5 powodów dla których pokochaliśmy Westworld / 5 reasons for which we fell in love with Westworld

Westworld szturmem wzięło widzów na całym świecie – jego twórcy udowodnili, że serial po raz kolejny dobił do brzegu jakości wielkich produkcji filmowych. Jednak co stanowi o sile produkcji HBO?

1. Inteligentnie wprowadzani bohaterowie 

Częstą wadą seriali jest złe sposób rozwiązania problemu wprowadzania kolejnych postaci do linii fabularnej – niektóre robiły to zbyt pospiesznie (np. Zakazane Imperium, a także poniekąd Breaking Bad), co wprowadza spory zamęt w głowach zatroskanych widzów. Twórcy Westworld znaleźli jednak złoty środek. Nawet pomimo tego, że postaci mnożą się na ekranie, zwielokrotniając przez to liczbę wątków, wszystko jest zadziwiająco klarowne. Struktura fabuły pozwala bowiem na jasny podział postaci na dwie grupy – tych, którzy świat Westworld tworzą z zewnątrz, np. role Anthony’ego Hopkinsa czy Jeffrey’a Wrighta – oraz całą gamę ludzkich robotów.

Ponadto, z uwagi na samą koncepcję serialu, niektóre postaci poznajemy wielokrotnie. I tu także zostaje to dobrze ograne – nawet, gdy dany bohater już zagościł wcześniej na ekranie, jego nowa prezentacja odkrywa przed widzem zupełnie inną część osobowości, a także rolę w tej ogromnej strukturze fabularnej.

160822-westworld2

2. Aktorstwo trzyma bardzo wysoki poziom 

Obsada serialu jest efektem doskonale przeprowadzonego castingu. Anthony Hopkins w roli filozofującego twórcy przybiera postać kameleona w ludzkiej skórze – potrafi imponować stoicyzmem, ale gdy zachodzi potrzeba – staje się despotycznym, zwodniczym zagrożeniem. Numerem dwa jest znakomity Ed Harris – demoniczny, odziany w czarną skórę mistrz rewolweru – czarny charakter na jakiego zasługuje taki serial. Moją uwagę przykuła także Sidse Knudsen w roli Therese Cullen – z początku jednowymiarowa materialistka z każdym odcinkiem nabiera większej, bardziej intrygującej głębi.

Za najciekawszą trójką stoi peleton równie dopracowanych postaci. Oko przykuwają m.in. Thandie Newton, Evan Rachel Wood czy wspomniany Jeffrey Wright. To jednak nie koniec, gdyż HBO zawsze dba o każdy detal – epizodyczne role nie tracą wyrazistości pomimo skąpej ilości scen. W efekcie, próżno szukać słabych punktów w obsadzie.

3. Tajemnica, która kusi, a nie nudzi  

Zrozumiałym zarzutem wobec swego czasu fenomenalnego serialu Zagubieni było to, że każdy kolejny sezon nie przynosił odpowiedzi na skrywaną tajemnicę, zaś dowoził jedynie obietnicę spektakularnego zaskoczenia. Jednak ileż można widza wodzić za nos? W Westworld unika się tego błędu – fabuła jest tak zaprojektowana, by podtrzymywać nasze zainteresowanie z różnych stron. Mamy oczywiście westernową miłość, saloony i kowbojów, ale za nimi stoi solidne sci-fi – całość zaś jest spojona tajemniczym wątkiem Eda Harrisa, który od początku jest nam podsunięty jako klucz do rozwiązania zagadki.

westworld-2016-hbo-tv-series

4. Strona realizacyjna – balans między kameralnym sci-fi a spektakularnym widowiskiem

Westerny charakteryzują się nieskrępowaną przestrzenią obrazu – nie bez powodu Tarantino pragnął nakręcić Nienawistną ósemkę w szerokokątnej perspektywie. Widz musi przecież czuć oddech w niezmierzonych preriach, zaś konne gonitwy byłyby komiczne, gdyby zamknąć je na małej przestrzeni.

W Westworld lwią część klimatu buduje właśnie ta dychotomia sposobu kręcenia – westernowy klimat jest nasączony szerokimi kadrami, zaś praca kamery jest dynamiczna i dostosowana do przelewu krwi, który ma miejsce. Diametralnie odmienny ton nabiera zaś część “od kuchni” – przypomina bardziej Ex Machinę i Moon, aniżeli Odyseję kosmiczną czy Interstellar. Wnętrza są sterylne, relacje ludzkie spłaszczone i oficjalne, zaś wszechobecna technologia nadaje jej futurystycznego klimatu.

5. Czołówka! 

Czym HBO zaskarbiło sobie bezgraniczną miłość widzów w Detektywie już w pierwszej minucie odcinka pilotażowego?

Czołówką.

Producenci Westworld wyciągnęli wnioski z tej lekcji i poświecili sporo czasu, by ich czołówka także była godna zapamiętania. Artystycznie przedstawione za pomocą światła i cienia ujęcia robią wrażenie, ale to nie wszystko – symbolika tego intro jest równie bogata jak i całego serialu.

A Wam co najbardziej przypadło do gustu w Westworld? Podzielcie się w komentarzach swoimi wrażeniami!

Westworld has hit the audiences with its uniqueness all around the world. Its producers proved that, once again, TV series are gaining the same levels of quality as big-budget movies. Given that, what are the reasons behind Westworld‘s massive success?

1. The intelligent way that the characters are introduced

It is common for series that the creators struggle with introducing new characters. Sometimes it’s too hastily done (like Boardwalk Empire or Breaking Bad), which eventually causes chaos to creep in. However, the minds behind Westworld dealt with it brilliantly – even though there is a plethora of subplots and characters, the important pieces of the puzzle remain coherent. The structure of the plot allowed them to divide the characters into two groups: those, who create the Westworld from the outside and the whole bunch of robot humans, who create the real-time game.

What’s more, the starting concept causes some characters to be introduced more than once. However, it doesn’t seem to be a problem in case of Westworld – each of the “another intros” reveals a different part of these characters and what’s most important – various roles that they play in the big picture.

2. The acting is – at least – solid

The cast is always the consequence of well-prepared and thorough casting. Anthony Hopkins as the philosopher-creator is a chameleon in human skin – once stoic and calm, he easily transforms into a peremptory, specious embodiment of danger. There is Ed Harris, who plays the demonical, black-leather-wearing gunman – an alleged bad guy. Feminine factor is then brought by Sidse Knudsen as Therese Cullen – one-dimensional materialist in the beginning quickly begins more complex and more intriguing.

Right behind the leading three, there is the entire marathon of background-creating characters. Noticeable are, among others, Thandie Newton, Evan Rachel Wood and Jeffrey Wright. However, this isn’t the end, as HBO likes to cherish every detail in their work – hence, even the very small roles are sharp – don’t waste your time looking for holes in the cast.

westworld-image-anthony-hopkins

3. The mystery that is ever-tempting and never-boring

An understandable allegation towards Lost series was that the mysterious premise of the plot lacked the essence – it seemed that the creators never really knew where do they want to lead us. Westworld doesn’t copy that mistake – we are intrigued and tempted by its brainy structure, leveraging various characters as the story unveils. There is the western love, saloons and cowboys, but there’s the second layer of the extravagant sci-fi. Finally, the entire thing is linked to each other by Harris, who seems to be the key to the story from the beginning.

4. The visual aspect – division between spectacle and hectic drama

Western genre is all about the freedom of the image – there is a reason for which Quentin Tarantino desired the horizontal frame in The Hateful Eight. The viewer must need some space to breathe in the endless terrains and let’s be honest – the horse rides would look grotesquely if put within a small space.

An immense part of Westworld‘s success is such camera dychotomy – the western shots are spacious, breathtaking ones, whilst the camerawork is dynamic, accordingly to the pace of the film. However, it drastically changes as the tone switches to sci-fi – it’s more hectic, almost like Ex Machina or Moon, rather than Space Odyssey or Interstellar. The interiors are sterile, relationships flat and official and the ubiquitous technology imbues it with an almost futuristic spirit.

westworld

5. Intro!

How did HBO win the love for True Detective in less than a minute of the first episode?

The intro.

The men behind Westworld has drawn some inspirations from that and cherished their intro to meet the expectations of the demanding audiences. The artistic play of light and darkness meets the flourishing symbolism, which is omnipresent in the universe of Westworld. I say yes to that. [check it out in the end of the Polish version of the article].

What were your thoughts on Westworld? Let me know in the comments section!

 

UMP Recommends – Hell or High Water

Neowestern drama set in Texas, with atmospheiric OST by Nick Cave & Warren Ellis and a ground-breaking performance by Chris Pine – “Hell or High Water” is a spectacular piece of cinema.

Sometimes all it takes is the opening scene to fully dig into a movie. When the camera, rotating around its own axis, focuses on a worn-off Ford just to jump to two brothers robbing a bank, whilst the background is built with climactic score by Nick Cave – David Mackenzie already had me in his pocket. And that was only the beginning of undoubtedly one of the very best films of 2016.

Un-director-sin-sensibildad-femenina

Two brothers – Tanner (Ben Foster) and Toby (Chris Pine) – are onto a series of temerarious bank robberies, at first glance being an act of their desperation to keep the family’s ranch. They are followed by two peculiar rangers – sheriff Marcus (Jeff Bridges) and his Indian-origin partner Alberto (Gil Birmingham).

Hell or High Water is bursting with soul-stirring inspirations – even though the Scottish director has set his story in the modern times, not only did he manage to pay a tribute to the western classics of Sergio Leone, but at the same time touched some more up-to-date, artsy variations in the genre. Therefore, there is a vibe of films like The Rover by David Michod, No Country For Old Men by the Coen Brothers, La Isla Minima by Alberto Rodriguez, but also heist movies like Bonnie & Clyde or even Heat. However, Mackenzie doesn’t apply “copy & paste” logic – by paying his tributes, he discovers his own way to keep the audience entertained.

Hell-or-High-Water-620x338

He does that due to several reasons. First of all, Hell or High Water is an incredibly entertaining script by Taylor Sheridan, the author of last year’s revelation Sicario. Dry-out, cold atmosphere of scorching-hot plains of Texas, is matched with humorous couple of the rangers, which – as a whole – creates a contrast against the stifling and painful story that is told. The vigilante brothers are sketched as heroic criminals, with Mackenzie and Sheridan meticulously painting their motives and reasons. As a consequence, the slowly-revealed truth about their heist scheme takes a form of a Don Quichote-sque war, a romantic yet forlorn struggle against the depraved system. And it’s hard not to stand right by their side.

Fast-flowing action and witty script are fundamental for Mackenzie, but the true strength of his film lies in phenomenal acting and score composed by Nick Cave and Warren Ellis. Chris Pine as the worn-out, raised in poverty and overwhelmed by his problems father and a divorced husband, is on point in his career-defining role – observing the little details, the gestures and his full-of-pain eyes is a sweet treat to be praised. Equally convincing is Ben Foster – the noisier, more rampant, he reminisces a bit of a modern Billy Kid. Even the supporting and background appearances are solid, which accounts for why Hell or High Water strikes as such a tremendous job.

Finally, there wouldn’t be so much of the dense, atmospheiric storytelling if not for the dark soundtrack by Cave & Ellis. Vibrant, overtuned guitars are paired up with catchy piano melodies and moaning of the fiddles, keeping the character of stuff like T-Bone Burnett’s work in the first season of True Detective. The compositions of the folk & rock duo are sometimes entwined with country classics, like Townes van Zandt or Waylon Jennings. All of that perfectly matches the shots of the desolate plains of Texas.

hell-or-high-water

Summing up, Hell or High Water is a must-see this year. Mackenzie, by paying his tributes, singed up himself to be considered among the most talented and promising modern filmmakers. And I dare to say that we might hear about Hell or High Water in some time – it would be a great misunderstanding if this beauty didn’t get into the Oscar race.

What’s cool: Chris Pine’s superb performance, great story, soundtrack by Nick Cave & Warren Ellis, artistic cinematography.

What’s not: Only drawback is Jeff Bridges playing Jeff Bridges – again…

UMP Grade: 44/50

UMP Poleca – Aż do piekła

Neowesternowy dramat osadzony w klimacie Texasu, ze ścieżką Nicka Cave’a oraz wyborną kreacją Chrisa Pine’a – “Aż do piekła” to wielkie kino.

Czasem wystarczy scena otwierająca, by z miejsca chwycić widza za serce. Gdy kamera obracając się wokół własnej osi, powoli łapie starego Forda, by za chwilę ująć braci okradających bank, zaś w tle słychać zawodzące, klimatyczne skrzypce ścieżki Nicka Cave’a – Aż do piekła już mnie miało w garści. A to był dopiero początek jednego z bezapelacyjnie najlepszych filmów tego roku.

Un-director-sin-sensibildad-femenina

Dwóch braci – Tanner (Ben Foster) oraz Toby (Chris Pine) – dokonują serii zuchwałych napadów na bank, pozornie będących aktem całkowitej desperacji, by za wszelką cenę utrzymać rodzinne ranczo. Ich śladem podąża duet rangerów – szeryf Marcus (Jeff Bridges) oraz jego partner Alberto (Gil Birmingham).

W Aż do piekła pobrzmiewa wiele różnorodnych inspiracji – Mackenzie, osadzając swoją historię w czasach współczesnych, zdołał nie tylko oddać klimat westernów Sergio Leone, ale nawiązać także do współczesnych, artystycznych wariacji na ten temat. Pobrzmiewają tutaj zatem The Rover Davida Michoda, To nie jest kraj dla starych ludzi braci Coen, Stare grzechy mają długie cienie Alberto Rodrigueza, ale również klasyki kina heist jak Bonnie & Clyde, Wrogowie publiczni czy Gorączka. Mackenzie nie dokonuje jednakże bezczelnej kopii czy sklejki – oddając hołd swoim poprzednikom, znajduje własny sposób, by wciągnąć widza.

Hell-or-High-Water-620x338

A udaje mu się to z wielu powodów. Przede wszystkim, Aż do piekła bazuje na znakomicie dopracowanym scenariuszu Taylora Sheridana, autora zeszłorocznej rewelacji Sicario. Oschły, zdystansowany klimat skąpanego w gorejącym słońcu Texasu, jest zestawiony ze zgrabnie wplatanym humorem, głównie za sprawą duetu rangerów. A to z kolei tworzy kontrast z przytłaczająco prawdziwym i bolesnym problemem, który Aż do piekła porusza. Bracia Howard, dokonujący rabunków, są skrojeni na wzór heroizowanych złoczyńców – Mackenzie ze szwajcarską precyzją i zdumiewającą dyskrecją nakreśla motywy Toby’ego i Tannera, powoli odsłaniając ukrytą prawdę kryjącą się za kradzieżami. I wraz z upływającym czasem, nie sposób nie stać po ich stronie, przyznając rację ich romantycznej, don-kiszotowskiej walce z wiatrakami – w tym wypadku z instytucjami finansowymi.

Wartko prowadzona akcja oraz zmyślny scenariusz stanowią solidne fundamenty, lecz prawdziwa siła Aż do piekła tkwi w doskonałych kreacjach aktorskich oraz ścieżce dźwiękowej Nicka Cave’a i Warrena Ellisa. Chris Pine jako wypalony, przygnieciony ciężarem nijakiej egzystencji rozwiedziony ojciec, zagrał swoją rolę życia – z przyjemnością chłonie się dopracowanie postaci Toby’ego, jego gestykulację i mimikę. Wtóruje mu w tym Ben Foster, czyli Tanner – szalony, dawny skazaniec, nawiązujący do klasycznych postaci znanych z westernów (trudno bowiem nie wyczuć w nim inspiracji Bill Kidem). Świetne są także role drugoplanowe, a nawet epizodyczne, co przekłada się na to, że Aż do piekła ogląda się z zapartym tchem.

Wyjątkowego klimatu by nie było, gdyby nie wcześniej wspomniana muzyka autorstwa Cave’a & Ellisa. Wibrujące, przestrojone gitary są wymieszane z prostymi motywami wygrywanymi na pianinie oraz skrzypcach, utrzymując charakter takich ścieżek jak np. Detektyw autorstwa T-Bone Burnetta. Kompozycje duetu folkowych rockmanów są zaś przeplatane klasykami country – znalazło się zatem miejsce dla Townesa van Zandta czy Waylona Jenningsa. Wszystko to świetnie oddziaływuje na odbiór filmu, uzupełniając dopieszczone zdjęcia opustoszałych równin Texasu, nadając im nostalgiczny, mroczny charakter.

hell-or-high-water

Podsumowując, Aż do piekła to pozycja obowiązkowa z tegorocznej rozkładówki kinowej. Mackenzie oddał hołd klasykom, wpisując się jednocześnie na stałe do najbardziej obiecujących reżyserów nowego pokolenia. I śmiem twierdzić, że o Aż do piekła jeszcze usłyszymy – wielce niesprawiedliwe byłoby bowiem pominięcie tej perełki w wyścigu o Oscary.

Ocena UMP: 44/50

UMP Review – The Hateful Eight

Eighth film by Quentin Tarantino brings more bloodshed and more iconoclastic dialogues, but seems to mark some stagnation in the director’s filmmaking.

Each new film directed by Quentin Tarantino generates a heated debate among his ardent fans and and equally vocal opponents. This was also the case of his eighth feature, nominated for 3 Oscars – The Hateful Eight. Unfortunately, witty dialogues and theatricality were not enough to stand a chance against director’s ultimate classics.

hateful eight1

John Ruth (Kurt Russell) escorts a dangerous criminal Daisy Domergue (Jennifer Jason Leigh) to collect his reward for her head. On the road, they are joined by a bounty hounter, major Marquis Warren (Samuel L. Jackson) and soon-to-be-sheriff Mannix (Walton Goggins). As a heavy snowstorm hits, the crew needs to stop at a shelter, where more people stay. Trapped in a cabin for hours, they soon begin to unravel mysteries regarding themselves.

Tarantino unburies ideas from his previous movies, focusing mainly on an eclectic group of protagonists – just like he did in Reservoir Dogs and Pulp Fiction. The Hateful Eight vastly benefits from that – the film relies on brilliant dialogues, complexity of film’s  characters and absurd, which was also cleverly used in the previously mentioned films by Quentin. Tarantino swings and swirls with this bunch of weirdos, letting his actors to fully take advantage of the script and the iconoclastic dialogues. Samuel L. Jackson as the vengeful killer steals the show, but the backup is extremely strong  – Kurt Russell, Walton Goggins, Tim Roth, James Madsen and Jennifer Jason Leigh are all genuinely different and fantastically suited for their roles. Frankly, the only exception in this star-studded cast is Channing Tatum, who stands out from the rest. Nevertheless, The Hateful Eight is an extraordinary, deliciously theatrical acting specialty.

the-hateful-eight-maxw-650

Unfortunately, not all of the once-brilliant schemes should be repeated again. As it happened in Django Unchained, Tarantino once again elaborates on American racism, historical guilts and sins, but nothing fresh is brought to the table. What’s more, The Hateful Eight is sometimes undeniably boring, too dragged around and dialogue-focused, even despite the phenomenal acting. Tarantino plays the same strings as he used to, but if he did that for around two hours, The Hateful Eight would be one of his greatest achievements. Instead, Tarantino really takes his time to introduce his characters, without moving the plot an inch forward. As a result, his sharpest weapons become blunt.

Another aspects of the film are the soundtrack by Ennio Morricone and how Tarantion’s film is directed. The original score keeps the western genre tone, managing to blend in with the peculiar atmosphere of The Hateful Eight. Still, it is not the experience, when music elevates a film to an entirely new level. All that talk about 70mm Panavision was quite exaggerated too, becoming a haunt rather than marketing trick. There isn’t much of the spacious landscapes, which the vintage filming technique would suggest, but the cinematography still works fine. Confined within one interior for most of the time, Robert Richardson managed to keep it all coherent and original.

The Hateful Eight is a treat for ardent Tarantino’s fans and there’s no doubt about that. It’s delivered in his own style, without political correctness, but with strong characters using strong language. If anyone could direct such a film – it had to be Mr. Quentin.

UMP Grade: 39.5/50

(Cinematography: 7, Plot: 8, Acting: 9, Soundtrack: 7.5, Quaintness: 8)

UMP Recenzuje – Nienawistna Ósemka

Każdy kolejny film Quentina Tarantino to iskra, która rozpala burzliwą dyskusję pośród kinomanów. Nie inaczej było w przypadku nominowanego do 3 Oscarów, ósmego filmu reżysera – Nienawistna Ósemka. Ku sporemu zaskoczeniu, trafiające w punkt dialogi oraz teatralność całego spektaklu nie wywindowały najnowszego dzieła Tarantino do poziomu jego najbardziej znamienitych osiągnięć.

John Ruth (Kurt Russell) eskortuje szalenie niebezpieczną Daisy Domergue (Jennifer Jason Leigh) do małego miasteczka, by odebrać nagrodę za jej schwytanie. Po drodze dołączają do niego czarnoskóry łowca głów, major Marquis Warren (Samuel L. Jackson) oraz przyszły szeryf miasteczka – Mannix (Walton Goggins). Plany zostają pokrzyżowane przez śnieżycę, która zmusza podróżnych do zatrzymania się w małej chatce w lesie. Nie będą tam jednak sami, zaś wraz z upływem czasu sytuacja będzie coraz bardziej napięta.

Tarantino odkopuje pomysły ze swoich poprzednich filmów, skupiając się przede wszystkim na wybuchowej mieszance swoich bohaterów – tak jak miało to miejsce we Wściekłych Psach, ale także w Pulp Fiction. Ten zabieg okazuje się, o dziwo, korzystny dla Nienawistnej Ósemki – film opiera się bowiem na znakomicie napisanych dialogach, złożoności i różnorodności postaci oraz zewsząd lejącym się absurdzie, który był znakiem rozpoznawczym Tarantino w jego dotychczasowej twórczości. Tarantino rozkosznie bawi się swoimi dziwacznymi bohaterami, pozwalając jednocześnie obsadzie na wyciśnięcie z soczystych, obrazoburczych dialogów możliwie jak najwięcej. Samuel L. Jackson lśni na piedestale, ale nie jest w tym osamotniony – Kurt Russell, Walton Goggins, Tim Roth, James Madsenoraz Jennifer Jason Leigh są także doskonale dopasowani i mistrzowsko interpretują swoich bohaterów. Nie jest zaskoczeniem fakt, że pośród starych wyg (Roth, Madsen, Jackson, Goggins i Russell mają wspólną przeszłość z Tarantino), Channing Tatum wypada blado. Mimo to, Nienawistna Ósemka jest popisem fenomenalnego aktorstwa na najwyższym poziomie.

Niestety, nie wszystkie udane pomysły z przeszłości powinny mieć swoją drugą młodość. Idąc tropem Django, Tarantino po raz kolejny przygląda się rasizmowi w Ameryce, historycznym błędom i grzechom, ale nie wykłada nowych kart na stół. Co więcej, nawet świetna obsada nie ratuje filmu przed wkradającą się nudą, przesadnym rozciągnięciem fabuły i nadmierną ilością dialogów. Tarantino pociąga za te same sznurki i gdyby ukrócił czas trwania filmu o godzinę, Nienawistna Ósemka byłaby zapewne jednym z jego najlepszych filmów. Rozpływając się w detalicznym budowaniu każdej postaci, reżyser nie popycha fabuły nawet o centymetr do przodu – w rezultacie jego najostrzejsze narzędzie szybko staje się tępe.

Oddzielnymi tematami są muzyka autorstwa Ennio Morricone oraz sama reżyseria. Oryginalna ścieżka utrzymuje ton westernu, wpasowując się w niecodzienną atmosferę Nienawistnej Ósemki. Mimo wszystko, nie jest to muzyka, która wynosi film na inny poziom. Cała dyskusja dotycząca kręcenia przy użyciu taśmy 70mm Panavision była mocno przesadzona, prześladując film Tarantino zamiast dobrej reklamy. Wspomniana technika kręcenia nadawałaby się do wielu przestrzennych kadrów, jednak film Tarantino jest ich raczej pozbawiony. Mimo tego, Robert Richardson wykonał świetną robotę, będąc w większości ograniczonym do jednego wnętrza, gdzie dzieje się akcja.

Nienawistna Ósemka jest z pewnością wyborną ucztą dla zagorzałych fanów reżysera. Jest utrzymana w jego specyficznym stylu, mając za nic polityczną poprawność, a stosując mocnego języka i wyrazistych postaci. Jeśli ktokolwiek miał nakręcić taki film – to mógł być tylko Quentin Tarantino.

Ocena UMP: 39.5/50