Wielcy wygrani – Oscary 2017 rozdane

Noc Oscarowa za nami! Chociaż wydawało się, że w większości kategorii zwycięzcy są praktycznie znani, było kilka ciekawych zaskoczeń. I Legion samobójców w gronie zwycięzców nie jest najciekawszą z nich.

La La Land nie okazał się być tak uwielbionym dziełem, jak można było przypuszczać po zatrważającej liczbie nominacji. Damien Chazelle może oczywiście uważać się za gwiazdę wieczoru – jego film zgarnął 6 nagród, w tym za reżyserię i najlepszą pierwszoplanową rolę kobiecą, jednak to Moonlight otrzymał nagrodę za najlepszy film roku. Indie dramat o czarnoskórym homoseksualiście świętował trzykrotnie. Akademia uhonorowała także to dzieło nagrodami za scenariusz oraz rolę Mahershali Aliego.

To co jednak wydarzyło się podczas wręczania Oscara za najlepszy film roku przejdzie do annałów historii. Wszyscy usłyszeliśmy, że statuetkę otrzymuje La La Land, jednak chwilę później producenci filmu złapali za mikrofon i orzekli, że wygrał Moonlight. Piękny gest? Nic z tych rzeczy! Moonlight faktycznie został wybrany filmem roku. Pomyłka organizatorów czy najcięższy i najbardziej chybiony żart w karierze Jimmy’ego Kimmela?

mahershala-ali-tout

Zaskoczeniem było zwycięstwo Klienta w kategorii najlepszego filmu nieagnlojezycznego, bowiem Toni Erdmann wydawał się pewnym kandydatem do zwycięstwa. Zadowolony mógł być również Mel Gibson, którego Przełęcz ocalonych wygrała w dwóch kategoriach, m.in. za najlepszy montaż roku. Pośród kategorii aktorskich nie było wielkich zaskoczeń – zwycięzcami okazali się być wspomniany Mahershala Ali oraz Viola Davies, Emma Stone i Casey Affleck. Akademia popisała się także fenomenalnym sarkazmem – jak inaczej nazwać przyznanie Legionowi samobójców jakiejkolwiek statuetki?

Chłodem powiało ze strony prowadzącego. Jimmy Kimmel wypadł po prostu blado – jego żarty były płytkie, komentarze zbyt mało uszczypliwe i prostackie. Przyznam jednak, że tweet do prezydenta Trumpa był całkiem zabawnym pomysłem. Dla tych zaś, którzy chcą poszukać smaczków z gali, polecam „beczke” z technicznych Oscarow – tak prestiżowych, że nikt o nich nie wie. Polecam uwadze również poniższe zdjęcie – mem szeptajacego Ryana Goslinga wisi w powietrzu.

17028758_1443013215730645_795076639_n

Tegoroczna gala miała także silne nacechowanie polityczne – chciałoby się rzec, że to już klasyk. Wiele przemówień dotyczyło posunięć nowego przywódcy Stanów Zjednoczonych (m.in. Gael Garcia Bernal, który jako Meksykanin wyraził swoje ubolewanie nad zaistniałą sytuacją), wiele słów zostało poświęconych równości i tolerancji.

Pełna lista zwycięzców poniżej:

NAJLEPSZY FILM – Moonlight

NAJLEPSZY REŻYSER – Damien Chazelle (La La Land)

NAJLEPSZY AKTOR W ROLI PIERWSZOPLANOWEJ – Casey Affleck (Manchester by the sea)

NAJLEPSZA AKTORKA W ROLI PIERWSZOPLANOWEJ – Emma Stone (La La Land)

NAJLEPSZY AKTOR W ROLI DRUGOPLANOWEJ – Mahershala Ali (Moonlight)

NAJLEPSZĄ AKTORKA W ROLI DRUGOPLANOWEJ – Viola Davis (Fences)

NAJLEPSZY FILM ANIMOWANY – Zwierzogrod

NAJLEPSZY FILM NIEANGLOJĘZYCZNY – Klient

NAJLEPSZY SCENARIUSZ ORYGINALNY – Kenneth Lonergan (Manchester By The Sea)

NAJLEPSZY SCENARIUSZ ADAPTOWANY – Barry Jenkins (Moonlight)

NAJLEPSZE ZDJĘCIA – Linus Sandgren (La La Land)

NAJLEPSZA ŚCIEŻKA DŹWIĘKOWA – Justin Hurwitz (La La Land)

NAJLEPSZA PIOSENKA – City of Stars (La La Land)

NAJLEPSZY MONTAŻ DŹWIĘKU – Sylvain Bellemare (Nowy początek)

NAJLEPSZE KOSTIUMY – Colleen Atwood (Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć)

NAJLEPSZA DESIGN PRODUKCJI – David Wasco & Sandy Wasco (La La Land)

NAJLEPSZY ANIMOWANY FILM KRÓTKOMETRAŻOWY – Piper

NAJLEPSZE EFEKTY SPECJALNE – Księga Dżungli

NAJLEPSZY MONTAŻ –  John Gilbert (Przełęcz ocalonych)

NAJLEPSZY KRÓTKOMETRAŻOWY FILM DOKUMENTALNY – The White Helmets

NAJLEPSZY FILM KRÓTKOMETRAŻOWY – Sing

NAJLEPSZY FILM DOKUMENTALNY – O.J.: Made in America

NAJLEPSZY MAKEUP I HAIRSTYLING – Alessandro Bertolazzi / Giorgio Gregorini / Christopher Nelson (Suicide Squad)

Advertisements

La La Land

Metoda Damiena Chazelle’a, by wkupić się w łaski publiczności, jest zaskakująco prosta – należy zaserwować im takie stężenie słodyczy, którego nie sposób będzie nie spałaszować. La La Land działa bowiem jak przesłodzona kawa, podana z gałką lodów, najlepiej z syropem owocowym i z bitą śmietaną na szczycie – czasem może zemdlić, ale czy da się jej odmówić?

Dwoje młodych marzycieli trafia do kuźni talentów w Hollywood – aspirująca aktorka Mia (Emma Stone) oraz wielbiciel jazzu Sebastian (Ryan Gosling). Ona desperacko szuka sposobu na dostanie angażu, on marzy o swoim klubie kultywującym muzyczne tradycje. Gdy ich drogi łączą się za sprawą strzały amora, oboje zostaną poddani próbie – czy uczucie zwycięży w nierównej walce z karierą?

Musical to gatunek-dinozaur w świecie filmów – niby kiedyś miał swoje znamienite miejsce, ale dziś został zdegradowany do roli wyjątkowo niszowej. Damien Chazelle pretenduje jednak do miana reżysera, który może zapewnić swoisty renesans musicalowi. Przede wszystkim, ma on wprost genialny słuch i umiejętność ilustrowania muzycznych wariacji w formie obrazu, co udowodnił także w Whiplash. La La Land jest przez to ucztą zarówno dla oka jak i ucha. Kamera frywolnie lawiruje w rytm lekkiego, dynamicznego tempa, bawiąc się klimatem od Chicago i Moulin Rouge, przez Deszczową Piosenkę, a skończywszy nawet na Bollywoodzie.To kino pysznie uwodzicielskie, niby klasyczne, ale szalone.

Co więcej, kompozycje Justina Hurwitza, nawet te najbardziej naiwne i przesiąknięte nostalgicznym Hollywoodem lat 50. i 60., wypadają wybornie w obiektywie Chazelle’a. Nieważne, czy obserwujemy Ryana Goslinga i Emmę Stone tańczących na niebie, czy grupę muzyków w jazzowym pubie – Chazelle czaruje i hipnotyzuje tak, że aż chce się w tym świecie zostać na dłużej.

LLL d 35_5707.NEF

Zachwyt nad La La Land jest jednak tylko częściowy, bowiem ogromnym mankamentem filmu są – niestety – jego główni bohaterowie. Emma Stone, kreowana na olśniewającą wschodzącą gwiazdeczkę gwarnego Hollywoodu wypada blado – nawet, jeśli jej rola miała być w zamierzeniu wysoce przerysowana. Daleko jej bowiem do niewymuszonego seksapilu Marilyn Monroe czy Audrey Hepburn. Nie ma w sobie również tyle charyzmy, by przyszpilić widza do ekranu. Równie przeciętnie wypada u jej boku Ryan Gosling, grający tego samego wrażliwego cwaniaczka, którego widzieliśmy już chociażby w Blue Valentine. Modnie ubrany, z wlepionym zawadiackim uśmiechem, Gosling dwoi się i troi na ekranie – jego wysiłki mają jednak efekt podobny co jego damskiej połówki. Głównym bohaterem La La Land pozostają zatem zdolności i finezja Damiena Chazelle’a siedzącego na stołku reżysera.

Bez cienia wątpliwości, są w La La Land sceny, które przejdą do historii kina. Duet tańczący na tle nieboskłonu, czy też znakomita sekwencja wieńcząca film to sceny, które nie tylko chwytają widza za serce, ale delikatnie “łaskoczą” wszystkie skryte uczucia i potrzeby widza. Śmiało mogę powiedzieć, iż La La Land stopi lód w każdym sercu i zastąpi zastrzyk insuliny. Wierzę bowiem, że każdemu z nas nie zaszkodzi odrobina słodyczy w życiu.

Ocena UMP: 39/50