche in any other piece of cinematography. Matt Johnson swiftly moves between fiction and facts, juggling with archive materials from Apollo 13 mission and his own film bits. It imbues Operation Avalanche with phenomenal pace, which the director does not lose on the way till the end credits roll in. As they drown in the mess they are thrown into, the CIA agents never lose the enthusiasm, believing their mission can still be successful. And thanks to an unpredictable plot, Johnson manages to entertain in many ways – Operation Avalanche is artlessly funny, sometimes shocking and even frightening. On top of that comes the soundtrack, where Creedence Clearwater Revival songs matched with vintage documentary style carries the spirit of the 60s.

Johnson’s film, in between the gags, crazy pursuits and absurd, is also a deep look into the American culture during the Cold War, craving for the nationalistic fodder.  Johnson takes his time to paint the broad picture of the creation of this great lie that was consumed by the humanity, however still being cautious about it. Because no matter whether he believes in this crazy story, one is certain – Operation Avalanche is hell of a fun.

Grade: 43/50

 

 

 

 

 

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s