Co zwycięstwo Moonlight mówi o przyszłości Oscarów?

Czytając opinie i komentarze dotyczące tegorocznej gali przyznania złotych statuetek, doszedłem do jednego ważnego wniosku. Moonlight został powszechnie uznany za rozdmuchany przez krytyków fenomen, który nie zasłużył na największy honor – to często powtarzająca się teza. Trudno mi się z tym twierdzeniem zgodzić, jednak jednego jestem pewien – analizując rezultaty głosowania Akademii można zauważyć kilka ważnych drogowskazów dotyczących przyszłości.

Barry Jenkins kupił mnie swoim filmem i zdecydowanie nie z powodu homoseksualnosci głównego bohatera. Dla mnie to przede wszystkim świetnie zagrany dramat, w którym reżyser nie wykłada mi wszystkiego na stół – wręcz przeciwnie, daje mi swobodę analizowania i pozwala samemu wyrobić sobie zdanie oglownym bohaterze,  Chironie. To rzadkość, której zaznać można właśnie w kinie artystycznym, niszowym, indie, czy jakkolwiek chcemy je nazwać.

Ale niechęć do Moonlight jest dla mnie zrozumiała. Amerykański dramat jest hermetyczny, pozbawiony akcji, ze specyficznym duchem nieoczywistosci. I rozumiem, że znaleźli się widzowie, którzy w tym onirycznym, aczkolwiek depresyjnym obrazie, nie doszukali się piękna.

16806858_1382389231781096_5121519297883648422_n
Ryan Gosling tuż po ogłoszeniu prawdziwego werdyktu.

Jestem także daleki od dyskretowania filmu Chazelle’a. Chociaż musical to gatunek mi obcy emocjonalnie – nawet pomimo tanecznej przeszłości – doceniam La La Land. To film dynamiczny, bajkowy i poniekąd tandetnie naiwny, ale to w tym tkwi jego siła. Jest cukierkiem na zły dzień, którego czasem każdy z nas potrzebuje jak tlenu. Zgadzam się co prawda ze stwierdzeniem mojej znajomej, że “ostatnia rzeczą jakiej potrzebowaliśmy na świecie jest stepujący Ryan Gosling“, La La Land efektywnie zaczarował miliony widzów.

Zestawiając jednak te dwa filmy, pojawia się dla mnie oczywisty dylemat członków Akademii. Czy chcemy uhonorować trudny dramat, którego widzowie nie pokochali, tym samym udowadniając, że znamy się także na kinie offowym, ale wyjdziemy przy tym na bufonów kochających tylko krytyków? A może wolimy pozostać nudni i przewidywalni, wielbiąc film, który jest de facto o nas, o naszym małym światku Hollywood? Wynik tej rozterki znamy. Pomimo wpadki PwC, Akademia wybrała Moonlight.

Kolor skóry nie powinien być istotny. Było mnóstwo czarnoskórych aktorów, którzy nie otrzymali Oscara, ale czy nie było również wielu białych aktorów, którzy zostali na łodzie całkowicie niezasłużenie?” – Mahershala Ali

Cofnijmy się jednak w czasie. Bowiem zwycięstwo Moonlight potwierdza pewne zjawisko – Akademia od lat stara się zmieniać swój zatwardziały wizerunek wielbicieli rozbuchanego kina, pośród którego nie ma miejsca dla kina festiwalowego. Dla przykładu, w 2004 roku zwyciężył Władca Pierścieni, ale w 2006 Akademia zaskoczyła chociażby przyznaniem statuetki Angowi Lee za Tajemnicę Brokeback Mountain. gdzieś po drodze najlepszym filmem roku nieomalże został Avatar. Zwyciężali również bracia Coen, czy Martin Scorsese – wielkie nazwiska. Ale dzisiejsze nominacje są już inne. Akademia upodobała sobie Birdmana, który zdecydowanie nie był filmem dla mas. Zwycięstwo J.K. Simmonsa za fenomenalną rolę w Whiplash było kolejnym sygnałem, że czasy się zmieniają. A tegoroczne nominacje były także sporym zaskoczeniem – któż mógł podejrzewać, że Aż do piekła zgarnie kilka nominacji?

0117-gq-feos03-mahershala-ali-02
Mahershala Ali

Akademia zaczyna się zatem powoli zmieniać. To widać poprzez wybory jej członków. Do głosu dochodzą tzw. “festival darlings“, filmy, które jeszcze kilka lat temu nie miałyby miejsca w tym prestiżowym gronie pluskającym się w swoim samozachwycie. I zwycięstwo Moonlight jest niewątpliwie tego dowodem. Znajdą się pewnie i tacy, którzy zgodnie z Twitterową burzą z ubiegłego roku, będą wołać, że mamy nowy trend w hashtagach opisujący Akademię – #OscarsSoBlack. Jednak warto posłuchać słów Mahershali Aliego, który zapytany o swoją nagrodę odpowiedział: “Kolor skóry nie powinien być istotny. Było mnóstwo czarnoskórych aktorów, którzy nie otrzymali Oscara, ale czy nie było również wielu białych aktorów, którzy zostali na łodzie całkowicie niezasłużenie?“.

Prawdziwym fenomenem jest jednak inne zjawisko. Kontrowersyjna wpadka PwC przejęła newsy, ale pozwolę sobie przypomnieć coś, co przyprawiło mnie o zawał serca – statuetka dla Legionu samobójców. I nieważne, że to najmniej istotną kategoria makeup’u i stylizacji fryzur – zapamiętamy fakt, że koszmarna klapa DC dostała Oscara. Z pozoru brzmi to jak absurd, jednak ma to swój sensowny powód. To przecież znowu Akademia szukająca dialogu z nowoczesnym widzem -“skoro widzowie kochają superbohaterów, to musimy ich uwzględniać“. Był czas Heatha Ledgera, ale pominięto Deadpoola oraz nowego Kapitana Amerykę, zatem ktoś musiał dostać jakiś ochłap. I padło na Legion samobójców. Może kiedyś członkowie Akademii nagrodzą film Uwe Bolla – zakładając, że reżyser cofnie swoje zapowiedzi o końcu kariery?

Zatem dla wszystkich wielbicieli La La Land, którzy czują się pokrzywdzeni – nie rozpaczajcie. Sześć statuetek to ogromne wyróżnienie, wartość dodana do pokaźnej liczby zwycięstw na festiwalach z całego świata. Zaś wygrana Moonlight to dobry znak. Gdyż może za kilka lat, Oscary nie będą tylko dniem splendoru bogatych ludzi, którzy klepią się po ramieniu z szyderczym uśmiechem. Może za kilka lat będziemy wszyscy siadać w nocy i przeżywać galę, będąc zaskakiwanymi w co drugiej kategorii, a filmy indie będą przemieszane z tylko najlepszymi produkcjami z Hollywood. Ja osobiście w to wierzę.

Relacja z gali wreczenia Oscarow: https://unusualmotionpictures.wordpress.com/2017/02/27/wielcy-wygrani-oscary-2017-rozdane/

Wielcy wygrani – Oscary 2017 rozdane

Noc Oscarowa za nami! Chociaż wydawało się, że w większości kategorii zwycięzcy są praktycznie znani, było kilka ciekawych zaskoczeń. I Legion samobójców w gronie zwycięzców nie jest najciekawszą z nich.

La La Land nie okazał się być tak uwielbionym dziełem, jak można było przypuszczać po zatrważającej liczbie nominacji. Damien Chazelle może oczywiście uważać się za gwiazdę wieczoru – jego film zgarnął 6 nagród, w tym za reżyserię i najlepszą pierwszoplanową rolę kobiecą, jednak to Moonlight otrzymał nagrodę za najlepszy film roku. Indie dramat o czarnoskórym homoseksualiście świętował trzykrotnie. Akademia uhonorowała także to dzieło nagrodami za scenariusz oraz rolę Mahershali Aliego.

To co jednak wydarzyło się podczas wręczania Oscara za najlepszy film roku przejdzie do annałów historii. Wszyscy usłyszeliśmy, że statuetkę otrzymuje La La Land, jednak chwilę później producenci filmu złapali za mikrofon i orzekli, że wygrał Moonlight. Piękny gest? Nic z tych rzeczy! Moonlight faktycznie został wybrany filmem roku. Pomyłka organizatorów czy najcięższy i najbardziej chybiony żart w karierze Jimmy’ego Kimmela?

mahershala-ali-tout

Zaskoczeniem było zwycięstwo Klienta w kategorii najlepszego filmu nieagnlojezycznego, bowiem Toni Erdmann wydawał się pewnym kandydatem do zwycięstwa. Zadowolony mógł być również Mel Gibson, którego Przełęcz ocalonych wygrała w dwóch kategoriach, m.in. za najlepszy montaż roku. Pośród kategorii aktorskich nie było wielkich zaskoczeń – zwycięzcami okazali się być wspomniany Mahershala Ali oraz Viola Davies, Emma Stone i Casey Affleck. Akademia popisała się także fenomenalnym sarkazmem – jak inaczej nazwać przyznanie Legionowi samobójców jakiejkolwiek statuetki?

Chłodem powiało ze strony prowadzącego. Jimmy Kimmel wypadł po prostu blado – jego żarty były płytkie, komentarze zbyt mało uszczypliwe i prostackie. Przyznam jednak, że tweet do prezydenta Trumpa był całkiem zabawnym pomysłem. Dla tych zaś, którzy chcą poszukać smaczków z gali, polecam „beczke” z technicznych Oscarow – tak prestiżowych, że nikt o nich nie wie. Polecam uwadze również poniższe zdjęcie – mem szeptajacego Ryana Goslinga wisi w powietrzu.

17028758_1443013215730645_795076639_n

Tegoroczna gala miała także silne nacechowanie polityczne – chciałoby się rzec, że to już klasyk. Wiele przemówień dotyczyło posunięć nowego przywódcy Stanów Zjednoczonych (m.in. Gael Garcia Bernal, który jako Meksykanin wyraził swoje ubolewanie nad zaistniałą sytuacją), wiele słów zostało poświęconych równości i tolerancji.

Pełna lista zwycięzców poniżej:

NAJLEPSZY FILM – Moonlight

NAJLEPSZY REŻYSER – Damien Chazelle (La La Land)

NAJLEPSZY AKTOR W ROLI PIERWSZOPLANOWEJ – Casey Affleck (Manchester by the sea)

NAJLEPSZA AKTORKA W ROLI PIERWSZOPLANOWEJ – Emma Stone (La La Land)

NAJLEPSZY AKTOR W ROLI DRUGOPLANOWEJ – Mahershala Ali (Moonlight)

NAJLEPSZĄ AKTORKA W ROLI DRUGOPLANOWEJ – Viola Davis (Fences)

NAJLEPSZY FILM ANIMOWANY – Zwierzogrod

NAJLEPSZY FILM NIEANGLOJĘZYCZNY – Klient

NAJLEPSZY SCENARIUSZ ORYGINALNY – Kenneth Lonergan (Manchester By The Sea)

NAJLEPSZY SCENARIUSZ ADAPTOWANY – Barry Jenkins (Moonlight)

NAJLEPSZE ZDJĘCIA – Linus Sandgren (La La Land)

NAJLEPSZA ŚCIEŻKA DŹWIĘKOWA – Justin Hurwitz (La La Land)

NAJLEPSZA PIOSENKA – City of Stars (La La Land)

NAJLEPSZY MONTAŻ DŹWIĘKU – Sylvain Bellemare (Nowy początek)

NAJLEPSZE KOSTIUMY – Colleen Atwood (Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć)

NAJLEPSZA DESIGN PRODUKCJI – David Wasco & Sandy Wasco (La La Land)

NAJLEPSZY ANIMOWANY FILM KRÓTKOMETRAŻOWY – Piper

NAJLEPSZE EFEKTY SPECJALNE – Księga Dżungli

NAJLEPSZY MONTAŻ –  John Gilbert (Przełęcz ocalonych)

NAJLEPSZY KRÓTKOMETRAŻOWY FILM DOKUMENTALNY – The White Helmets

NAJLEPSZY FILM KRÓTKOMETRAŻOWY – Sing

NAJLEPSZY FILM DOKUMENTALNY – O.J.: Made in America

NAJLEPSZY MAKEUP I HAIRSTYLING – Alessandro Bertolazzi / Giorgio Gregorini / Christopher Nelson (Suicide Squad)

Moonlight

Dramat Barry’ego Jenkinsa jest “małym-wielkim” arcydziełem nowoczesnego kina. To porywający spektakl, w którym oniryczna szata wykonania styka się z brutalną rzeczywistością opowiadanej historii. Dodając zjawiskowe role Trevante Rhodesa oraz Naomie Harris, otrzymujemy jeden z najciekawszych obrazów ostatnich lat.

Głównym bohaterem Moonlight jest Chiron, wraz z którym dorastamy poprzez trzy okresy z jego życia. Pierwsza część to czas, gdy jest małolatem odstającym od reszty swoich kumpli z podwórka. Jego mentorem staje się wtedy gangster Juan (Mahershala Ali). W rozdziale drugim Chiron to nastolatek gnębiony przez innych i zmagający się z uzależnieniem matki (Naomie Harris). Zwieńczeniem tej historii jest zaś część trzecia, gdy widzimy Chirona jako dorosłego mężczyznę o pseudonimie Black (Trevante Rhodes).

Osadzenie introwertycznego homoseksualisty w skrajnie nieprzychylnym mu środowisku jest intrygującą koncepcją. Jenkins ma jednak znacznie więcej do powiedzenia niż powierzchowna kontrowersja. Wnikliwie analizuje sposób, w jaki to hermetyczne środowisko kształtuje Chirona. Zauważa jak chłopak rozpaczliwie szuka swojej ścieżki, dając się inspirować chociażby Juanem, który zastępuje mu ojca. Podkreśla tym samym zagubienie swojego protagonisty, ukazując jednocześnie, jak złożonym problemem jest brak tolerancji w społeczeństwie. Rozkładając zaś tę historię w czasie, Jenkins spogląda na nią z różnych stron, prezentując pełen rys niezrozumianej ofiary okrutnego społeczeństwa.

maxresdefault-1-2

Gdyby reżyser wyłożył nam jednak gotowe odpowiedzi na stół, Moonlight pozostawiałby ogromny niedosyt. Jenkins jest daleki od ustanawiania ekstremów, czy też osądzania swojego bohatera. Interesuje go bardziej to, czy charakterystyczne środowisko, w którym królują narkotyki, pogoń za materializmem i szeroko zakrojona nienawiść, jest w stanie zaakceptować odmienność Chirona. Barry Jenkins stawia nam zatem kolejne pytanie – czy istnieje przestrzeń, w której Chiron jest zwyczajnie szczęśliwy?

Abstrahując od znakomicie przedstawionej tematyki, Moonlight potrafi wspiąć się na prawdziwe wyżyny kinematografii w aspektach technicznych. Niektóre sekwencje są wprost piorunujące – jak chociażby scena w morzu z rozdziału pierwszego, lub szkolna bijatyka z drugiego. Jenkins ma wyborne wyczucie kamery, potrafi wytonować obraz, zawiesić go na twarzy bohatera, by wychwycić każdy najmniejszy gest, ukryte spojrzenie i ból tkwiący w jego oczach. Z drugiej strony umie też nadać mu dynamiki, obracając chociażby kamerę dookoła postaci. Zdarzają mu się też momenty słabsze, nieco niepotrzebne zwolnienia i chwile, gdy jego arcydzieło wymyka się nieco spod kontroli. Chociaż wybijają one z rytmu, nie powodują, ze Moonlight traci swój urok – wtedy to po prostu solidny dramat bez nutki geniuszu.

screen-shot-2016-10-27-at-5-26-11-pm

W ten pełen gracji, intymności obraz, wtapia się wreszcie wyśmienita ścieżka Nicholasa Britella – zróżnicowana, klasyczna i delikatna, a zarazem grubo podszyta emocjonalnym rozdarciem Chirona. Na samym końcu należy zaś podkreślić aktorstwo. Błyskiem geniuszu był casting trzech aktorów grających postać Chirona. Każdy z nich ma ten sam elektryzujący wzrok, pełen sprzeczności charakter. Przypomina to nieco ideę Boyhood Richarda Linklatera, różnicą jest jednak siła z jaką przemiana protagonisty nas uderza, bowiem psychologiczna sylwetka Chirona jest iście fascynująca.

Moonlight to opowiedziana z rozwagą, wciągająca i poruszająca historia. Jej celem nie jest rozliczenie z rasizmu, podziałów i braku akceptacji – one zawsze będą tkwić w ludziach. Jednak zgodnie z ostatnią sceną filmu, wszędzie możemy dojrzeć światło. Wystarczy tylko wiedzieć, gdzie spojrzeć.

Ocena UMP: 47/50

Barry Jenkins has directed a minute masterpiece of the modern cinema. It’s an emotionally engaging spectacle, in which the oneiric visuals meet with vividly brutal reality portrayed by the story itself. Additionally, Trevante Rhodes’ and Naomie Harris’ roles are spectacular, which aggregates to one of the most stunning films of the last years.

The main character in Moonlight is Chiron, whom we observe in a life-long journey, divided into three chapters. The first one presents him in chis childhood – he struggles to cope with the lack of a father and hence looks up to a drug dealer named Juan (Mahershala Ali). In the second chapter, Chiron is a teenager bullied by his peers and living under the same roof with a drug-addicted mother (Naomie Harris). The last part of Moonlight shows us the moment when Chiron is an adult man, known as Black (Trevante Rhodes).

moonlight

An introvert homosexual in an extremely unfavorable environment is an intriguing concept, yet Barry Jenkins is not limited solely to this controversial idea. He thoroughly analyzes the way in which this hostile society forges Chiron’s personality. He exhibits how desperately the boy seeks his own path, but at the same time strives for someone to look up to – hence the role of Juan, who becomes his mentor and a substitute for father. Hence, Jenkins elaborates on how we lack empathy, how do we lack tolerance. And by taking his time to present Chiron’s story in various time frames, he proves his point very convincingly – we are ruthless.

However, if Jenkins would have limited himself solely to exhibiting the spoiled society, without digging deeper into the psychology of his protagonist, Moonlight would be somehow disappointing. However, he is far from being one-sided and critical. The true interest of the director lies in whether the hermetic environment of drugs, materialism and hatred, is capable of embracing the distinctness of Chiron. Therefore, Barry Jenkins asks his audience – is there any space in this world, where Chiron is just happy?

Setting aside the depth and broadness of the story, Moonlight is a sweet audiovisual treat. Some of the sequences are jaw-dropping, like the swimming lesson in the sea or school scrimmage. Jenkins feels the camera, he knows when to gently tone down the tension, freeze the image on his characters’ faces to catch the smallest gesture and pain hiding behind the glowing eyes. At the same time, he is aware that the narration needs the right pace – some scenes are dynamic, just like the opening one where the camera rolls around the two gangsters in the hood. However, there are also weaker parts, where Jenkins loses his tempo. Nonetheless, these are the only moments when Moonlight is not this minute masterpiece, but just a good movie.

moonlight

Finally, this graceful, intimate picture has its final ornament – the soundtrack by Nicholas Britell. It’s diverse, classy and delicate and heavily weaved with Chiron’s emotional tear. Also, it would not work so good if not the acting. All of the three actors playing the protagonist are brilliant – they all carry the same burden, visible in his sad eyes. It reminisces the idea from Boyhood by Richard Linklater, but the power that Moonlight possesses is far more supreme, due to the impressively painted silhouette of Chiron.

Moonlight is a story told in a convincing and moving manner. It is not supposed to be a remedy for racism or lack of acceptance – this is so deeply rooted in our nature that it cannot be erased. However, as the final scene of the film proves, light could be seen everywhere. All it takes is to know where to look.

UMP Grade: 47/50

#OscarsSoBad

Co roku wyczekujemy nominacji do Oscarów jak manny z nieba, licząc na to, że nasze typy zostaną nagrodzone. Odnoszę jednak wrażenie, że każde kolejne rozdanie przynosi mi coraz więcej zawodów. Ogłoszone we wtorek rano kandydatury za 2016 rok przeszły moje najśmielsze oczekiwania. Akademia ośmieszyła się w sposób piękny – pozwólcie zatem, że przybliżę nieco rozmiary tych tragicznych wyborów.

Najlepsi czy “najśredniejsi”?

2016 rok nie rozpieszczał widzów mainstreamowego kina. I stąd zapewne fakt, że pośród nominowanych do najlepszych filmów roku znalazło się chociażby miejsce dla średniaka zatytułowanego Lion. Droga do domu. Film Gartha Daviesa to schematycznie opowiedziana, banalna historia, która nie pozostawia widza z gonitwą myśli w głowie i sercem szamoczącym się wściekle od nadmiaru emocji. Ot, taki ckliwy dramat. Nie zachwyca także wybór równie przeciętnego, nieco przegadanego Fences z Denzelem Washingtonem w roli głównej, ani obecność nierównego dramatu Przełęcz ocalałych. To tytuły, które z powodzeniem można było pominąć w zestawieniu pretendentów do najważniejszej (teoretycznie) nagrody filmowej roku.

A kogo w to miejsce można było wrzucić? Nikt nie obraziłby się chyba za nominację dla Zwierząt nocy Toma Forda. Thriller znanego projektanta mody był zaskakująco kompleksowym i artystycznie nakręconym filmem. Kilka nominacji do Złotych Globów, świetna muzyka i zdjęcia, wybitne role – Akademia postanowiła zaś docenić jedynie Michaela Shannona, który statuetki i tak nie dostanie. Ubolewam również nad nieobecnością Patersona Jima Jarmuscha, chociaż tej nominacji nie spodziewałem się nawet w najskrytszych marzeniach. I tak, mogło być gorzej – nominacja do Oscara mogła przypaść Batman vs Superman.

maxresdefault

Pasażerowie oraz Legion Samobójców – czy ja śnię?

Wiele osób wypomina mi, że mam naturę hejtera. I owszem, bywam nieco krytyczny i stawiam wysoko poprzeczkę – w przeciwieństwie do Akademii. Ale jak wysoce wybredny bym nie był, to jest prawdziwa porażka, że dwie katastrofalne wprost wtopy otrzymują nominacje – jakiekolwiek. Trudno bowiem przeboleć fakt, że filmu pokroju Lobster, Captain Fantastic i Zwierzęta nocy, mają tyle samo nominacji co Legion Samobójców. Klękajcie narody.

Oczywiście, można użyć argumentu, że to nominacje w najmniej istotnych kategoriach – przynajmniej w przypadku “crap festu” z pół-nagą Margot Robbie. Bowiem nominacja w kategorii “best makeup and hairstyling” nie należy do najbardziej prestiżowych. Ale nie zmienia to jednak jednego, arcy-istotnego faktu – LEGION SAMOBÓJCÓW MA NA KONCIE NOMINACJĘ DO OSCARA.

LLL d 35_5707.NEF

Gdzie się podziały… tamte emocje…

Nominacje potwierdziły także smutną tezę, że przereklamowany do granic możliwości, ukochany i wychuchany La La Land zgarnie wszystko. Akademia bardzo chciała nas o tym zapewnić, dając filmowi Chazelle’a nawet dwie nominacje w kategorii najlepszej piosenki. Takie to musicalowanie ładne i piosenki takie ładne, i wszystko takie ładne – dajmy dwie nominacje. Żeby przypadkiem ktoś nie pomyślał, że możemy złotą statuetkę dać komuś innemu.

Moim cichym faworytem pozostaje nadal Moonlight. Nawet w obliczu zastraszającej przewagi musicalu z Ryanem Goslingiem i Emmą Stone. Bowiem Moonlight to kino, do którego chce się wracać. Znakomicie nakręcony, porywający dramat Barry’ego Jenkinsa uderza w widza z ogromną siłą. I odsuwając na bok całą skretyniałą konwersację dotyczącą koloru skóry reżysera, głównego bohatera i zastępcy kierownika planu – to właśnie Moonlight powinien zgarnąć najważniejsze nagrody.

moonlight-a24-poster

Jak do tego doszło, czyli zagubiony racjonalizm

Nietrudno jednak zrozumieć, dlaczego Akademia tak bezmyślnie poprzyznawała swoje nominacje. Ostatnie lata nie były łatwe dla tych biednych, zdziadziałych zjadaczy kina. Zarzucano im skrajny rasizm, co urosło do rangi globalnego zjawiska jednoczącego się pod banderą “#OscarsSoWhite”. Były również po drodze bojkoty samej gali, były filmy zbrodniczo pokrzywdzone z irracjonalnych powodów – jak zeszłoroczny dramat Beasts Of No Nation, który skreślono z uwagi na logo Netflixa przy nazwie producenta.

Akademia trzymała się jednak pewnych reguł. Usuwając w cień filmy niszowe i artystyczne, doceniała filmy dobre i zrozumiałe dla szerszej widowni. Zeszłoroczną galę zdominował przecież Mad Max, który do głębokich i ambitnych dzieł nie należał. Nie była to jednak nachalna próba podlizania się publice – film Millera był po prostu zbyt dobry, by go pominąć. A najważniejsze statuetki powędrowały do innych tytułów – równie przekonywujących.

W tym roku Akademia poszła niestety o krok za daleko. Próbując być trendy, udowadniając, że rozumieją zasady rządzące nowoczesnym kinem, dokonali kilku katastrofalnych i zwyczajnie ośmieszających wyborów. Bowiem jaki racjonalnie myślący kinoman stwierdziłby, że muzyka z filmu Pasażerowie ma więcej gracji i kreatywności niż ścieżka do Człowieka-Scyzoryka? Albo przytaknąłby temu, że Amy Adams nie zasłużyła na swoją nominację (dwie genialne role w jednym roku…)? Pewnie żaden.

Są pewne nominacje, które mimo wszystko cieszą. Akademia bardzo doceniła klimatyczny neo-western Aż do piekła, który zgarnął aż 4 nominacje – to chyba moje największe zaskoczenie. Ogromną radość sprawiła mi także nominacja dla szwajcarskiej animacji Nazywam się Cukinia. Są to jednak złote rybki wyłowione spośród śniętych.

Oscary są ble, ale i tak je kochamy

Co roku powtarzamy wszyscy, że Oscary nas nie obchodzą. Że to masońska grupa trzymająca władzę, z zatwardziałymi poglądami, która poklepuje się nawzajem po ramieniu co roku, ze zgryźliwym uśmiechem. Mimo tej całej niechęci, dyskutujemy. O wygranych i przegranych, o najgorszych wyborach i sukniach, pięknych gwiazdach i przemowach, które ćwiczą przed lustrem. A wszystkim tym, których boli – tak jak mnie – nominacja dla Legionu Samobójców, mam jedno do powiedzenia: Spójrzcie na zdjęcie poniżej.

Actor Nicolas Cage gives holds his Oscar statuette after winning an Academy Award as best actor for ..