Wielcy wygrani – Oscary 2017 rozdane

Noc Oscarowa za nami! Chociaż wydawało się, że w większości kategorii zwycięzcy są praktycznie znani, było kilka ciekawych zaskoczeń. I Legion samobójców w gronie zwycięzców nie jest najciekawszą z nich.

La La Land nie okazał się być tak uwielbionym dziełem, jak można było przypuszczać po zatrważającej liczbie nominacji. Damien Chazelle może oczywiście uważać się za gwiazdę wieczoru – jego film zgarnął 6 nagród, w tym za reżyserię i najlepszą pierwszoplanową rolę kobiecą, jednak to Moonlight otrzymał nagrodę za najlepszy film roku. Indie dramat o czarnoskórym homoseksualiście świętował trzykrotnie. Akademia uhonorowała także to dzieło nagrodami za scenariusz oraz rolę Mahershali Aliego.

To co jednak wydarzyło się podczas wręczania Oscara za najlepszy film roku przejdzie do annałów historii. Wszyscy usłyszeliśmy, że statuetkę otrzymuje La La Land, jednak chwilę później producenci filmu złapali za mikrofon i orzekli, że wygrał Moonlight. Piękny gest? Nic z tych rzeczy! Moonlight faktycznie został wybrany filmem roku. Pomyłka organizatorów czy najcięższy i najbardziej chybiony żart w karierze Jimmy’ego Kimmela?

mahershala-ali-tout

Zaskoczeniem było zwycięstwo Klienta w kategorii najlepszego filmu nieagnlojezycznego, bowiem Toni Erdmann wydawał się pewnym kandydatem do zwycięstwa. Zadowolony mógł być również Mel Gibson, którego Przełęcz ocalonych wygrała w dwóch kategoriach, m.in. za najlepszy montaż roku. Pośród kategorii aktorskich nie było wielkich zaskoczeń – zwycięzcami okazali się być wspomniany Mahershala Ali oraz Viola Davies, Emma Stone i Casey Affleck. Akademia popisała się także fenomenalnym sarkazmem – jak inaczej nazwać przyznanie Legionowi samobójców jakiejkolwiek statuetki?

Chłodem powiało ze strony prowadzącego. Jimmy Kimmel wypadł po prostu blado – jego żarty były płytkie, komentarze zbyt mało uszczypliwe i prostackie. Przyznam jednak, że tweet do prezydenta Trumpa był całkiem zabawnym pomysłem. Dla tych zaś, którzy chcą poszukać smaczków z gali, polecam „beczke” z technicznych Oscarow – tak prestiżowych, że nikt o nich nie wie. Polecam uwadze również poniższe zdjęcie – mem szeptajacego Ryana Goslinga wisi w powietrzu.

17028758_1443013215730645_795076639_n

Tegoroczna gala miała także silne nacechowanie polityczne – chciałoby się rzec, że to już klasyk. Wiele przemówień dotyczyło posunięć nowego przywódcy Stanów Zjednoczonych (m.in. Gael Garcia Bernal, który jako Meksykanin wyraził swoje ubolewanie nad zaistniałą sytuacją), wiele słów zostało poświęconych równości i tolerancji.

Pełna lista zwycięzców poniżej:

NAJLEPSZY FILM – Moonlight

NAJLEPSZY REŻYSER – Damien Chazelle (La La Land)

NAJLEPSZY AKTOR W ROLI PIERWSZOPLANOWEJ – Casey Affleck (Manchester by the sea)

NAJLEPSZA AKTORKA W ROLI PIERWSZOPLANOWEJ – Emma Stone (La La Land)

NAJLEPSZY AKTOR W ROLI DRUGOPLANOWEJ – Mahershala Ali (Moonlight)

NAJLEPSZĄ AKTORKA W ROLI DRUGOPLANOWEJ – Viola Davis (Fences)

NAJLEPSZY FILM ANIMOWANY – Zwierzogrod

NAJLEPSZY FILM NIEANGLOJĘZYCZNY – Klient

NAJLEPSZY SCENARIUSZ ORYGINALNY – Kenneth Lonergan (Manchester By The Sea)

NAJLEPSZY SCENARIUSZ ADAPTOWANY – Barry Jenkins (Moonlight)

NAJLEPSZE ZDJĘCIA – Linus Sandgren (La La Land)

NAJLEPSZA ŚCIEŻKA DŹWIĘKOWA – Justin Hurwitz (La La Land)

NAJLEPSZA PIOSENKA – City of Stars (La La Land)

NAJLEPSZY MONTAŻ DŹWIĘKU – Sylvain Bellemare (Nowy początek)

NAJLEPSZE KOSTIUMY – Colleen Atwood (Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć)

NAJLEPSZA DESIGN PRODUKCJI – David Wasco & Sandy Wasco (La La Land)

NAJLEPSZY ANIMOWANY FILM KRÓTKOMETRAŻOWY – Piper

NAJLEPSZE EFEKTY SPECJALNE – Księga Dżungli

NAJLEPSZY MONTAŻ –  John Gilbert (Przełęcz ocalonych)

NAJLEPSZY KRÓTKOMETRAŻOWY FILM DOKUMENTALNY – The White Helmets

NAJLEPSZY FILM KRÓTKOMETRAŻOWY – Sing

NAJLEPSZY FILM DOKUMENTALNY – O.J.: Made in America

NAJLEPSZY MAKEUP I HAIRSTYLING – Alessandro Bertolazzi / Giorgio Gregorini / Christopher Nelson (Suicide Squad)

Advertisements

#OscarsSoBad

Co roku wyczekujemy nominacji do Oscarów jak manny z nieba, licząc na to, że nasze typy zostaną nagrodzone. Odnoszę jednak wrażenie, że każde kolejne rozdanie przynosi mi coraz więcej zawodów. Ogłoszone we wtorek rano kandydatury za 2016 rok przeszły moje najśmielsze oczekiwania. Akademia ośmieszyła się w sposób piękny – pozwólcie zatem, że przybliżę nieco rozmiary tych tragicznych wyborów.

Najlepsi czy “najśredniejsi”?

2016 rok nie rozpieszczał widzów mainstreamowego kina. I stąd zapewne fakt, że pośród nominowanych do najlepszych filmów roku znalazło się chociażby miejsce dla średniaka zatytułowanego Lion. Droga do domu. Film Gartha Daviesa to schematycznie opowiedziana, banalna historia, która nie pozostawia widza z gonitwą myśli w głowie i sercem szamoczącym się wściekle od nadmiaru emocji. Ot, taki ckliwy dramat. Nie zachwyca także wybór równie przeciętnego, nieco przegadanego Fences z Denzelem Washingtonem w roli głównej, ani obecność nierównego dramatu Przełęcz ocalałych. To tytuły, które z powodzeniem można było pominąć w zestawieniu pretendentów do najważniejszej (teoretycznie) nagrody filmowej roku.

A kogo w to miejsce można było wrzucić? Nikt nie obraziłby się chyba za nominację dla Zwierząt nocy Toma Forda. Thriller znanego projektanta mody był zaskakująco kompleksowym i artystycznie nakręconym filmem. Kilka nominacji do Złotych Globów, świetna muzyka i zdjęcia, wybitne role – Akademia postanowiła zaś docenić jedynie Michaela Shannona, który statuetki i tak nie dostanie. Ubolewam również nad nieobecnością Patersona Jima Jarmuscha, chociaż tej nominacji nie spodziewałem się nawet w najskrytszych marzeniach. I tak, mogło być gorzej – nominacja do Oscara mogła przypaść Batman vs Superman.

maxresdefault

Pasażerowie oraz Legion Samobójców – czy ja śnię?

Wiele osób wypomina mi, że mam naturę hejtera. I owszem, bywam nieco krytyczny i stawiam wysoko poprzeczkę – w przeciwieństwie do Akademii. Ale jak wysoce wybredny bym nie był, to jest prawdziwa porażka, że dwie katastrofalne wprost wtopy otrzymują nominacje – jakiekolwiek. Trudno bowiem przeboleć fakt, że filmu pokroju Lobster, Captain Fantastic i Zwierzęta nocy, mają tyle samo nominacji co Legion Samobójców. Klękajcie narody.

Oczywiście, można użyć argumentu, że to nominacje w najmniej istotnych kategoriach – przynajmniej w przypadku “crap festu” z pół-nagą Margot Robbie. Bowiem nominacja w kategorii “best makeup and hairstyling” nie należy do najbardziej prestiżowych. Ale nie zmienia to jednak jednego, arcy-istotnego faktu – LEGION SAMOBÓJCÓW MA NA KONCIE NOMINACJĘ DO OSCARA.

LLL d 35_5707.NEF

Gdzie się podziały… tamte emocje…

Nominacje potwierdziły także smutną tezę, że przereklamowany do granic możliwości, ukochany i wychuchany La La Land zgarnie wszystko. Akademia bardzo chciała nas o tym zapewnić, dając filmowi Chazelle’a nawet dwie nominacje w kategorii najlepszej piosenki. Takie to musicalowanie ładne i piosenki takie ładne, i wszystko takie ładne – dajmy dwie nominacje. Żeby przypadkiem ktoś nie pomyślał, że możemy złotą statuetkę dać komuś innemu.

Moim cichym faworytem pozostaje nadal Moonlight. Nawet w obliczu zastraszającej przewagi musicalu z Ryanem Goslingiem i Emmą Stone. Bowiem Moonlight to kino, do którego chce się wracać. Znakomicie nakręcony, porywający dramat Barry’ego Jenkinsa uderza w widza z ogromną siłą. I odsuwając na bok całą skretyniałą konwersację dotyczącą koloru skóry reżysera, głównego bohatera i zastępcy kierownika planu – to właśnie Moonlight powinien zgarnąć najważniejsze nagrody.

moonlight-a24-poster

Jak do tego doszło, czyli zagubiony racjonalizm

Nietrudno jednak zrozumieć, dlaczego Akademia tak bezmyślnie poprzyznawała swoje nominacje. Ostatnie lata nie były łatwe dla tych biednych, zdziadziałych zjadaczy kina. Zarzucano im skrajny rasizm, co urosło do rangi globalnego zjawiska jednoczącego się pod banderą “#OscarsSoWhite”. Były również po drodze bojkoty samej gali, były filmy zbrodniczo pokrzywdzone z irracjonalnych powodów – jak zeszłoroczny dramat Beasts Of No Nation, który skreślono z uwagi na logo Netflixa przy nazwie producenta.

Akademia trzymała się jednak pewnych reguł. Usuwając w cień filmy niszowe i artystyczne, doceniała filmy dobre i zrozumiałe dla szerszej widowni. Zeszłoroczną galę zdominował przecież Mad Max, który do głębokich i ambitnych dzieł nie należał. Nie była to jednak nachalna próba podlizania się publice – film Millera był po prostu zbyt dobry, by go pominąć. A najważniejsze statuetki powędrowały do innych tytułów – równie przekonywujących.

W tym roku Akademia poszła niestety o krok za daleko. Próbując być trendy, udowadniając, że rozumieją zasady rządzące nowoczesnym kinem, dokonali kilku katastrofalnych i zwyczajnie ośmieszających wyborów. Bowiem jaki racjonalnie myślący kinoman stwierdziłby, że muzyka z filmu Pasażerowie ma więcej gracji i kreatywności niż ścieżka do Człowieka-Scyzoryka? Albo przytaknąłby temu, że Amy Adams nie zasłużyła na swoją nominację (dwie genialne role w jednym roku…)? Pewnie żaden.

Są pewne nominacje, które mimo wszystko cieszą. Akademia bardzo doceniła klimatyczny neo-western Aż do piekła, który zgarnął aż 4 nominacje – to chyba moje największe zaskoczenie. Ogromną radość sprawiła mi także nominacja dla szwajcarskiej animacji Nazywam się Cukinia. Są to jednak złote rybki wyłowione spośród śniętych.

Oscary są ble, ale i tak je kochamy

Co roku powtarzamy wszyscy, że Oscary nas nie obchodzą. Że to masońska grupa trzymająca władzę, z zatwardziałymi poglądami, która poklepuje się nawzajem po ramieniu co roku, ze zgryźliwym uśmiechem. Mimo tej całej niechęci, dyskutujemy. O wygranych i przegranych, o najgorszych wyborach i sukniach, pięknych gwiazdach i przemowach, które ćwiczą przed lustrem. A wszystkim tym, których boli – tak jak mnie – nominacja dla Legionu Samobójców, mam jedno do powiedzenia: Spójrzcie na zdjęcie poniżej.

Actor Nicolas Cage gives holds his Oscar statuette after winning an Academy Award as best actor for ..

Złote Globy 2017 rozdane! / The winners of the Golden Globes 2017!

Złote Globy rozdane – jesteśmy zatem rozeznani z tym, czego można spodziewać się po zbliżającej się gali Oscarów. Stosunkowo niewiele zaskoczeń pojawiło się w zestawieniu zwycięzców. Zgodnie z typowaniami wielu krytyków, La La Land Damiena Chazelle’a zgarnął kilka statuetek – w tym Ryan Gosling za najlepszą rolę w komedii lub musicalu, Damien Chazelle za reżyserię oraz Justin Hurwitz za ścieżkę dźwiękową. Najlepszym filmem dramatycznym został Moonlight, zaś zgodnie z przewidywaniami, La La Land to najlepsza komedia lub musical. Mnie bardzo cieszy nagroda dla Aarona Taylora-Johnsona za fenomenalną kreację w Zwierzętach nocy.

Zaskoczeniem jest z pewnością statuetka dla Toma Hiddllestone’a za rolę w serialu Night Manager. W tej kategorii swoistym pewniakiem był Courtney B. Vance, który wcielił się w postać obrońcy O.J. Simpsona w American Crime Story. Nie zmienia to jednak faktu, że serial HBO zgarnął dwie pozostałe nagrody – najlepszy serial or najlepsza rola kobieca (Sarah Paulson). Dużym szokiem jest także statuetka dla Netflixowego The Crown, którego z pewnością nie upatrywano w gronie faworytów.

moonlight

The Golden Globes ceremony has ended – we already know what to expect from the upcoming Oscars. There isn’t many surprises though. As many critics predicted, La La Land by Damien Chazelle has been the big winner of the night – it’s the best comedy or musical of the year, but the awards has been also given to Ryan Gosling and two for ustin Hurwitz (composer of the soundtrack). The best director award did go to Damien Chazelle, whilst Moonlight has ben the best drama of the year. I was personally very happy with the award for the supporting actor, that happened to land in Aaron’s Johnson-Taylor hands.

More surprises happened among the TV series. Tom Hiddleston has beaten Courtney B.Vance in the race for the leading role in a short TV series, whilst the best TV drama is The Crown by Netflix. However, still the biggest winner is The People VS O.J. Simpson: American Crime Story, which won the award for the best short TV series and the best leading actress role, given to Sarah Paulson.

Poniżej zwycięzcy (winners below):

Best Performance by an Actor in a Supporting Role in a Series, Limited Series or Motion Picture Made for Television – Hugh Laurie

Best Performance by an Actress in a Supporting Role in a Series, Limited Series or Motion Picture Made for Television – Olivia Colman

Best Performance by an Actress in a Television Series – Musical or Comedy – Trace Ellis Rose

Best Performance by an Actor In A Television Series – Drama – Billy Bob Thornton

Best Performance by an Actress In A Television Series – Drama – Claire Foy

Best Performance by an Actor in a Limited Series or a Motion Picture Made for Television – Tom Hiddleston

Best Performance by an Actress in a Limited Series or a Motion Picture Made for Television – Sarah Paulson

Best Television Limited Series or Motion Picture Made for Television – The People VS O.J. Simpson: American Crime Story

Best Television Series – Musical or Comedy – Atlanta

Best Television Series – Drama – The Crown

Best Original Song – Motion Picture – City of Stars by Justin Hurwitz

Best Original Score – Motion Picture – Justin Hurwitz

Best Motion Picture – Foreign Language – Elle

Best Motion Picture – Animated – Zootopia

Best Screenplay – Motion Picture – Damien Chazelle

Best direction – Motion Picture – Damien Chazelle

Best Performance by an Actor in a Supporting Role in any Motion Picture – Aaron Taylor-Johnson

Best Performance by an Actress in a Supporting Role in any Motion Picture – Viola Davis

Best Performance by an Actor in a Motion Picture – Musical or Comedy – Ryan Gosling

Best Performance by an Actress in a Motion Picture – Musical or Comedy – Emma Stone

Best Performance by an Actor in a Motion Picture – Drama – Casey Affleck

Best Performance by an Actress in a Motion Picture – Drama – Isabelle Huppert

Best Motion Picture – Musical or Comedy – La La Land

Best Motion Picture – Drama – Moonlight

Co sądzicie o zwycięzcach? Zasłużeni czy nie? Napiszcie w komentarzach 🙂

Let me know what you think about the winners!

Tómas Lemarquis chats with Unusual Motion Pictures

Tómas Lemarquis is an actor, who starred in films such as Nói albinói, X-Men: Apocalypse and Painless. I had a unique opportunity at Tofifest 2016 in Toruń to chat with him about his career, ask what does he think of Hollywood and what being half-Icelandic and half-French means to him.

Tómas Lemarquis jest aktorem, który zagrał m.in. w Nói albinói, X-Men: Apokalipsa oraz Painless. Miałem wyjątkową okazję podczas Tofifest 2016 w Toruniu, by usiąść z aktorem i podyskutować o Hollywood, o jego karierze i o tym jak to jest być pół-Islandczykiem, pół-Francuzem.

UMP: You are an actor with a huge diversity of films in your resume. Taking a look at your career shows that from Nói albinói – an Icelandic revelation from 2003, you switched to bigger productions and this year we could see you in X-Men: Apocalypse. Yet, you visited Toruń with Stefan Zweig: Farewell to Europe – another small-budget film. Which type is more appealing to you – big box-office hits or the indie ones?

Jest Pan aktorem z bardzo zróżnicowanymi rolami w swoim portfolio. Spoglądając na Pańską karierę mamy filmy takie jak Nói albinói – islandzką rewelację z 2003 roku, ale chwilę później widzimy rolę X-Men: Apokalipsa. Toruń odwiedził Pan jednak z kolejnym indie dziełem – Stefan Zweig: Pożegnanie z Europą. Które środowisko pracy jest zatem Panu bliższe?

Tómas Lemarquis: I would say both, for various reasons. The experience that I derive from them is different, like different parts of my creative, artist self is nourished. On a small set, you experience something very intimate, stong between few people, whilst when there is big money involved, there are bigger possibilities too,

Powiedziałbym, że obydwa, z różnych powodów. To dwa odmienne doświadczenia, w których oddzielne części mojej kreatywnej osobowości są docenione. Na małym planie zdjęciowym, czuję pewną intymność, silną więź między kilkorgiem ludzi, podczas gdy duże pieniądze oznaczają większe możliwości produkcyjne,

UMP: And you have greenscreen.

I obecność green screen’u.

Tómas Lemarquis: Yeah (laughs). So, it’s just another kind of experience. When I started acting I thought to myself that I wouldn’t want to go to Hollywood, I will only do arthouse cinema. But today it’s no longer “the bad Hollywood” attitude for me. You can find an interesting script everywhere and arthouse cinema can be sh** too. Hollywood can offer a great story, just like indie movies. Maybe the difference is that in Hollywood, you’re not looking for intimate things, it’s more like an opera – big sets and a big show. That’s also nice.

I also like to change the worlds I work in, the environments and places. I studied fine arts and I it taught me something – sometimes, to better feel the role, for example I like to eat from the ground, like poor people do, but I also like to spend a night at an expensive hotel. It’s all intriguing, all interesting and all teaches a lesson.

Well, that would be one answer (laughs).

Tak, to też (śmiech). Zatem to po prostu inne doświadczenie. Kiedy zaczynałem pracę jako aktor mówiłem sobie, że nigdy nie będę w Hollywood, że zwiążę się tylko z kinem artystycznym. Ale dzisiaj już nie mam tego podejścia, że Hollywood jest złe. Dobrą historię można znaleźć wszędzie, a przecież artystyczne kino też potrafi być kiczowate. I Hollywood potrafi zaoferować świetny scenariusz. Różnicą może być to, że w Hollywood nie szuka się filmowej intymności, ponieważ tam film jest jak opera – wielkie plany i wielkie show. Ale to także ma swój urok.

Lubię także zmieniać światy, w których się obracam, środowiska i miejsca. Studiowałem sztukę piękną i to mnie czegoś nauczyło – żeby lepiej poczuć pewne role, lubię poczuć jak to jest np. jeść z ziemi, albo spędzić noc w luksusowym hotelu. To intrygujące, na swój sposób pociągające, ale przede wszystkim – uczące.

To by było moja odpowiedź (śmiech).

noi_albinoi
Kadr z “Noi Albinoi”

UMP: You somehow predicted a bit my next question. What influences your choices in terms of movies you choose? You had a plethora of different roles – from frightening, menacing characters like in Painless, small roles like Ich Bombe, where you play an extreme freak and then very complex, intimate as in Nói albinói.

Nawiązał Pan do mojego kolejnego pytania. Co wpływa na dobór ról? Rozpiętość podjętych przez Pana filmów, jest jak wspomniałem, imponująca – od przerażających, mrocznych postaci jak w Painless, poprzez odjechaną rolę w Ich Bombe, a skończywszy na intymnej, złożonej roli w Nói albinói.

Tómas Lemarquis: Sometimes we say that films choose us and not the other way round. It’s a luxury problem when you can choose from a plethora of offers. Sometimes I was just happy that I had some work. Still, I don’t say yes to everything – it’s not a big secret that everything starts with a good script. It needs to be something to which both I can bring something to the table, but also I can take from it. I need to feel excitement. It’s bad for your self-belief too, if you participate in a project you don’t feel. You lower your value to yourself.

Czasem mówi się, że to film Cię wybiera, a nie na odwrót. To problem swoistego bogactwa, gdy można wybierać z takiej mnogości ról. Bywało tak, że cieszyłem się, że otrzymałem jakąkolwiek rolę. Ale nie zgadzam się na każdy projekt – to żaden sekret, że wszystko zależy od scenariusza. To musi być coś, do czego zarówno mogę coś wnieść jako artysta, ale także mogę coś wynieść dla siebie. Muszę czuć ekscytację. To także złe dla poczucia własnej wartości, gdy bierzesz udział w czymś, w co nie wierzysz.

UMP: Would you agree that your origin had some influence on your acting shape too? Like the Icelandic background,

A zgodzi się Pan z tym, że pochodzenie miało wpływ na kształt Pańskiej aktorskiej osobowości? Chociażby islandzkie korzenie,

Tómas Lemarquis: And French partially.

I częściowo francuskie.

UMP: Yes, that too of course. Combining these two worlds of cinema – Iceland and France – you derived some parts of your character from this “collision”?

Tak, one również. Zestawiając te dwa kompletnie światy filmu, czuje Pan, że wyciągnął z każdego po trochu coś dla siebie?

Tómas Lemarquis: I can’t escape where I come from – we are what we are. Our origin moulds us, so for sure – I do have a lot of these cultures inside of me. However, for the last ten years I have lived in Berlin, I have spent some time in U.S., so I’m not so connected to one place. I like to travel a lot. Yet, something that shapes me to a huge extent is nature – thus Icelandic weather. It’s a very strong factor,

Nie można uciec od tego skąd się pochodzi – jesteśmy przez to zdefiniowani. Pochodzenie nas buduje, zatem oczywiście – mam w sobie spory pierwiastek tych dwóch kultur. Jednakże przez ostatnie 10 lat mieszkałem w Berlinie, spędziłem trochę czasu w Stanach Zjednoczonych, więc nie przywiązuję się do jednego miejsca. Lubię podróżować. To, co bardzo mnie kształtuje, to natura – np. islandzka aura. To ważny czynnik,

UMP: Like in the Icelandic cinema, like in Nói albinói?

Jak w islandzkim kinie, jak w Nói albinói?

Tómas Lemarquis: Yes, exactly. Weather is like a character in there and I hold it in me too, it’s something that I bring to the sets I visit. In Iceland the light diminishes and sometimes I feel like I need to recharge my batteries, to be the best version of myself.

Dokładnie. Natura, otoczenie są jak postać i to także jest obecne we mnie, to coś, co wnoszę na plan. Gdy światło zanika na Islandii, czasem czuję, że muszę ponownie naładować baterie, wrócić do najlepszej wersji siebie.

UMP: What about your preparation for various roles? Does music help you?

A jak przygotowuje się Pan do ról? Muzyka pomaga?

Tómas Lemarquis: What I like about this job is that every time it’s something exciting and something new. I didn’t spent much time in a theatre school, so I don’t want to claim I have so much technique. As an example, when I was shooting Painless, I would not talk to anybody, I’d rather eat alone, maintaining this kind of unease towards people and eventually they became a bit scared. That reflected my approach, I wanted them to feel frightened, slightly uncomfortable.

For other roles I would be talkative and open. There is no such thing for me as one, ultimate method. I believe that my approach could be defined as physical – the costume is the beginning, the shoes, how the character walks. In X-Men: Apocalypse I got the costume sent to my home – I would walk in it on my street for a week and then the character kind of came to me.

To, co kocham w aktorstwie, to fakt, iż za każdym razem doświadczam czegoś nowego. Nie spędziłem wiele czasu w szkole aktorskiej, zatem nie na miejscu byłoby twierdzenie, że jestem mistrzem techniki. Gdy pracowałem nad Painless, praktycznie z nikim nie rozmawiałem, jadałem samotnie, utrzymując ten niepokój względem innych osób, którym emanowałem. Ostatecznie niektórzy byli przerażeni, czuli się niekomfortowo, ale chciałem, żeby tak było.

Do innych ról przygotowywałem się będąc rozmownym i otwartym. Dla mnie nie istnieje jedna, unikalna metoda. Wierzę także, że moje podejście można określić jako nacechowane fizycznością – kostium i charakteryzacja są początkiem, nawet buty, sposób w jaki moja postać chodzi. Gdy kręcono X-Men: Apokalipsa, dostałem kostium do mojego domu i chodziłem w nim po ulicach przez tydzień. I wtedy rola sama się ukształtowała.

29853000614_238ddfe7c3_h-1
mat. prasowe Tofifest 2016

UMP: So you like to become the character you play.

Czyli lubi Pan stać się tym, kogo odgrywa.

Tómas Lemarquis: Yes. I know that it’s always visible that it’s not me anymore, not entirely at least. Another version of myself. Now I’m preparing for a role in Iceland and I go to gym every day. Normally I’m rather calm, but at the gym I’m on testosterone. And my mom asks me why am I so agitated, but I see it as the preparation too. I just let it happen, it’s channelling.

Tak. Czasem mam świadomość, że to nie do końca ja, przynajmniej nie do końca. Jakaś inna wersja mnie. Teraz pracuję nad nowym filmem na Islandii i chodzę na siłownię każdego dnia. Normalnie jestem spokojny, ale ćwiczenie wiąże się z testosteronem.I moja mama pyta się czemu jestem taki poruszony, ale ja to widzę jako część przygotowania. To się po prostu dzieje.

UMP: Was there ever a moment that you went too far? A character brought to place you didn’t want to see for yourself?

A był kiedyś moment, gdy zawędrował Pan z rolą zbyt daleko? Postać zawiodła w miejsca, których nie chciał Pan widzieć?

Tómas Lemarquis: No, I’ve never been psychotic or anything like that. When I go to sleep, I’m myself – always. If the character is very strong, it might stay with you longer. Then it needs to wash out. But acting allows us to discover parts of ourselves that we never knew about.

Nie, nigdy nie byłem psychotyczny. Kiedy kładę się spać, jestem sobą. Jeśli postać ma na mnie duży wpływ, może zostać ze mną na dłużej. Mówiąc kolokwialnie – musi się sama zmyć. Ale aktorstwo pozwala nam odkrywać części samych siebie, których inaczej byśmy nie poznali.

UMP: Your future plans are directed towards indie filmmaking then?

A w przyszłości planuje Pan pracę w klimacie filmów indie?

Tómas Lemarquis: Everything depends on the role. Money is not the main motor – its more the experience that nurses me creatively. I like to be excited, now I’m preping for a new role and it is like cooking – you’re not sure what it’s gonna be,

Wszystko zależy od roli. Pieniądze nie są głównym motorem do działania – to doświadczenie jest ważniejsze, ono mnie pielęgnuje artystycznie. Lubię być podekscytowany, teraz pracuję nad nowymi filmami i to trochę jak z gotowaniem – nie wiesz, jaki będzie efekt końcowy,

UMP: Adding different spices and waiting for the effect…?

Dodając różne przyprawy i czekając na to, co się stanie?

Tómas Lemarquis: Yeah! That’s fascinating. Filmmaking is amazing in general. I love watching films, I don’t have a problem with seeing myself on a screen too. I like to participate in a group, discuss, create. Afterwards, it’s like a Christmas gift, you unwrap it together and see what it looks like.

Right now, apart from the Icelandic one, I’m shooting a Romanian film, also small-budget and it’s mostly improvised,

Tak! To fascynujące. Kręcenie filmów jest generalnie świetną rozrywką. Kocham je oglądać, nie mam tez problemu ze sobą na ekranie. Lubię być członkiem jakiejś grupy, dyskutować, tworzyć. To jak z prezentem na Boże Narodzenie, który otwierasz wspólnie i oglądasz ze wszystkich stron.

Poza tym islandzkim filmem, pracuję też nad jednym w Rumunii, także o małym budżecie – tam większość scen będzie improwizowana,

UMP: Another new experience then?

Kolejne nowe doświadczenie?

Tómas Lemarquis: Exactly. I would also try myself in directing too, making a documentary where I will include these improvised parts probably. Once I worked with a Turkish director and it’s also been improvised a bit, it felt like just going with a camera and seeing what’s gonna happen. I love this job, you know, but still – you’re serving someone’s vision. When you are lucky and work with creative, open-minded directors, you get the freedom, because they are aware how much value an actor can bring.

There is one part of me that likes to be the creator. Sometimes, in my free time, I like to go back to visual arts, I’m the captain there. Different parts of me are feeded in such a way, piece for this, piece for that (laughs).

Dokładnie. Chciałbym spróbować swoich sił w reżyserii, może w dokumencie, w którym użyłbym tych improwizowanych scen. Raz pracowałem z pewnym tureckim twórcą, też improwizowaliśmy – zabraliśmy kamerę i poszliśmy kręcić, co było bardzo kreatywne. To świetna praca, ale pamiętać należy, że aktor wypełnia czyjąś wizję. Jeśli masz szczęście, trafiając na otwartego reżysera, dostajesz tę wolność, bowiem wtedy on wie ile aktor może wnieść do projektu. 

Jest też jedna część mnie, która lubi tworzyć. W wolnym czasie zdarza mi się wrócić do sztuki wizualnej, tam jestem kapitanem okrętu. Różne wersje mnie są wtedy karmione, kawałeczek dla jednej, kawałeczek dla drugiej (śmiech).

painless-2
kadr z filmu “Painless”

UMP: And to end our conversation – what pushed you towards acting?

Wieńcząc naszą rozmowę – co spowodowało, że został Pan aktorem?

Tómas Lemarquis: My father was a film buff, he had a cinema club. He would take me – on his back – to watch films, even when I just a few months. We would watch a lot of super 8 mm films, on a wall, the silent ones with Charlie Chaplin. Then Harold Lloyd was a big hero for me, he was this type of physical actor.

When I was a kid I watched a lot of touching films, hat shaped me too, like My life as a dog. On the other hand, I loved watching Bud Spencer and James Bond. I wanted to be James Bond, but now I would love to be the bad guy in it (laughs).

Mój ojciec był kinomanem, miałem klub filmowy.Na swoich plecach zabierął mnie na seanse, kiedy miałem jedynie kilka miesięcy. Oglądaliśmy mnóstwo filmów na 8 mm taśmie, na ścianie, np. niemych z udziałem Charlie Chaplina. Harold Lloyd był moim bohaterem, był właśnie takim typem fizycznego aktora.

Jako dzieciak zobaczyłem też sporo poruszających dzieł, jak np. Moje pieskie życie. Z drugiej strony uwielbiałem filmy z Budem Spencerem i sagę Jamesa Bonda. Chciałem być Agentem 007, ale dzisiaj wolałbym zagrać jakiś czarny charakter (śmiech).

UMP: Thank you so much for this conversation.

Dziękuję za tę rozmowę.

Tómas Lemarquis: Thanks, good job!

Dzięki, dobra robota!